|
Klaudia Rogowicz
Grzesiuk
[ czytaj ]
Niebo było skwarem , słońce turlało się niczym kółko gonione dziecięcym patykiem po przejrzystości. Lewocza była coś nie w sosie, bo nikomu nic się nie udawało. Tego żona zdradziła, a tą Cygankę pobił mąż, a to turystę amerykańskiego okradli...
Klaudia Rogowicz
Królewskie zapiski ostatnie czyli rzecz o obrazie
[ czytaj ]
Poranek nad tym właśnie niebem jasnym wstał. Różami, Eos te błękitu łąki okrasiła, sypiąc z nich dla słońca kobierzec. Już gorzej mi z dniem każdym i moment odejścia nadchodzącego czuję. Wiem, że szybko się zbliża, na rumaku burzy pędzi i wkrótce bramy dobije, na trwogę wezwą, a ostrze jego mnie dosięgnie, serce na szpadę nabije i światu ukaże, o mym odejściu obwieszczając...
Klaudia Rogowicz
Opowieść niemieszczańska
[ czytaj ]
Marko, oszuścik pospolity i pseudopoeta z „Undergroundu” Kusturicy rzekł, że sztuka jest kłamstwem, a życie jest prawdą. Ciężko ocenić tą historię, którą opowiedział mi Vladimir, Stary Cygan z Kieżmarku. Czy on, jak pospolity przedstawiciel tej nacji, wymyślił ją sobie zwyczajnie czy sam zasłyszał, trudno ocenić...
Klaudia Rogowicz
Przedśpiew przeistoczenia
[ czytaj ]
Wieczór już okalał samotną szosę, gdy Grzegorz wolno sunął poboczem, by jeszcze raz zobaczyć ją, jej cień, który zaginął wczoraj na autostradzie, pośród mgły. Nie mógł o niej zapomnieć. Tej nocy znowu do niego przyszła, wślizgnęła się, przeźroczysta, półnaga, piękna jak dama niosąca puzderko z kreteńskich malowideł. Kochali się w nocnej toni i muzyce fletu słowika. Byli jak Romeo i Julia, lecz to nie była Werona, ale Wielka Wieś...
Klaudia Rogowicz
Strącenie czereśni
[ czytaj ]
Miasteczko jaśniało w blasku zachodu, w dali, jakby paszcze ogromu, płonęły Tatry. Ogień dosięgał grani i kruszył skały jak chleb na wieczerzy u Sedlaków, którzy spokojnie oczekiwali kresu. Stara Maria stała w oknie, patrząc na niebieskie żółcie, które gasiły pożar, całe Gniazda też zdawały się przygasać. Sedlakowa zajrzała do pokoju, gdzie jej trzeci mąż oglądał „Dziewięć i pół tygodnia”...
Klaudia Rogowicz
Król i ja
[ czytaj ]
Ostatni dzień kwietnia zdarzył się w Krakowie. Magiczny i zawsze urzekający czarem uśmiechniętych kwiaciarek i tysiąca gołębich istnień patrolujących strefę rynku wzdłuż i wszerz, gród przywitał mnie czule promieniem. Tego dnia byłam częścią krakowskiej mozaiki pełnej szarego polotu gołębich piór oraz świetlistych szkiełek ubrań, butów, plecaków, kolczyków, skarpet, pończoch i tych części garderoby, o których nie warto mówić na głos...
|