|
Umieranie czasu
Bezczynnie siedzę,
słyszę deszcz.
Kroplą po kropli
przecina ciszę.
To nie deszcz - pomyślałam
- to sekundy umierają
spadając z zegara.
Z niemą skargą
że nie przetrwają...
- choćby w jednym geście.
Lęk
Boję się...
wewnętrzny niepokój
zastąpił moje ja.
Rozpanoszył się we mnie,
rozpycha łokciami aż po serce.
- To boli
ciało płacze lecz uległe milczy.
Kiedyś...
zamknę się w błękicie,
nicością stanę
może odnajdę drogę
- do wiecznego spokoju.
Kropla
Spójrz
kropla płynie po szybie
- Twój czas.
Uchwyć ostrożnie by nie
uronić ani minuty.
Potem puść,
niech wpadnie do oceanu
spełnionych marzeń.
Róża
Tak bym chciała płynąć
w obłokach złudzeń,
otulać się szalem
wieczornych zachodów,
by w różowości nieba
rozkwitnąć pąsową różą.
motyle
Umknęły gdzieś
Twe pieszczoty.
Motyle dotyków
odleciały w niepamięć
za horyzont
przeżytych lat,
obojętne na słodycz
mojego spojrzenia
Pocałunki roztrzaskują się
o mur obojętności.
Nie daj im upaść
uchwyć raz jeszcze
w pajęczynę wspomnień.
Ogrzej promykiem nadziei
zagubionym w moich oczach.
Srebrniki
Pchamy ciężkie kamienie
obelg i krzywd,
ciułamy judaszowe srebrniki
złych uczynków,
chcąc za nie zbudować
wieżę do nieba,
by wytrychem kłamstwa
otworzyć wrota raju,
gdy wszystko można mieć
- za dobre słowo.
|