Błażej Jacek Klajza      Info o Autorze

Teraz

Neron odwiedził dziś Rzym
rozświetlił skrzydła w popiołach
żywe były doskonałe
teraz jeszcze żyją pewne ideologie
a szkoda

mniej zdarzeń
relatywnych spostrzeżeń
mniej wyrafinowanej filozofii
tylko tłum bez przerwy domaga się igrzysk – za wszelką cenę

każdy pojmuje inaczej
zdarzenia w swoim polu widzenia
obiektywni ? płyniemy z przeszłości w tu i teraz

Rzymu to nie obchodzi



Pogrzeb kota

z największym trudem pnie się w górę
bo dość ma chodzenia po wodzie
dłonie pulchne chude różnej maści wyciągają
spod stopni lekceważenie owinięte w papier śniadaniowy

żarty się skończyły generalnie rzecz biorąc
w sferze materii jak papier toaletowy
- używam bo muszę

właśnie odbywa się wielki religijny mityng
koronkowych poduszek z wypielęgnowanymi trawnikami
na ścieżce poznania prawdy zeszła burza
straszna - brakło prądu do lodówek



light motyw

na fali przed czasem dryfuje energetyczny welon
wzdłuż równoleżników i południków
siadałam po turecku choć nie tędy droga

niech żywi nie tracą nadziei
nie jestem matką głupich

Alleluja

w przestrzeni i poza nią
jak bogini wypłynę strumieniem światła i deszczem miłości
podleję wszystkich którzy się na mnie otworzą

Zbawieniem

jak dobre zakończenie złej historii
o ironio bez histerycznego uniesienia
krótki opis tego co rzeczywiste
w potrójnie niesamowitym słowie
o początku i końcu którym anioł podcina konary
kilka minut po dwudziestej drugiej



Blitzkrieg

po tej drodze ryzykownych powodów
wędruje do bólu nieomylne ludzkie istnienie
rozwiązując węzły gordyjskie
wszystkich poziomów izolacji

nie zwraca uwagi na obcych
nie patrzy - widzi wewnątrz
z bardziej brutalną oliwną gałązką
kosmicznej świadomości na śmierć zadeptuje
ostatni bastion zdrowego rozsądku



Perspektywa przeżywania

na poziomie genów i kwantów
grają w kości niezliczone absoluty
dlatego słowa czasem zgrzytają wątłym istotom
w kolejnych metamorfozach
jak zbieracze cnót - bo nie mamy żadnej
za ziarno panu jesteśmy wdzięczni

spoza materii niezrozumiałej - pięć zmysłów
pięć smaków - funkcjonujemy na ziemskim padole
w drodze ku zadowoleniu z pełnej michy
jak kosmiczny Odys szukamy ścieżki
na pierwszej lepszej skale by zacząć powoli przemijać

miłość nie istnieje w uniwersalnym "rzeczywiście"
przekracza możliwości sensu i znaczenia
choć chciałoby się do niej bardziej poprzytulać ...



Wszystko ma swój czas

gdyby bogowie chodzili po ziemi
stałbym się ekspertem z każdej dziedziny
i niezależnie od kształtu
pospieszył tam pochylony dużo bliżej niż obecnie
żeby obejrzeć co nie ma prawa istnieć

gdybyśmy spotkali się na firmamencie
przyspieszonych ruchów okrężnych i promieniem
spalać zaczęli przesiąkniętych pychą
w zderzeniu ognia i wody w zamyśle
pokryty zieloną patyną ostatnich wtajemniczonych
ich tęsknota - moja nadzieja i przestroga
niepodzielność losów w ofierze
na ołtarzu nieba



Nieco więcej pokory

kneblowaniem ust świata nie zawojujesz
wprawdzie wiesz co mówisz a efekt placebo
najwyraźniej inne ma zadanie
gratuluję dobrego samopoczucia i zabieram
odpowiedzialność do dentysty
z korzeniami niech rwie do bólu
do ostatniego podrygu

zabić świętego spalić ścierwo na stosie
bo tłusty bo stary bo grzeszny
i ubrał się całkiem na biało

mawiają że skacze po drzewach - przerażający
chciwy i głupi jak lęk - podłożem wszystkich trucizn
istnieje w tle
zwinięty w kłębek agresji furiat

w całej sprawie chodzi o coś zupełnie innego
więc rżnie głupa w majestacie wiary



Fałszywki

jarmark - tu sprzedaje się cuda za cudownie wielkie pieniądze
masz prawo dokonać świadomego wyboru tylko obejrzyj reklamę
pajda z masłem zawsze spadnie na podłogę smarowaną stroną
myślisz inaczej - poddaj się leczeniu psychiatrycznemu
zawsze to jednak ryzyko odciąć Boga od stryczka

"chrzanienie w astralny bambus"

tysiące sprzeczności w chaosie niemożliwe współzależności
tak rodzą się głupstwa od komentarzy demonicznych sił
po kwestionowanie wolności wewnętrznej prowincjonalnych odrzutów materii

tworzymy czarne dziury ze świata kart kredytowych



Weekend w possessi

skąd wiedział o wszystkich fenomenach
pochodził od Boga nie z prochu
czego ode mnie oczekiwał - sporządzenia kompresu
wystawienia twarzy wycofanej z obiegu

uciekał w dowolne czasy wyjaśniane przypadkowością
całkowicie mylne w prawdopodobieństwie poglądów
poznałem go osobiście - przestałem być ślepcem
nieomylnym sceptykiem objętym tajemnicą
poganiaczem narodów biczem nadwornym czarodziejem

świat się nie skończył powróciły wartości
co w nich widać
tylko tyle co z wierzchu



Jesień potrafi być kiczowata

sypie z nieba poezja na listopad
przewietrzoną pierzyną chmur
tu umknie wers
tam myśl roztaja

skończona w pół słowa
szara
choć całkiem biała



Apogeum Boga Słońce

myślę że niedocenianie tego faktu to przyczyna nieporozumień
zafascynowani pięknem białego światła staczamy się w wiry
cienia jak w fatalną pomyłkę rozszczepienia barw ze swojego życia
płciowej czystości - naprawdę niewiele nas różni od małp

absolutna doskonałość przepełniona bezgraniczną miłością
do nienawiści zapisana cyfrowo na dysku bywa uciążliwa
niemożliwość dokonania choćby drobnych korekt - prawdę mówiąc
odsuwa na drugi plan główny monolog bohatera pozytywnego
łatwiej o harmonię przeciwieństw niż niezwykłe doświadczenie

zatem abstynencja seksualna powinna czym prędzej iść do lamusa
a nie ciągle udawać że nawiązuje połączenie z kosmosem
gdy wszystkie chemiczne przemiany skupiają się w coraz gęstszej siatce
czarnych plam medytowanie z otwartymi oczami nie zarejestruje
zasadniczych zmian - nie myląc miłości z pożądaniem

nie da się przewidzieć znaków dostępnych na wyciągnięcie dłoni
dla każdego są inne - boskie tryby nie zawsze działają na korzyść



Efemeryzm

gdy serce tęskni za prostotą wymyślam nowe światy
z tysiącem podobnych ścieżek - sam już nie wiem którą podążać
próbuję ratować zamkniętą w butelce tożsamość - zwłaszcza teraz
gdy w sieci rozproszony czuję się jednym z nic nieznaczących bitów

ta moja karma jakkolwiek ją nazwać sprowadza się
do okładania wierzbowymi gałązkami po zakrwawionych plecach
na których jeszcze wczoraj diabeł grał z bogiem w pokera

a gdy dopadnie mnie rak prostaty wykrzyczę w twarz bluźnierczo
życie jest piękne !...

jeśli cię na nie stać



Ektoplazma

dzień nastał za wcześnie
zabrakło milisekundy
odwiecznie dodawanej przez stwórcę

siadł więc i odpoczywał w bezkresach oceanu życia
tak banalnego że aż
mdłości
więc i on dwa palce między słowo
i ciałem się stała zawartość

idea jakoś umknęła
a terminy gonią - wziął niewypowiedziane w dłonie
tchnął weń życie
a życie zamarło
swoisty paradoks śmierci

z wrażenia klasnął
oszczędność ponad wszystko Boże
nikt nie jest doskonały

termin dotrzymany
jeszcze jedno brakujące ogniwo
po drugiej stronie egzorcyzmu



Błażej Jacek Klajza



Data dodania:
Komentarze