|
Wojciech Grad
Ostatnie lato
[ czytaj ]
Było lato. Ciepłe i suche popołudnie. Zachodnie słońce, chowając się za ogromną bryłę zamku, połową swych promieni oświetlało mały sad u podnóża katedry. Stary, zaniedbany sad, z drzewami o gałęziach powykręcanych drzewiastymi chorobami, tkwił pośrodku miasta niczym zmęczone serce...
Wojciech Grad
To
[ czytaj ]
- Dzień dobry doktorze – ukłonił się błazeńsko Knulp, gdy zrównał się z idącym po drugiej stronie ulicy mężczyzną. Już wcześniej zwrócił uwagę na małą, przygarbiona postać w słomianym kapeluszu, poznał ją; chciał nawet raptownie skręcić, aby uniknąć spotkania, ale ich oczy już się spotkały, więc nic nie dało się zrobić.
- Dzień dobry. Witam, witam – odpowiedział doktor, swoją starą manierą, lecz bez charakterystycznego, szczerego uśmiechu...
Wojciech Grad
Obrazy; idę ścieżką
[ czytaj ]
Rozgrzana słońcem, lessowa wyżyna, porośnięta jest rozrzuconymi kępami drzew, wciśniętymi w liczne rozpadliny, wąwozy i jary. To pamiątki po dawnej, bogatej, ojcowskiej puszczy, która zapewne kiedyś wydawała się być wieczną, i dla niejednego człowieka była nieprzebytym światem, domem i grobem. Tak być może było. Teraz na jej miejscu rozciągają się pola – brzuchate olbrzymy, rozłożone nad małymi rzeczkami...
|