|
Modlitwa tygodniowa
Poniedziałek z Tobą
jest jak niedziela.
Spokojna, cicha i bezpieczna.
Wtorek w Twoich ramionach,
to niedziela.
Chcę częściej jej doświadczać.
W środę bliżej Ciebie,
by jak w niedzielę pojść razem na spacer.
W czwartek o poranku w modlitwie,
łez kilka kropel
wylać przed Tobą, jak samotnej niedzieli.
Piątek - dzień wykonywania Twej woli,
a jak niedziela wesoły.
Sobotnią myślą zbliżać się do Ciebie,
jak w niedzielę rozmawiając przy obiedzie.
I w niedzielę,
przez cały tydzień,
z Tobą żyć do końca swych dni.
(14 luty 2003, W-wa)
powołanie
mój domine,
nie idź tam...
tam zło się czai
za każdym rogiem,
dusze w męczarniach konają.
mój domine,
nie idź tam...
muszę,
bo głodni są chleba,
a nie potrzebują
zdrowi lekarza
mój Domine,
ja pójdę...
Idź!
(10-21 luty 2002 r.)
Najsmaczniejszy owoc życia
Jak umierać - to z klasą,
zajadając czereśnie.
Zaznaczając pestkami
sens swego istnienia!
- Wykraść szpakom wiedzę tajemną
i słońca zażywać kąpieli...
potem
plażą podążać,
uciekać od Miasta
i zapomnieć się w Tobie -
w świętej Twej obecności.
(24 maj 2000 r.)
pomiędzy
Czasami przychodzą takie chwile...,
Że wiem już wszystko.
Gdy dojde do takiego wspaniałego wniosku
Zaczynam dopiero widzieć i czuć,
Że tak naprawdę
Nic nie rozumiem.
Czy wiara jest ślepym zaufaniem, bezgranicznie?
Czy ma logiczne podstawy
Wsparte rozumem?
Gdy opieram się na rozumie
Nachodzi mnie obawa.
Czy mogę mysleć o Twej śmierci
W aspekcie faktu historycznego?
Czy dowody za zmartwychwstaniem Twoim
Wystarczają do wiary?
A może lepiej po prostu wierzyć,
Nie wnikając głębiej?
Lecz kiedy próbuję
Wierzyć bez podstawy
Wyłączając myślenie i dedukcję
Gubię się i lękam,
Że coś ważnego mi umyka.
I tak zmagam się między
Bezgraniczną ufnością,
A logiczną podstawą wiary w Ciebie
I Tobie.
Jak to dobrze,
Że kazałeś wierzyć.
Jak to dobrze,
Że dałeś wierze naszej podstawy.
A najwspanialsze jest to,
Że nie zaprzecza tu
Jedno drugiemu.
(1999 r.)
Przebudzenia
Zabrakło już czasu
By móc ogarnąć całość,
Zabrakło mądrości
By pojąć rzeczy istotę.
(Umarli niech wyjdą
Tylnymi drzwiami).
Wysiorbana kawa
Zakłuciła tok myślenia i pojmowania,
Nie sposób ogarnąć
Całości wszechrzeczy.
Oto człowiek i jego
Rozterki.
(Ułóżcie się do snu wiecznego
W drugim pomieszczeniu).
Zapomnijcie o matce,
Bracie i kochance.
Oddalcie się w niezapomnienie
Goryczą oblani.
(Stąd poparzenia
I na duszy ropiejące rany).
Nadejdzie czas ukojenia.
(Zmarli wejdą
Tylnymi drzwiami).
I dla części
Przyjdzie zapomnienie,
Miłość większa niż nadzieja.
Choć nadzieją żyjemy
I wiarą.
Ratunek z obłoków
Długo oczekiwany,
Wyglądany, wymarzony
I wymodlony przez tysiące.
(Jeśli nie miliony).
Więc, przebudź się
Ze snu zimowego,
Czas nadszedł, by
Oczy otworzyć
I spojrzeć na drugą stronę.
(17 luty 1998 r.)
Jedyny sposób
Gdy ktoś krzyczy do mnie
Wyrazami nienawiści,
To jestem jak szmaciana lalka
Z oderwaną głową
Lub jak pluszowy miś
Z rozprutym brzuszkiem.
Zatracam cel
I zapominam o swoim przeznaczeniu.
Lawinę słów nienawistnych
Ciężko zatrzymać,
I trzeba bardzo uważać
By nie dać się zasypać.
Lecz jest jeden sposób,
Bo najlepszą obroną jest atak.
Lawinę ludzkiej nienawiści
Można zatrzymać tylko
Lawiną Bożej miłości.
Tylko Jego śmiercią
I zmartwychwstaniem.
(15 marzec 1998 r.)
|