Tomasz Jakubiak      Info o Autorze

Uwierz w Anioły

Uwierz w Anioły
nawet jeśli ich skrzydła są czarne
Uwierz w Diabła
choćby na jego rogach spoczywała
płonąca aureola

Uwierz w ślepą miłość
i równie ślepą nienawiść
Uwierz w słowa, z których szydzi czas
Uwierz w strach

Uwierz oczom i spragnionym dłoniom
obrazom pełnym barw i zaklętego
Milczenia
Uwierz w dotyk, w muzykę i w głos,
i w ciszę
Uwierz w tysiące codziennych spraw

Któregoś dnia uwierz
we mnie



* * *

Zakochujemy się w niewłaściwych osobach.
Kochamy niewłaściwych mężczyzn.
Wielbimy niewłaściwe kobiety.
Wypowiadamy niewłaściwe słowa
w niewłaściwych chwilach
i miejscach.

Niewłaściwie uśmiechamy się
i cierpimy.
Niewłaściwie kłamiemy
i mówimy prawdę.
Niewłaściwie skrywamy zazdrość
i zazdrościmy.

Niewłaściwie mówimy Tak
i niewłaściwie rozwodzimy się.
Niewłaściwie rodzimy dzieci
i niewłaściwie się starzejemy
by niewłaściwie umrzeć.

Właściwie jesteśmy sobą.



* * *

ktokolwiek widział
wychodzącą z domu

zachłannie spoglądającą wstecz
na oślep
biegnącą gdzieś przez jezdnię
rozpędzonych uczuć

w kawiarni ukrytą w szatni
siedzącą stolik dalej
bazgrzącą listy na serwetkach
wymiotującą w toalecie
stremowaną i przerażoną
wznoszącą się do nieba
i strąconą w przepaść
błądzącą wśród obcych
pytającą o drogę

nie uchwyconą na żadnej fotografii
nie opisaną w niczyim pamiętniku
bez znaków szczególnych
i nieszczególnych

ktokolwiek widział
naszą miłość



* * *

wyłaniamy się z ciszy
obracamy w milczenie

nie narodzeni jeszcze
a już będący wspomnieniem

mgnieniem życia wydarci
z wszechwładania wieczności



* * *

powód jest inny

ale mówi że płacze
przez niego
i tak zaczyna się koniec

on niepotrzebnie przeprasza
kupuje kwiaty nad ranem
skleca ratunkowy wiersz

ona zarzuca mu na szyję
pętlę ciszy

i trwa to
w nieskończoność
w nieskończoność
to trwa

ona mu na szyję zarzuca
ciszy pętlę

on niepotrzebnie kupuje kwiaty
skleca ratunkowy wiersz
nad ranem przeprasza

i tak się zaczyna koniec
przez niego płacze
mówi ona

ale powód
ten cholerny powód jest inny



* * *

jeszcze pamiętam drzewo

drzewo było silne
i zielone
wiosną

w letnim skwarze kusiło
ochłodą
jesienią chyliło czoło
przed zacinającym wiatrem

pytacie o zimę
zimą dało dużo dużo
ciepła

i gryzącego dymu
łapiącego za gardło