Beata Krystyna Mrowińska (BKM)      Info o Autorce

Chłód był coraz dotkliwszy, i przerwał dotychczasowe rozmyślania. Nagle zalała ją fala rozbłyskującego światła. Mimo woli wzięła głębszy oddech, czując ulgę. Nowopoznana kochanka z rozbrajającym uśmiechem, podeszła do niej. Wzięła za rękę prowadząc do wyjścia, z wyjaśnieniem, że tutaj często to się zdarza. Słoneczna zatrzymała się raptownie.
Zadała pytanie.
- Tutaj to znaczy gdzie?
Obydwie wstrzymały oddech. Patrzyły na siebie gdyby nie fakt, że były kobietami, można by powiedzieć, że mierzyły się spojrzeniami po męsku. Słoneczna poczuła, jak serce bije ze zdwojoną szybkością, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Jesteś u mnie maleńka. W moim świecie. Po tych słowach mocniej ją ścisnęła za rękę, i w geście nieodwracalności pociągnęła za sobą.
Dziewczyna była teraz oszołomiona nie tylko przepychem, ale również sytuacją w jakiej się znalazła. Intensywnie myślała, co począć zarówno z sobą, jak i ze swoim dalszym życiem. Przestraszyła się. Może jej życie jest zagrożone? Może powinna uciekać? Tylko dokąd i którędy? A może najrozsądniejszą decyzją było by uciec sama przed sobą? Tylko jest to raczej nie wykonalne. A może właśnie tak ma wyglądać jej młodość, i co z tym się wiąże nabieranie doświadczenia, które jest zazwyczaj bezcenne, ale dopiero na stare lata. Najpierw do tych starych lat trzeba dożyć.
Żeby potem czerpać z tego doświadczenia. Uporczywie myślała gdzie zostawiła laptopa jakby faktycznie od tego zależało jej istnienie. Nie mogła się skupić. Potulnie szła za dominującą kochanką. W pewnym momencie pomyślała, że przecież nie wie jak brzmi imię władczej i pewnej siebie kobiety.
- Amigo jak ciebie zwą? Zawołała siląc się na beztroskie brzmienie głosu. Zawołana momentalnie się odwróciła.
Przybliżyła swoją dumną twarz i wycedziła.
- Inez, maleńka. Inez. Zapamiętaj sobie dobrze to imię. Bo od tej pory będzie się ono tobie co noc śnić. Powiedziawszy te słowa, pochyliła się i pocałowała ją w usta. Nadając temu gestowi poczucie władczości . Uwielbiała ten stan. Stan posiadania. To jest moje i ani kroku dalej. Bo jaja odstrzelę. Chyba miała się urodzić facetem. Ale nie narzekała odnalazła się w kobiecej skórze. Nawet miała ułatwione zadanie. Ona o silnej strukturze psychicznej. Regularnie ćwiczyła na siłowni. I to nie jakiś durny aerobic dla słabiutkich kobietek. Ale konkretne ćwiczenia siłowe jak przystało na kobietę z jajami. Uwielbiała tak na siebie mówić. Bezpardonowo ciągnęła za sobą słoneczną, która intensywnie zastanawiała się gdzie pogubiła swoje trzy koleżanki. No i ten nieszczęsny laptop. Musi gdzieś być, we wszechświecie, przyrodzie nic nie ginie. Nastawiła się na obserwację. Jej spokój był godzien podziwu.

Zaczęła rozpamiętywać wydarzenia poprzedzających dni. Jeżeli to sobota to na pewno dziewczyny się pindrzą na dyskotekę. No właśnie tylko czy dziś jest sobota. Było to pytanie podstawowe. Nie zdawała sobie sprawy z obecnej egzystencji. Pamiętała tylko garść danych o sobie. Że wiekowo ma ćwierćwiecze i mówią na nią słoneczna dziewczyna. Jej uwagę zwrócił obraz wiszący na ścianie. Duży i taki jakiś przerażający. Widniała na nim zielona głowa oblepiona czymś, co na myśl przywodziło gęstą breję. Zresztą nieważne. Wszystko tutaj wydawało się być nierealne, i paradoksalnie jakoś dziwnie prawdziwe. Zewsząd ogarniał ją przepych o którym do tej pory tylko czytała. Za rękę zdecydowanie trzymała ją kobieta, przepełniona energią i męskimi hormonami. Poczuła posmak uprawianego seksu, i jeszcze czegoś. Zniewolenia? Było to dla niej całkowicie nowe nieznane doświadczenie. Właśnie była na etapie fascynacji połączonej z zaciekawieniem, gdy muzyka zamilkła. Zorientowała się o tym poniewczasie. Nastała cisza pełna oczekiwania. Tylko na co? To była jedna wielka niewiadoma. Dziwne ale brak muzyki stworzył w niej potrzebę poczucia ciepła i bliskości drugiej osoby. Dotyku. To się chyba nazywało brak poczucia bezpieczeństwa. Odruchowo podeszła do władczej Inez. Teraz ta władczość była jej potrzebna. Dodawała sił. Lecz oto nowopoznana kobieta nagle się zatrzymała. Przez ramię gwałtownie się obróciła. Nie wiadomo jak, znalazła się blisko. Zbyt blisko. Słoneczna niepewnym gestem odgarnęła włosy opadające na szyję. Poczuła coś dziwnego. Pomieszane uczucie jakby między strachem a ... No właśnie. Nadal nie potrafiła tego jeszcze sprecyzować. Trochę ją to zaniepokoiło, a trochę zastanowiło. Nie znała samej siebie pod tym względem. Tok myślenia przerwały słowa wypowiedziane prosto w twarz. Usłyszała - zamknij oczy maleńka. Strach poczuła w piętach. Człowiek ma tyle miejsc, choćby serce. Ale w piętach? To jakby obraza mojej osoby. Może osobowości. A może jednocześnie tego i tego. Strach zaczął przepełniać całe jej ciało, które drżało. Inez w ręku trzymała przepaskę. Zawiązała ją wokół głowy, skrzętnie zasłaniając oczy. Ponownie wzięła słonecznej dłoń w swoją, i teraz jakby z rozmysłem stąpała po śliskiej nawierzchni. Na jej przystojnej twarzy błąkał się tajemniczy uśmieszek. Była z siebie wyjątkowo zadowolona. Dziewczyna była rewelacyjna. Pod każdym względem.
Właśnie takiej potrzebowała, kochanki i przyjaciółki. Subtelnej i delikatnej. Wręcz nieśmiałej i wstydliwej w sferze dotyczącej seksu. Natomiast w sprawach codziennych była przebojowa i konkretna. Trochę trudno będzie nią pokierować, ale dopóki się boi, nie będzie stwarzać problemów. Znalazła się w wybranym przez siebie miejscu. W piekle jak lubiła o tym mawiać. Nie odwiązała czarnej przepaski. Ustawiła dziewczynę na przeciw siebie, i zaczęła wodzić palcem po pięknej twarzy. Zarys ust, kontur nosa, policzki szyja. Podniecała się w miarę swoich ruchów.

Wyczuła, że ciało słonecznej również nie jest obojętne na jej dotyk pod wpływem którego piersi im stwardniały. Inez świadoma tego, kontynuowała to co przed chwilą rozpoczęła. Stopniowo zdejmowała odzież, i po nagim ciele wodziła wilgotnym językiem. Nie ponaglała siebie ani jej. Dała czas niezbędny do przyjścia rozkoszy. Czekała na jej reakcje. Dawała siebie całą, bez cienia wahania. Bez obawy. W zamian brała jej niezdecydowanie, ale także podniecenie. Była słodka, taka dziewczęca. Inez wiedziała, że podając dziewczynie napój zaprawiony mieszanką narkotyków i specyficznego leku, osiągnie pożądany efekt, na kilkanaście godzin. Dziewczyna nie będzie wiedziała kim jest, i z jakiej galaktyki pochodzi. Ale doprawdy tego się nie spodziewała. Mała jest rewelacyjna. Dodawało jej to niepowtarzalnego uroku. I właśnie stąd brało się, wrażenie dziewiczości. Były w grocie, czerwone oświetlenie rozjaśniało zakamarki wnętrza. Czarne, rzeźbione w węglu diabły były charakterystycznym dodatkiem do wnętrza. Nie tylko wnętrza, ale i chorej wyobraźni Inez. Tak do końca nie zdawała sobie z tego sprawy. Wydawało się jej, że to raczej inni są dziwni i odmienni. Tak rozmyślając, nieustannie pieściła dziewczynę, podniecając obydwie do granic możliwości. Cały czas na nią patrzyła. Stosowała rodzaj obserwacji analitycznej. Milcząca, władcza i dumna. W swojej chorej psychice niepokonana. Nieśmiertelna. Słoneczna zdała sobie sprawę, że ma nieodpartą ochotę aby zapalić papierosa. To się nazywa nałóg. W takiej chwili. Rozproszyła ją ta myśl do tego stopnia, że powróciła nerwowość, związana z niepewnością sytuacji. Inez momentalnie wyczuła zmianę nastroju. Szybko zmieniła taktykę. Zręcznym ruchem odwiązała z oczu przepaskę. Dała czas, żeby wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Przytuliła ją, tak bardziej po matczynemu, niż jak kochankę. Miała swoje sprawdzone metody uwodzenia i zatrzymywania przy sobie ludzi, na których z różnych względów jej zależało. A na tej małej zależało jej więcej, niż sama przed sobą potrafiła przyznać. Była inna, oryginalna. Miała w sobie nieodkryty urok. I jeszcze coś. Tajemniczość. Inez się nią zafascynowała. Wiedziała, że zrobi absolutnie wszystko, aby z nią być jak najdłużej. Nie była pewna jaką obrać taktykę. Postanowiła dać sobie czas, z podjęciem właściwej decyzji. Była o nią zazdrosna, i zachłanna do granic możliwości. Nie odda jej nikomu, nawet jej samej, dla siebie samej. Uspokojona tą myślą nabrała pełną piersią powietrza i ruszyła dalej. Zagłębiła się w swoje myśli, nie zauważając nawet że słoneczna uważnie się jej przygląda. Minęły salon i przestrzenny hol myślami błądząc w całkowicie przeciwnych kierunkach. Słoneczna dopuszczała do głosu swój osąd, jaka jest maluczka, wobec panującego wokół niej przepychu i bogactwa. Czuła się niczym kopciuszek w zaczarowanej krainie. Z tą różnicą, że na sobie miała markowe ciuchy i ukończoną akademię.

Spoglądała okiem artysty. Doceniała niektóre dzieła. Oryginały sprowadzane nie wiadomo skąd, i za jaką cenę. Może nawet za cenę życia. Dobry materiał na książkę. Pomyślała jakby mimochodem. Zauważyła lekką zmianę, w zachowaniu Inez, zamyślona i nieobecna duchem. Nawet przystojna, zgrabna. Sprężystym krokiem pokonywała odległości dzielące ją od obranego celu. Zdecydowana, pewna siebie i swoich decyzji. Zreflektowała ją myśl, że kobieta podoba się jej. Westchnęła z rozrzewnieniem, szkoda, że nie jest facetem. No ale cóż nie można mieć wszystkiego tym bardziej jednocześnie. Nie była pewna swoich uczuć i odczuć względem kochanki. Choć słowo to ją nie szokowało, mimo wszystko była trochę zaskoczona, że osobiście ją to spotkało. Niedowierzała jeszcze. Nie była pewna jakie dopuścić do swojej świadomości relacje. Niepokój, przerażenie czy może lekkie uczucie zadowolenia, że ma niepowtarzalną okazję po doznawać czegoś o czym mogła do tej pory tylko śnić. Ech my artyści. Pomyślała z uśmiechem na twarzy. Może te przeżycia mnie zainspirują? Dobrze by było. Stworzyć coś nowego niepowtarzalnego. Wyginając biodra do przodu słoneczna się przeciągnęła, i majestatycznym krokiem podążała za kobietą, która wiodła tutaj prym. Starała się zachowywać swobodnie. Znowu pojawiła się myśl o zapaleniu papierosa. Cholerny nałóg. Nabrała głęboko powietrza, wstrzymała je w płucach. Prawie czuła jak od wewnątrz je rozsadza, nie tylko świeża dawka tlenu, ale jednocześnie nieprzeparta chęć działania. Zwinnym ruchem odgarnęła opadające włosy zawinęła, w supeł. Dzięki czemu rysy nabrały unikatowej subtelności. Długie inteligentne smukłe dłonie pół-automatycznie przesuwały po zgrabnej sylwetce. Miała świadomość przemijalności, zarówno urody jak i młodości. Ale postanowiła nie popędzać siebie w założeniu rodziny. Na to zawsze przyjdzie czas, rozmyślała podczas bezsennych nocy, które ostatnimi czasy, zdarzały się dość często. Nawet poszła w tej sprawie do lekarza, w sprawie bezsenności nie braku męża. No cóż zapisał tylko jedno opakowanie prochów. Zastrzegł, że więcej tego nie zrobi ponieważ jest za młoda .No i nie ma konkretnej przyczyny aby musiała regularnie zażywać leki nasenne. Organizm młody, to da sobie radę. Pamięta, że wyszła z gabinetu wściekła. Organizm młody czy nie, ale ona po nocy spać nie może.
Och ci zwykli szarzy maluczcy ludzie. Faktycznie nie znają się. Nie rozumieją co to znaczy, gdy chwilowo nie ma weny twórczej. Szarpie wówczas od środka, że nie wiadomo co z sobą począć.
Owszem swego czasu uczyła się różnych technik relaksacyjnych, ale nie była w tym dość wytrwała i systematyczna. Trudno nie można być dobrym we wszystkim. Pisze książki, maluje obrazy. Jej praca jest doceniana i zauważana. Jedno co chciała, to czasami się wyspać. Tak spokojnie, regularnie oddychać gdy znajdzie się w ramionach Orfeusza.

Byłoby rewelacyjnie jeżeli dwa, trzy razy w tygodniu zasypiała by nie tylko w ramionach Orfeusza, ale realnego namacalnego mężczyzny. Ale niestety zarówno z jednym, jak i z drugim miała przejściowe kłopoty. Samo życie.
Zdawała sobie sprawę z tego, że pożerali ją wzrokiem, i gdyby tylko mieli możliwość na patrzeniu by się nie skończyło. Chętnych nie brakowało. Ale byli to niestety mężczyźni żonaci, albo tacy co mają po sto pięćdziesiąt lat, lub po piętnaście. Żonaci faceci jej nie interesowali pod względem obojętnie jakiego związku.
W przeciwieństwie do jej koleżanki Tyny. Ona miała kilku, ale za to wszystkich zaobrączkowanych. Nie kryła się z tym, wręcz przeciwnie jakby była z siebie dumna. Słoneczna niejednokrotnie usiłowała jej wytłumaczyć, żeby dała sobie z nimi spokój. Przecież w tym wszystkim, nie chodzi o ilość lecz o jakość. Że wszechświat jest tak wielki, iż nie trzeba nikomu nic zabierać. Dla każdego jest wszystko i w zupełności wystarczy.
Ale ona patrzyła wówczas tylko szyderczo, i z nieukrywaną satysfakcją w głosie, pytała - naprawdę? Przecież wystarczy popatrzeć na ciebie, żeby się przekonać, że ten twój cały wszechświat jakoś każdemu nie daje. Bo po tobie słoneczna tego nie widać. Ja już miałam jednego męża, z którym się rozwiodłam, mam jedno dziecko, z którym dla odmiany rozwodu nie wzięłam, a ty? Ani męża niemiałaś, ani dziecka nie masz. Ty nawet - pluła się Tyna, cudzego męża nie miałaś, a co dopiero swojego, własnego. Takiego o którym byś mogła powiedzieć całemu światu, oto mój mąż Pankracy, na ten przykład. A u ciebie ani męża, ani Pankracego.
- Pankracy? Syknęła słoneczna wybita z rytmu. Dlaczego akurat Pankracy? Co to za imię? W ogóle kontynuowała koleżanka, tak jakoś pustką powiało. Żadnego samca koło ciebie nie ma. I co na to twój wszechświat?
No tak. Nawet teraz gdy sobie te donikąd prowadzące rozmowy przypomina, automatycznie opuszcza głowę wzdłuż zadbanego, wydepilowanego ciała, i posępnieje. Do Tyny nie przemawiały argumenty typu, skoro mam być z byle kim, to wolę być sama. Lub tworzę związek sama z sobą. Wówczas Tyna z błyskami w swoich dużych niebieskich oczach, niewinną minką zadawała pytanie.
- Taaaak, a seks też sama z sobą uprawiasz?
No właśnie. To było pytanie, które nie pozostawiało się bez odpowiedzi. W ten sposób słoneczna przyparta do ściany, z zapartym tchem unikała jej wzroku, wyniośle mawiała - jak trzeba to i serwis samoobsługowy się robi. Fakt brakowało jej partnera, i to nie tylko do seksu. Zdarzały się momenty, że było jej trudno bez przyjaciela. Wieczorami płakała w poduszkę, a gdy rano widziała swoje lustrzane odbicie, cieszyła się że ma wolny zawód, i nikt jej nie zobaczy przy sztaludze.



Beata Krystyna Mrowińska (BKM)



Data dodania: 03.09.2009
Komentarze