Andrzej Dąbrówka      Info o Autorze

Pantomima
dla dwóch drzew

I

Cymbał brzmiący i wrzask
rozkołysanie, trzepot, skoki
splątanie, kroki, sploty
salta, fikołki i przeloty
tak orgiastyczne, a tak bezowocne


Aby pokochać, trzeba się zatrzymać

Wybadać grunt, czy się nadaje
żeby zapuścić w nim korzenie

Grunt to są punkty - blisko siebie
- bo jeśli chciałoby się być
tu jednym drzewem, trzeba w sobie
pomieścić dwa zrośnięte drzewa,
tak aby kwiaty męskie były blisko żeńskich
- inaczej to nic nie da

Żeby to się udało, tak się stało
muszą dwa ziarna wykiełkować
w jednym miejscu

II

To co kiełkuje z ziarna, to nie przyszły pień.
To jest korzonek, co zaledwie wzejdzie
od razu daje nurka w ciemną wilgoć
- zagłębia się i zmienia w korzeń

Gdy już się pewniej trzyma w głębi ziemi
rozprostowuje się, wydźwiga wzwyż do światła
dwa płatki, które będąc ziarnem go żywiły
- to pierwsze liście

No i tak dalej

III

A kiedy dwa robią to samo
robią to wzajem: kiełkowanie
nurkowanie w ciemną wilgoć
wychynięcie do światła
a potem już wyścigi w zasysaniu
wbijaniu się w siebie nawzajem

Nikt nie wie, jak to robią
Te sprawy są ukryte między nimi
Widzimy tylko rezultaty

Drzewa przybywa, wciąż gęstnieje
bo się w nim wpycha jedno w drugie,
osiąga twardość rdzenia w pniu,
równowagę kościstości i miękkości
która mu umożliwia pełnię życia, czyli ruch
- swobodny ruch w czterech kierunkach

Bo tylko wtedy jest możliwa pełnia życia
- to jest rozkosz i rozpacz
gdy ciało jest zarazem w pionie i w poziomie
stoi na nogach i na rękach
oraz wskazuje różne strony świata
jak to potrafią czynić części
doskonałego, zjednoczonego drzewa

Jednej osobie trudno to osiągnąć
musiałaby podzielić się na dwie,
co bywa groźne

Trudniej samotnym drzewom - choć nie złączyły
w sobie dwu drzew
udają że tak jest

IV

Drzewo ma siłę, gdy nie jest jednodrzewne
ale jest parą posplataną ściśle
- tak że nie widać granic między dwojgiem
i tylko z bliska dojrzysz w takim drzewie
istoty dwie spojone wzniośle
umocowane w jednej ziemi

Łatwiej tym zespolonym żyć, ale i one słabną.
Kto tego nie wie, niech przypomni sobie jak
drzewo w cichości upalnego dnia
w mroźny czas
stoi w bezruchu

Aż z lekka zakołysze się gdzieś górna gałąź

Aż bez powodu się zesunie czapa śniegu

Tak prężnie żyje drzewo, które jeszcze ma
swoją dwoistość

To w jednym z nich
w tej chwili
jedno z tych dwojga
mocniej się tuli do drugiego
albo się chce nieco odsunąć

Może to w takiej chwili drzewo traci
swoją dwoistość
i od tej pory długo nie postoi

V

Zmarzłe, po deszczach, od wichury, uschłe,
- niekiedy widać jak majestatycznie
upada - tak powoli, jakby tylko
składało pokłon

A to się jedna część złamała
i druga jakiś czas
na sobie niosła ciężar dwojga
a w końcu mu uległa

Jak drzewo traci pół swej siły?
- Nie zawsze widać to od razu
czasem dopiero po upadku
odsłania się przyczyna:
połową pnia szło z dołu wzwyż
pasmo spróchnienia
chociaż pod korą nic nie było widać

Ale niekiedy wcześniej znamy
przyczynę późniejszego losu:
duża dziupla jest większa z roku na rok.
Choć opatruje się opaską kory
uszczelnia się różańcem żywic
zasłania porostami, czuprynami
- wciąż samotnieje

Jak bohaterskie są te wydrążone
pół żywe pnie

Niezłomnie stoją szepcząc swe psałterze
połową liści, włókien i gałęzi

Samotność ich zdwojona bowiem naga
bez wsparcia, jakie da żywa połowa

O, dzielnie się sprawują jak jednoręki rycerz

Ale gdy jednej ręki nie osłania druga
jeśli tej strony nie podpiera tamta
- nikt nie przeżyje takiej

Asymetrii