|
Krzysztof T. Dąbrowski
Naśmierciny
[
czytaj ]
Pamiętam wielką oślepiającą światłość, uczucie bezgranicznego szczęścia i przepełnienia wszechogarniającą miłością. Zostałem wyrwany z tego stanu. Wessany do ciemnego tunelu. Pochwyciły mnie dwie świetliste istoty. Cudowne światło coraz bardziej się oddalało, aż znikło zupełnie... raj utracony. Nie czułem żadnego lęku, wszystko było rozkosznie obojętne.
Krzysztof T. Dąbrowski
Jestem z Tobą
[
czytaj ]
Spojrzał na zdjęcie oprawione w kiczowatą różową ramką w misiaczki - kiedyś świetna pamiątka tamtych radosnych, szalonych chwil; dziś drażniła. Uświadamiało mu to jak długą drogę przebył ich związek. Związek? Czy to w czym teraz tkwili wciąż jeszcze można nazwać związkiem?
Krzysztof T. Dąbrowski
Żywot parszywy
[
czytaj ]
Odkąd sięgał pamięcią Pech był mu wiernym i niechcianym druhem. Za niefart uważał już sam fakt, że urodził się w tak popieprzonym kraju jak Rosja - gdzie ludzkie życie nie jest warte funta kłaków. O tak! Matuszka Rassija znana była z okrucieństwa. Wredny towarzysz miewał w zwyczaju ujawniać się w najmniej spodziewanych momentach. Gdy już o sobie przypomniał na ogół wywracał świat Sirgieja do góry nogami siejąc totalne spustoszenie. Życie z takim kompanem przypomina chodzenie po zamarznietym jeziorze, niby lód jest gruby więc czujesz się bezpiecznie ale wystarczy chwila nieuwagi, trafiasz na cieńsze miejsce i trach! Lądujesz w zimnej wodzie. Jeśli miłościwy jest ci litościwy to zamiast utonąć kończysz z zapaleniem płuc w szpitalu.
Krzysztof T. Dąbrowski
Anoiuuuu
[
czytaj ]
Armuel był jednym z wielu pracowników firmy NIEBO & KĄPANY - Spółka Zoo, zwykłym szaraczkiem wśród aniołów. Jedynym jego obowiązkiem było odprowadzanie dusz umarłych do wielkiego tunelu. Przy wlocie przejmowali je tak zwani odprowadzacze. Jak na anioła nie był przystojniakiem - pewnie dlatego omijały go wszystkie awanse - z tegoż to powodu w czasie pracy zazwyczaj przybierał postać pięknego skrzydlatego młodzianina. Tylko taka iluzja gwarantowała, że podopieczny się go nie wystraszy.
Krzysztof T. Dąbrowski
Brrraciszek
[
czytaj ]
Zima. Mróz szczypiący w policzki. Drętwiejąca z zimna broda. Skrzący się w promieniach słońca, trzeszczący pod stopami śnieg.
Tego dnia zostaliśmy z ojcem sami. Mama trafiła do szpitala z powodu dużego brzucha, w którym, jak mi tłumaczono, znajdowało się moje rodzeństwo. I faktycznie, po trzech dniach pojechaliśmy zobaczyć braciszka. W pierwszym momencie byłem zdegustowany - to mikre, pomarszczone, notorycznie wrzeszczące brzydactwo, to ma być mój brat? No cóż, mogłem się tylko cieszyć, że ja tak nie wyglądam. Makabra!
Krzysztof T. Dąbrowski
Non omnis moriar
[
czytaj ]
Po ciele rozpłynęło się przyjemne odprężenie. Nie czuł już strachu. To tak sie umiera - pomyślał - nie jest tak źle. Zabawne, w tak poważnej chwili chciało mu się śmiać. Był zimny, listopadowy dzień. Deszczowy, szary, bury. Jego to już nie dotyczyło - było mu dobrze. Miał wrażenie jakby go opatulono ciepłym, mięciutkim puchem. Leżał w ulicznej kałuży. Z wgniecionego zderzaka skapywała krew... jego krew, która przed chwilą pędziła autostradami tętnic.
Krzysztof T. Dąbrowski
010010101 podryw
[
czytaj ]
To jest ten dzień - dziś udowodni sobie i innym, że też potrafi podrywać piękne dziewczyny. Wyjdzie ze skorupy i pokona dręczącą go od lat nieśmiałość. Miał dość ślęczenia w samotności przed komputerem. Znudziły go wirtualne flirty w necie. Męczyła świadomość, że czas tak szybko przemija a on jeszcze nie wie jak to jest.
|