|
SEMPER
Nie wiem
Próżno krajobrazy
kreślę na tablicy
kręgu widnego
srebrzone księżycem
promieniem świtu -
niewiele pomaga
zawsze za daleko
może by Ziemię
na Niebo zamienić
tuz pod oknami
Jeziorem Łabędzim
albo Błękitnym nazywać
może wtedy
Niebo i Ziemia
to jedność
zasłony z kamienia
gór niebieskich
w nocne miraże
w kolorze szafiru
będą
jeden dzień tylko
a tyle można zdziałać
cóż by tu jeszcze –
cienie lip przenieść
kilka Czarnolasów zbudować
dwa krajobrazy z motyli
jak dziecko namalować
co by tu jeszcze -
nic –
tak byłoby dobrze?
no, nie wiem
(23.02.2012)
Po prostu sens
Niepojęte to że
co rano Słońce wschodzi
niepoczęte życie
w zapomnienie odchodzi
niełatwe to wierzyć
że wszystko się zmienia
a uścisk dłoni słabnie
i zdumienie że ma
sens sumienie
po prostu ma sens -
Życie jak zapalona pochodnia
od płomienia Febowego
płonące jak krzew gorejący
z darem dziesięciu
imperatywów w kamieniu
i to ma sens
jak podzielność Czasu
linearnego jak pochwała
Życia poczętego
i w tym że wyraz
nieudany wcale
nie jest wyrazem
i w tym jest sens
po prostu
Tak to być miało
Na wyrzuty sumienia
zawsze za późno
porozumiejmy się prosto
jak spojrzenie oczu
do podanej ręki
słowa jak motyle wierszy
i słoneczniki u van Goga
chyba muszę to powiedzieć
na pewno Jeanne
zobaczyć
może o siódmej wieczorem?
siódma to szczęśliwa godzina
a maj to miesiąc szalony
jak garnitur z kwiatów
czemu by nie -
może tak to być miało
choć to tylko słowa?
przepłynę rzekę albo
mały palec dotknę
niemożliwe?
przecież o dziewiątej rano
także kochać można
wszystko jest możliwe
a niemożliwe
kwestią czasu
tylko
Zamyślenie
Uderzeniem serca
niespokojnie
łzą ukradkiem okryty
nocą niejedną bez snu
byłem
nadzieją radością lustrem
powiedz Mamo -
jak zwrócić dług łez
czym wypłacić się
za miłość bez
odliczania reszty
pocałunek zimnego marmuru
to zbyt mało
ja -
tak nijaki dla ludzi
dla Ciebie dalej
najważniejszy
w jednym słowie
do znaczenia
Znaki szczególne
A ja myślałem
Ciebie
że silną zobaczę
mignęłaś w sekundzie
jak mak łanny polny
zakrywasz oczy czerwienią
żeby nie patrzeć
w krzak gorejący
słychać -
z nami zapomnienie
czarnym skrzydłem kroczy
no więc
podział na ty ja
to dysonans oczywisty
a przecież Czas
w niewłaściwy sposób
adresowany
obsesyjną garścią
musisz jak ciemną siłę
w blask zamieniać
jak wieńce gwiazd na skroni
jeśliby ciebie mnie
ktoś poszukiwał
adres jest prosty
jak znaki szczególne -
rozpacz albo ukojenie
tam
nas czekać trzeba
Boże coś Polskę
Nie ma to jak
sarmackie obyczaje -
upadam do nóżek
w komnaty zapraszam
staropolskim obyczajem -
wino miody sycone trojniaki
już i dziczyzna na stole króluje
pasztety grzańce bigos staropolski
z łbów sie kurzy
duch się burzy
vinum daemonum -
wiwat panie bracie
jam na zagrodzie
jak i ty - wojewodzie
dziś frazesem jutro delirantem
sejm tu żaden nic nie wskóra
mamy przecie bata swego
nihil novi -
panie bracie
mordy winem umazane
gorsze niż zewnętrzne zbóje
łzawe pyski się całują
kochajmy się panie bracie
mamy szable i żupany
bigosować wnet będziemy
Rejtan Staszic i Kołłątaj
co za jedni? znasz ich acan?
brać nie chcieli to my wzięli
gwizdać romantyczne credo
mamy wolność swą sarmacką -
przypij acan panie bracie
przez sejmowe portale
cień orła dumnego
echem płacze szlocha
taka hańba co za wstyd
trzydzieści srebrników
nie wziął tylko cham
Boże coś Polskę
racz nam wrócić Panie
Ojczyznę zhańbioną
pobłogosław Panie
Echa Norwida
To wy - poeci -
winni jesteście
że królowej koronę
banałem strawestowano
milknie z dniem
każdym bardziej
wielu i tak w romantyzmu
ślady nie idzie
świat kolokwializm
merkantylny pokochał
bardziej
czyż to możliwe
że ona nic niewarta?
ta Pani co wczoraj
dziś z purpury odarta
przecież to nie tych wina
co pieśni nie słuchają
złoto wino
i dziewczyną znają
coraz więcej
wśród was takich co
mysią szarą szatę szyją
wasze pisanie niech otrzeźwia
dusze -
może świat będzie lepszy
ale bądźcie inni
dzisiaj kiedy czytam -
wychowanek Mickiewiczów -
i spojrzę w biel drogi Eliota
chciałbym móc z nią
o niej uczciwie pomówić
nie stać bezradny niemy zawstydzony
z Norwida echem ponawianym
"Źle, źle zawsze i wszędzie"
Helladę zmarnowali
czy my też zginiemy?
Więc i ja wołam zatrwożony
oby nie na darmo -
*"Opatrz się dobrze wewnątrz -
to zlękniesz się siebie"
*) fragment wiersza A. Malczewskiego "Maria"
Pareneza
Pomyśl zawróć
kroków parę
nadłuż drogi
nie zaglądaj
bo tam czarny bies
się bawi
nie wchodź nie wchodź
i nie siadaj
nie pij miły nie pij
a w szklanicy czarny bies -
pijmy bracia w dłoń szklanice
w twoim sercu
dużo łez bies ci szlocha
nutą wzniosłą -
“furda troski furda łzy
intermezzo pij
łza na dloni? furda spleen
Archeon płaczesz -
no to pij„
piłeś miły znowu piłeś
czarny bies zaprosił
nie pij miły błagam
nie pij!
koziogłowy czart w butelce
Po prostu sens
Niepojęte to że
co rano Słońce wschodzi
niepoczęte życie
w zapomnienie odchodzi
niełatwe to wierzyć
że wszystko się zmienia
a uścisk dłoni słabnie
i zdumienie że ma
sens sumienie
po prostu ma sens -
Życie jak zapalona pochodnia
od płomienia Febowego
płonące jak krzew gorejący
z darem dziesięciu
imperatywów w kamieniu
i to ma sens
jak podzielność Czasu
linearnego jak pochwała
Życia poczętego
i w tym że wyraz
nieudany wcale
nie jest wyrazem
i w tym jest sens
po prostu
Bywają dni
Bywają dni
kiedy niewiele
mam do powiedzenia
deszcz mgła
Zachód jakby trochę
krzywy
a zwłaszcza
sugerowana w nich
mnogość wszelkości -
nie semantyka
tu potrzebna
aby zrozumieć
że bywają takie dni
kiedy
Prawda immanentna
tylko niezmienną
jak urodzaj na
Życie dla Sfinksa
Kto
Czasem Życie
jak wieża
ze wspornikiem
czy nie ma nikogo
kto podtrzymał
rękę posąg? -
tylko ja?
Nie wszystko jasne
Noc ustępuje
szarość powietrza
zapach codzienności
przede mną cisza
drga jak lęk
cóż mogę wziąć z dnia
który już przy mnie? –
dnieje –
lepiej pomilczmy
o świtach z fotografii
co patrzą uporczywie
bez poruszania ustami
jest jak było
widzeniem spraw
nieudżwignionych
następstwem zdarzeń
nielogicznie uznawanych
jak kamienie
co w gardle ostre
jak chleb wyproszony
porozmawiajmy –
ja ze sobą
przecież nic oczywiste
nie wszystko jasne
do zmroku daleko –
znowu zdążą nakarmić
różę kolcami
nie wiedząc
że z chorym kwiatem
ostrożnie
Zamyślenie
Uderzeniem serca
niespokojnie
łzą ukradkiem okryty
nocą niejedną bez snu
byłem
nadzieją radością lustrem
powiedz Mamo -
jak zwrócić dług łez
czym wypłacić się
za miłość bez
odliczania reszty
pocałunek zimnego marmuru
to zbyt mało
ja -
tak nijaki dla ludzi
dla Ciebie dalej
najważniejszy
w jednym słowie
do znaczenia
Dzień bywa nocą
Kto za życia
peany układa
o Czasie?
Kto zna jego prawa?
a po cóż komu
wiedza taka która
kamieniem pod
niebem płaskim gdzie
gwiazdy spadają
pod nogi
i tak liście jak liście
opadają
ziemię zadeptują
w kręgu zamkniętym
a mimo to -
istotność pozostanie
choćby
noce nocami
zrozumiesz że
dzień też nocą
nic
do końca niewiadome
zbyt często przesądzane
rzeczy nazywaniem
Bywa
Krople wiersza
Nie mogę
gromadzić już
wzruszeń
kroplą wiersza
stają w oku
z półobjawioną pokorą
wyciszę pamięć
wszystkich jesieni
choćby mamiły
złotem brzóz i dębów
nie ocalę
nie przechowam
śladów po sobie
resztek snów
które można uslyszeć
kształtu wiatru
w wierszach zapomnianych
Zaczekam -
świat będzie Arkadią Szymborską
Miłoszem Kościuszką
i jeszcze Apollem
Wtedy
Możliwe jutro
Trwam jak Czas
tyle że w ułamku
jeżeli wiecznie obecny
to nie do odzyskania
milczenie też czasem
nie wiem tylko
co w nim będzie
wszytsko wokół
ma swój Czas
nawet ty
może ja
tymczasem -
jeżeli opowiem ci
o możliwym jutrze
to będzie wtedy
kiedy chleb nieobecny
a wszystko inne w proch
chociaż to - Zawsze -
Czasu nie skruszy
pozostanie milczenie jutra
co milczeniem będzie
w każdy Czas -
możliwe jutro
Słowo to nie opoka
Słowo -
no i spójrz tylko
wyhodowałem
na własnej piersi
jak wąż
syczy milczeniem
wokół przejmująco
gdy odklejam powieki
wstają wszytskie okna
najjaśniejsze
tuż przy skroniach -
kolejne słowa gorsze
nad wszelką rozumność
pod nogą kamień
jak Słowo
co nie opoką
a rozum nie zawsze
po stronie wątpliwości
nawet jeżeli
Marcin Jodłowski
Data dodania: 28.04.2012
Komentarze
|