|
* * *
Blady pot z sufitu kapie
wokół pustka,
pies się w ucho wściekle drapie
brudna chustka,
Lęk zaczaił się pod oknem,
dziesiątego
spojrzy i przeszyje wzrokiem.
I cóż z tego?
Czas jak statek galerniczy
płynie dalej,
ci co bardzo słabi byli
- umierali.
Jeden z nich ocalał, był to
dziw natury:
Jego czyny to niziny,
myśli - góry.
Hej! tam w górze przez pomyłkę
coś wyciekło.
Chowaj oczy, zauroczy
będzie piekło.
Blady pot z sufitu kapie
- brudna woda.
Lustro. Ale bym ci zapier...
Ręki szkoda.
Za te oczy wypłakane
do bólu, do cna,
Za te noce nie przespane
do świtu, do dnia,
Związać oczy i pod ścianę
- ognia!
Stairway to heaven cover
Mrok rozprasza blask świec
dzwonów dźwięk biegnie gdzieś
a kaplicy cmentarnej jej ciało.
Czuwam przy niej co noc,
ona biała jak śnieg
gwiezdnym kurzem okryta jest cała
Odeszłaś, wiem - to los tak chciał
ale Boże odpowiedz mi, dlaczego,
czemuś w dobroci swej taką miłość mi dał.
Gdybyś wiedział ile robisz złego...
Czemu zabrałeś ją,
czemu odeszła tak,
Błagam wróć choć na chwilę jej życie
Przecież musi gdzieś być:
w niebie, piekle lub w snach.
Jakie zaklęcie może ożywić Cię.
Czekam wciąż patrząc nań ciągle na znak
zą się zbudzi i do mnie powróci.
Czemu w dobroci swej taką miłość mi dał?
Teraz pozwól ją z serca wyrzucić.
* * *
A miał to wierszyk być żartobliwy
leciutki w formie, zabawny w treści
O tym, że jestem bardzo szczęśliwy
Choć wkrótce stuknie mi lat czterdzieści.
Niedługo do mnie ta prawda dotrze
i zgarbi mą figurę młodzieńczą
Nie mogę spełniać już wszelkich potrzeb
i tak napalać się szaleńczo.
W tym wieku już się bywa dziadkiem
Chociaż to dwie dwudziestki tylko
Na młodzież patrzy się ukradkiem
Och, witaj chwilo, żegnaj chwilko!
A miał to wierszyk być żartobliwy
oparty na mym skromnym przykładzie
O tym, że jestem bardzo szczęśliwy
starzejąc równo się z dnia na dzień.
Internet 1.5.2000
kołysanka
Na hogańskiej planecie
kiedy wschodzi słońce trzecie,
wtedy ze snu budzą się kormorany.
Na planecie hogańskiej
włóczą sny się bezpańskie,
każdy ranek jest taki zaspany!
Wszystkie dzieci planety
jedzą słodkie sekrety,
każdy z nich zaś jest lepszy i tańszy,
No a dobrzy rodzice
z zatroskanym obliczem
tulą ten swój skarb najkochańszy.
A gdy wieczór nastaje
nad hogańskim tym krajem,
każde dziecko przytula się błogo
do poduszki gdzie chowa
się hogańska królowa,
smok, rycerz i pies z kulawą nogą.
A więc Ty też przytul uszki
do chłodziutkiej poduszki,
bo to już koniec bajki o tym świecie.
Nie smutaskuj kochanie
zanim ranek nastanie,
poznasz ich we śnie lub w internecie.
Internet 21.07.2000
Third colour
Looking through the window
I'm looking about third colour.
- Between black and white -
said me any seller,
- was only colourable show
in combination with despite. -
But it was rainy weather
and he was colour blind.
Time and again we each other
seek but don't believe that it find.
Internet 21.08.2000
* * *
Nie wpuszczono mnie do nieba
w sobotę wieczorem,
Nie wpuszczono mnie do nieba
we czwartek, we wtorek,
Nie wpuszczono mnie do nieba,
Ciebie tam nie było,
Nie wpuszczono mnie do nieba,
Zrzucono mi miłość.
Przytłoczyła mnie sobą
w sobotę wieczorem,
i lśni Twą osobą:
we czwartek, we wtorek.
Byłem dziś u Ciebie
- Ciebie tam nie było.
Nie wpuszczono mnie do nieba.
Zrzucono mi miłość.
* * *
Stojąc tyłem lub siedząc bokiem
jak telewidz, czytelnik, przechodzień,
nauczyłem się wierzyć, że co dzień
nic nie ukryje się przed mym wzrokiem.
Kiedy na coś popatrzę - zrozumiem,
gdy zrozumiem, to poczuję może.
Chyba żyję, więc chyba to umiem.
Nic. Nic lepiej, ale też nie gorzej...
Czasem tylko jak słoń w porcelanie,
kiedy mi się rzucasz na szyję,
wkraczam w życie i krzyczę to zdanie:
Boże - żyję! Ja żyję! Ja żyję!
[Widocznie mało kocham Cię jeszcze...]
Widocznie mało kocham Cię jeszcze
aby Ci opowiedzieć o tym,
Jeszcze zbyt suche są wiosenne deszcze
lecz ja i tak nie boję się słoty.
Mało to razy skropił mnie deszcz?
Jestem już przesiąknięty wodą,
Targał już mną ten dziwny dreszcz,
teraz cichutko bazgrzę ten wiersz
bo
Widocznie zbyt mało kocham Cię jeszcze
aby CI opowiedzieć o tym,
Jeszcze zbyt suche są wiosenne deszcze
lecz ja i tak nie boję się słoty.
Dziś zrozumiałem że Ciebie są dwie:
szklana szkatuła a w niej kamień czarny,
szkatuły nie zbiję, kamienia też nie...
A ja tu moknę choć dzień jest upalny!
Przechodzę obok i patrzę z ciekawością.
I nic - to Ty w kokonie astralnym
unosisz się w książce nad rzeczywistością.
Sławomir Ciecierski
Data dodania:
Komentarze
|