|
TOMASZ SOBIERAJ
"GRA"
Lot nad bocianim gniazdem
„Wszyscy razem: wciągnąć powietrze... wypuścić powietrze... oddychać rytmicznie; serca mają bić wszystkim z szybkością podaną na kartoniku z porządkiem dziennym. Równo jak zsynchronizowane cylindry”
Ken Kesey „Lot nad kukułczym gniazdem”
Nazbierałem gadżetów, zabawek, durnostojek udających piękno, pseudo-przydatnych ulepszaczy życia. Futra sporo ważą, ale są takim miłym synonimem luksusu, fajka ze starej gruszy, złota komórka na dotyk...
Wsiadam na statek, na którym orkiestra gra disco-polo. Odurza mnie zapach tańczących kobiet – piżmo i feromony. Kapitan z przylepionym do twarzy uśmiechem wyciąga rękę. Przysiągłbym, że uśmiech jest szczery. Sprawdzam czas na roleksie. Bardziej, żeby móc podwinąć rękaw i pochwalić się napisem za całkiem sporą szybką, niż z ciekawości, jaką porę dnia mamy. W końcu, czy to istotne? Liczy się przecież tylko dobry kucharz, piękne kobiety, przednie wino i świat. Świat stojący otworem.
Ojciec zapakował mi kilka książek na drogę. Przeglądam je teraz niedbale; jakieś powieści, katalog aut, instruktaż prowadzenia statku. Czyżby przewidywał kłopoty?
Wyjrzałem odruchowo na pokład. Piękne niebieskie niebo, leniwie sunące barany i dużo, dużo słońca. Popatrzyłem na ręce – została w nich niewielka książeczka z dyskretnym tytułem „Gra”. Tajniki brydża? Ależ jestem w nim mistrzem. Otworzyłem na chybił – trafił.
Wyglądamy jak układ równań
Na pomiętej kartce szaleńca
Chyba, że jest jeszcze gorzej
I jesteśmy już tylko
Zwykłą kolonią istnień
Na pożywce
W końcowej fazie
Eksperymentu
Zatrzęsło. Mój statek wpadł na lodową górę.
Przekładałem kartki jedna po drugiej, przypominając sobie dawno zapomniane chwile, w których myślałem, w których patrzyłem na świat zdziwiony, bo nic nie było oczywiste.
Połknąłem srebrne motyle
Upadłem na niebo
A potem zstępowałem coraz niżej, w dół góry lodowej i jak pierwszy z najpierwszych archeologów odkrywałem wykute w nich obrazy, a pod dotykiem opuszków palców rozpoznawałem swoje własne oczy.
Tomasz Sobieraj, autor lodowej góry, zagrał ze mną va banque. Proste słowa, proste obrazy ułożone w niespotykany sposób zawadzały o mnie, drażniły, niepokoiły. Przez chwilę słyszałem głos wołający anioły:
Jutro pogracie z drugiej strony Ziemi
W wybuchy wulkanów i huragany
Czarna dziura metafizyki wypełzła z codzienności rozpiętej pomiędzy kamiennym podwórkiem a oknem francuskiej kawiarni. Pękły schematy.
Mój ojciec powiedziałby zapewne, że to efekt świetnego warsztatu autora, że wpływ Nietzschego, bunt Witkacego. Stryj dołożyłby przewrotną logikę Schopenchauera i dystans Oscara Wilde’a. A ja wrzucam linę w ciemną toń i sprawdzam dotykiem każdą wypukłość, każdą „płaczącą kobietę/ i dziewczynę/ stojącą z nieznajomym”. Powoli zrzucam gorset gąsienicy. Aż w końcu zszedłem tak nisko, że mogłem zobaczyć Chrystusa, jak błogosławił nową stację benzynową.
Wtedy zacząłem powoli, dojrzale kołować nad bocianim gniazdem. A na niebie został nietrwały ślad moich skrzydeł. Siostra Ratched próbowała mnie ściągnąć z powrotem, siostra Gryzelda usiłowała mnie wtłoczyć do jednej z tych małych, zapchlonych szuflad. Za późno. Dla mnie rozpoczęła się GRA. Teraz ja będę rozdawał karty. Synchronizując własny cylinder ze... spustem. Świat bowiem usilnie prosi się o gwałtowną i niestandardową lobotomię. Żegnaj Titanicu.
Wrażenia po przeczytaniu tomiku wierszy „Gra” Tomasza Sobieraja podsłuchał
Jan Siwmir
www.jansiwmir.com
Tomasz Sobieraj „Gra”
Studio Komunikacji Wizualnej 2008r.
str.68
wstęp – Georg A. Fichte
Jan Siwmir
Data dodania: 15.12.2008
Komentarze
|