|
DYSKOTEKOWE DZIEWCZYNY
Nonszalancko rzucił plecak na środek pokoju. Zamarłam. Wszedł luźnym krokiem, nie odczuwając zmęczenia po monotonnej sześciogodzinnej podróży autobusem. Z nieskrywanym zaciekawieniem rozglądał się po mieszkaniu w którym znalazł się pierwszy raz. Zauważyłam, że nie wiedział czy swoją uwagę całkowicie poświęcić na lustrowanie otoczenia, czy może na jego czterdziestoletnią Trochę zdziwiony spostrzegł, że jedno i drugie z sobą harmonizuje.
Był młodym mężczyzną, typem intelektualisty który z dopiero co odebranym tytułem magistra optymistycznie patrzył na przyszłość swoją i najprawdopodobniej całej ludzkości. Nie zwracał uwagi na dokuczający głód. Nerwowo przełykał ślinę. Nie wiedział czy od razu wziąć w ramiona nowopoznaną, czy też grzecznościowo odczekać jakiś czas. Tylko że czas jest pojęciem względnym. Z rozważań tych wyrwał Go powabny głos, który należał do kobiety dojrzałej, aczkolwiek o duszy nastolatki. Z uśmiechem na twarzy siląc się na luz, unikając Jego wzroku, zaproponowała odświeżający natrysk. Oczywiście nie dla dwojga, choć przez krótką chwilę przeszło jej to przez myśl. Młody, niecierpliwy poszedł do łazienki spoglądając jeszcze raz na salony. Z wrażenia zapomniała zapytać co wypije. Na wszelki wypadek zrobiła kawę, herbatę i do kompletu podała niegazowaną wodę mineralną. Dodatkowo jakieś owoce nieważne jakie. Szczęściem miała jeszcze cukier, i włosy zrobione prosto od fryzjera. Po kilkunastu minutach pojawił się, z niepewnym uśmiechem na twarzy. Jakiś taki milczący i jakby nie ten sam. Obydwoje skrzętnie unikali swojego wzroku. Drżącym głosem oznajmiła podanie napoi. Milczeli. Spoglądali na siebie nie mając odwagi dłużej zatrzymać na sobie wzroku. Specjalnie na tą okazję, po długim namyśle ubrała długą suknię, pod którą założyła czarne pończoszki na pasku, i fikuśne majteczki. Ośmio centymetrowe szpileczki dodawały całości wizerunku. On zaczął pytać o namalowane obrazy. Jak przystało na człowieka o ścisłym umyśle, analizował każdy z osobna, zasypując gradem pytań. Nie była pewna czy robi to tylko grzecznościowo, ale i tak zaschło jej w gardle. Nie potrafiła się skupić. Rozpaczliwie usiłowała dostrzec jakiś gest, ot niby nic, ale dający do zrozumienia-cokolwiek. Przymknęła oczy, i wsłuchiwała się w jego łagodnie, melodyjnie brzmiący głos. Do końca świata mogłaby tak się upajać i słuchać. Bardzo pragnęła przytulić się, lecz brakowało jej odwagi. Gorączkowo myślała, jakie oglądała filmy, z których mogłaby żywcem zastosować następną scenkę. Życie często pisze swój scenariusz. Podeszła po jabłko niefortunnie, stąpnęła szpileczką na jego nogę. Tak zapamiętałe przepraszała, że nareszcie znalazła się w upragnionych Radkowych ramionach. Tłumiąc odgłos głębokiego westchnienia pełnego ulgi, przymknęła oczy, i intensywnie się zastanawiała, czy z racji swojego dojrzałego wieku naprawdę koniecznie musi pierwsza zainicjować grę wstępną? Ale oto Radek musnął ją gorącymi ustami. Poczuła smak pożądania, wezbrała w niej fala namiętności. Zauważyła, że jego usta są przyjaźnie miękkie. Przyjęła je z tęsknotą. Rozpoczęli wzajemnie poznawać swoje nienasycone ciała. Powoli delektowali się nieśmiałymi pocałunkami zwiastującymi nadejście upragnionego spełnienia. Nie wiedzieli, co każde z nich preferuje. Rozsmakowali się w pocałunkach. Powoli ich ciała się rozprężały, sygnalizując gotowość do popłynięcia nurtem doznań. Ujęła w chłodne dłonie, jego pociągłą twarz. Delektując się smakiem młodości, która specjalnie przyjechała z gór. Ze świeżym zapachem, wyczuwalnym w jasnych włosach, który chłonęła wraz z wilgocią języka, upajał ją coraz bardziej. Jego ręce rozpraszały długotrwałą monotonię, po jej emocjonalnie wychłodzonym ciele. Z rozkoszą poddawała się, pieszczotom, które nabierały coraz więcej pewności. Ich wyobraźnia pracowała, ze zdwojoną mocą. Odchyliła głowę, gdy jego język sunął po szyi. Wygięła się prowokująco biodrami do przodu. Z prowokacji swojej nie zdając sobie sprawy. Majestatycznie, rozszerzyła nogi, przyjęła jego ciepło bijące przez ubranie. Zastanawiała się jakie będzie ich kochanie. Obrócił ją do siebie plecami, i całował kark. Czuła jak się podnieca. Obróciła się przodem. Obsypywała młode ciało, pocałunkami. Gwałtownie zdejmowała przeszkadzające ubranie. Ogarnięci wezbranym pożądaniem zajęli się sobą i swoimi ciałami. Całował nagie ramie. Zsuwając niżej rozchylone usta, natrafiał na pierś pełną, obrzmiałą. Sunęła palcami po jego pochylonych plecach. Skóra lśniąca napięta. Wbijała paznokcie, nieświadomie raniąc w niespełnionej ekstazie. Obdarowują siebie wzajemnym zaufaniem. Dotyk sprawia, im przyjemność, wręcz z rozmysłem sięgają po to co nie swoje. Zdecydowanym gestem wsuwał palce w potargane włosy. Przysuwa twarz, bezczelnie patrzy jej w oczy i oczekuje całkowitego oddania. Zdejmuje z niej frywolną bieliznę. Z uwielbieniem wpatruje się w roznegliżowane łono. Przyciąga go zachłannie do siebie, i całuje nagie ciało. Wszedł w nią, niczym wiosenna burza, gwałtownie, niespodziewanie i ostro. Znieruchomiał na chwil kilka, poczym zagarnął ją całą. Przyjęła ochoczo, obejmując spragnionymi rękoma.
Wśród obrazów kolorowych, oddechy ich nabrały szybkości. Snuły się ich seksualne marzenia. Objęła nogami pośladki. Chcąc w ten sposób mieć większe doznania. Przyciskała go w głąb siebie, czuła jak się w niej zatapia. Unieśli się z podłogi, usiedli na przeciw siebie bardzo blisko. Jego oddech łaskotał zachęcająco. Nieustannie się całowali, wyzywająco patrzyli w oczy. Była to dla nich dodatkowa podnieta. Wolnymi rękoma pieścił jej piersi, ona zapalczywie dotykała go wszędzie. Chłonęła jego zawstydzenia, i przyjęła pragnienia. Jest im zadziwiająco dobrze. Rozkosznie wydają dźwięki. Spragniony kobiecego ciała, jękliwie daje do zrozumienia, że już czas, że dłużej czekać nie można. Pomaga ułożyć się jej na brzuchu. Wchodzi w nią płynnie, głęboko. Poddała się temu rytmowi. Pot rozmazany na jej ciele, daje do zrozumienia, że nie była sama, że miała ciebie.
Rozdział I jednocześnie ostatni.
Słoneczna przeciągnęła ścierpnięte plecy. Poczym zniechęcona zamknęła laptopa. Przymknęła kocie oczy. Rozmarzyła się. Żeby to co przed chwilą napisała działo się w realu. Była wystarczająco długo bez mężczyzny, i nie brakowało jej wiele, żeby znaleźć się w byle jakich męskich ramionach. Niepostrzeżenie dla siebie samej zasnęła. Leżała jeszcze pod ciepłą, kolorową pościelą.
Nieznacznie otworzyła jedno oko, bacznie sprawdzając gdzie się znajduje. Nie miała w zwyczaju nosić z sobą okularów. W związku z czym zwątpiła, na widok, jaki się przed nią rozpościerał. Oko otworzyła szerzej, i miała zamiar z drugim zrobić to samo. Powoli ze zmarszczonym czołem, niepewna niczego otwierała oczy. Długie czarne rzęsy przysłaniały jej połowę świata, ale druga widoczna połowa zaparła jej dech w piersiach.
Najpierw dał znać o sobie zmysł powonienia. Świerzy, wonny...Jak młodość która jest jeszcze jędrna i pełna życia do miłości. I nie tylko. Następnie niedowidzącymi oczyma zaczęła postrzegać, gamę kolorów. Zlewały się jednolicie tworząc niepowtarzalną głębię. Podziałało to na jej artystyczną wyobraźnię. Niestety nie dało pożądanej informacji, gdzie się znajduje.
Muzyka. Ktoś grał na harfie. Anielskie powiewne tony, rozbrzmiewały wokół jej głowy, w której od kilku minut panował zamęt. Leniwie się przeciągnęła. Kości przy tym ruchu znacząco chrupnęły. Zupełnie się tym nie przejęła. Świadoma młodzieńczej urody, i świetnej sylwetki zdawała sobie sprawę, że wszystko może w niej trzeszczeć, chrupać, a i tak będzie robić kolosalne wrażenie na obojgu płci. Ciekawość nie dawała dłużej spokojnie leżeć w jedwabiach.
Wyskoczyła żwawo i zaczęła po kolei podchodzić do poszczególnych przedmiotów. Przyglądała im się z bliska. Dotykała ich palcami zakończonymi modnymi tipsami. Zaczęła ogarniać ją dziwna nerwowość. Rozpoczęła szybkie poszukiwania torebki, w której znajdowała się paczka papierosów i zapalniczka. Poślizgnęła się, nie wiadomo na czym, ale właśnie to pomogło zauważyć jej torebkę.
Otworzyła ją. Odruchowo do ręki wzięła lusterko. Popatrzyła z uwagą na swoje odbicie. Było to jej ulubione zajęcie niezależnie od pory dnia i nocy. Podziwiała swoją urodę.
Zapaliła upragnionego papierosa. Zaciągnęła się głęboko. Tego jej było trzeba. Zapalniczkę niedbałym ruchem rzuciła, na zmiętoszoną pościel. Wzrok wbiła na kwiaty leżące wokół łoża i na nim. Znieruchomiała.
Zielonymi oczyma powiodła po swoich wydepilowanych, długich kształtnych nogach. Bezszelestnie bosymi stopami nadepnęła na coś, co ją ukłuło. A może nawet zraniło. Syknęła. Niechętnie się schyliła. Dym z papierosa podrażnił jej oczy. Łza zaczęła spływać po zaróżowionym policzku. Otarła ją grzbietem dłoni, i podniosła z dywanu pierścionek.
Z uwagą się przyjrzała. Rubin wyglądał okazale. Osadzony w platynie. Kusiło ją aby założyć na palec, ale coś ją powstrzymało. Zresztą i tak był za duży. Wzdrygnęła niedbale ramionami. Położyła go na etażerce obok szkatułki, z pozostałą biżuterią.
Bezwiednie przesuwała dłonią po mijanych meblach i ścianach. Z bliska zauważała szczegóły. Była zdziwiona bogactwem i przepychem. Myśli pracowały na zdwojonych obrotach, szukając odpowiedzi na podstawowe pytanie-gdzie się znajduje? Podniosła pąki kwiatów i zauważyła, że ma lekko poranione łydki. Zdziwiła.
Po drodze znalazła swoje szpileczki, czarne samonośne pończoszki i stringi. Wzięła to wszystko i zdezorientowana, wyruszyła na poszukiwanie łazienki. Marzyła o natrysku. Znalazła go nadspodziewanie szybko. Wnętrze było w kolorze burgunda. Dodawało to splendoru. Jacuzzi wyglądało zachęcająco i było wielkości oceanu. Długo się nie zastanawiając szybciutko do niego wskoczyła. Z lubością przymknęła powieki. Zaczęła sobie wyobrażać, że jest panią na włościach. Nie mogła jednak się zdecydować, czy będzie właścicielką samotną, czy też zmieniająca partnerów, w zależności od humoru, pogody i produkcji estrogenów.
Tak głęboko odbiegła myślami od rzeczywistości, że nie usłyszała plusków wody. Zanim otworzyła rozmarzone, przymknięte oczy, poczuła niespodziewany ale jednocześnie zachęcający pocałunek na prawej brodawce. Zaskoczona gwałtownie otworzyła oczy, ale w tym momencie właściciel pieszczoty zniknął pod wodą. Zachęcona igraszką drżała z ciekawości. Któż to taki. Czy z nim spędziła ostatnią noc? Dała głębokiego nura, i w tym momencie przypomniała sobie, że przez całe życie nie osiągnęła umiejętności pływania. Potrafi utonąć nawet w kałuży wody.
Czym prędzej wyhamowała i poczuła, że ktoś zachłannie całuje plecy. Czyjeś dłonie obejmowały jej piersi, a usta scałowywały krople wody na karku. Intensywnie myślała, kto to może być. Niepewność dodawała pikanterii niecodziennej sytuacji. Zauważyła, że w wodzie unoszą się kolorowe pąki kwiatów. Robiło to niesamowite wrażenie.
Jakby znajdowała się w wonnym raju. Nie czuła gruntu pod nogami. Nie mogła pewnie na nich stanąć, żeby się odwrócić twarzą do kochanka, który wykazał się fantazją w uwodzeniu. Niespodziewanie dla samej siebie, wyczuła piersi. Nie, nie swoje lecz czyjeś. - cholera pomyślała, co jest grane?
Nadal nie widziała twarzy. Poddała się wydarzeniom. W ramionach zdecydowanie nie męskich było jej dobrze, ciepło i miło. Czuła narastające podniecenie. Zmysły reagowały na każdy dotyk, świadczący o doskonałej technice w sztuce kochania. Słoneczna dziewczyna z rozmysłem teraz patrzyła, na pływające po powierzchni wody wielobarwne kwiaty. Jej długie zmoczone włosy, również falowały, i niekiedy się z nimi łączyły. W pewnym momencie skojarzyło jej się z topielicą. Zdecydowanie ochłodziło to emocje. Otrząsnęła się z doznań. Mięśnie jej zesztywniały.
Druga osoba to wyczuła, i poluzowała uścisk. Obróciła ją twarzą do siebie. Delikatnie koniuszkami palców, przesuwała po jej kształtnej twarzy. Zaznaczając zarys ust, brwi i nosa. Językiem wodziła po długiej szyi. Wplątywała czasem w długie włosy zachłannie palce. Słoneczna ponownie przymknęła oczy, uspokojona widokiem twarzy, która przedstawiała sobą typ urody chłopczycy. Natomiast reszta sylwetki, była zdecydowanie kobieca. Bujne piersi unosiły się zachęcająco, były oznaką macierzyństwa i obfitości. Słoneczna zdecydowanie porzuciła myśl o topielicy i ponownie z zamkniętymi oczami, oddała się cielesnej rozkoszy. W pewnej chwili usłyszała, - cholera jasna znowu nie ma prądu. Ujrzała ciemność, automatycznie powróciły myśli o topielicy. Nagle zrobiło się jej zimno i nieprzyjemnie. Trzęsła się na całym nagim ciele.
Żałowała, że nie ma przy niej mężczyzny. Takiego który by ją nie tylko tulił w niespełnionym pożądaniu, ale również bronił i ochraniał, gdy nadejdzie taka potrzeba. Wszystko wskazywało, że taka potrzeba nadeszła właśnie teraz, lecz tradycyjnie bez mężczyzny. Jak zwykle pomyślała. Zawsze jest sama, gdy powinna być z kimś. Dokuczała jej samotność, która czasem fizycznie ją bolała.
W ciemnościach dotykające kwiaty sprawiały wrażenie bezwonnych ślimaków pozbawionych skorupek. Wzdrygnęła się. Bezradnie rozglądała się wokół siebie, aby dostrzec cokolwiek. Co mnie tu przywiodło pomyślała.
Zaczęła sobie przypominać, że miała z sobą rękopis nowej książki. Który gdzieś zostawiła. Tylko gdzie? Zapodziała gdzieś nie tylko laptopa ale całe swoje dotychczasowe dwudziestopięcioletnie letnie życie.
Jej koleżanki były już mężatkami, rozwódkami, matkami, a ona niezmiennie pozostawała w związku sama z sobą.
Beata Krystyna Mrowińska (BKM)
Data dodania: 01.09.2009
Komentarze
|