|
Teraz
Neron odwiedził dziś Rzym
rozświetlił skrzydła w popiołach
żywe były doskonałe
teraz jeszcze żyją pewne ideologie
a szkoda
mniej zdarzeń
relatywnych spostrzeżeń
mniej wyrafinowanej filozofii
tylko tłum bez przerwy domaga się igrzysk – za wszelką cenę
każdy pojmuje inaczej
zdarzenia w swoim polu widzenia
obiektywni ? płyniemy z przeszłości w tu i teraz
Rzymu to nie obchodzi
Pogrzeb kota
z największym trudem pnie się w górę
bo dość ma chodzenia po wodzie
dłonie pulchne chude różnej maści wyciągają
spod stopni lekceważenie owinięte w papier śniadaniowy
żarty się skończyły generalnie rzecz biorąc
w sferze materii jak papier toaletowy
- używam bo muszę
właśnie odbywa się wielki religijny mityng
koronkowych poduszek z wypielęgnowanymi trawnikami
na ścieżce poznania prawdy zeszła burza
straszna - brakło prądu do lodówek
light motyw
na fali przed czasem dryfuje energetyczny welon
wzdłuż równoleżników i południków
siadałam po turecku choć nie tędy droga
niech żywi nie tracą nadziei
nie jestem matką głupich
Alleluja
w przestrzeni i poza nią
jak bogini wypłynę strumieniem światła i deszczem miłości
podleję wszystkich którzy się na mnie otworzą
Zbawieniem
jak dobre zakończenie złej historii
o ironio bez histerycznego uniesienia
krótki opis tego co rzeczywiste
w potrójnie niesamowitym słowie
o początku i końcu którym anioł podcina konary
kilka minut po dwudziestej drugiej
Blitzkrieg
po tej drodze ryzykownych powodów
wędruje do bólu nieomylne ludzkie istnienie
rozwiązując węzły gordyjskie
wszystkich poziomów izolacji
nie zwraca uwagi na obcych
nie patrzy - widzi wewnątrz
z bardziej brutalną oliwną gałązką
kosmicznej świadomości na śmierć zadeptuje
ostatni bastion zdrowego rozsądku
Perspektywa przeżywania
na poziomie genów i kwantów
grają w kości niezliczone absoluty
dlatego słowa czasem zgrzytają wątłym istotom
w kolejnych metamorfozach
jak zbieracze cnót - bo nie mamy żadnej
za ziarno panu jesteśmy wdzięczni
spoza materii niezrozumiałej - pięć zmysłów
pięć smaków - funkcjonujemy na ziemskim padole
w drodze ku zadowoleniu z pełnej michy
jak kosmiczny Odys szukamy ścieżki
na pierwszej lepszej skale by zacząć powoli przemijać
miłość nie istnieje w uniwersalnym "rzeczywiście"
przekracza możliwości sensu i znaczenia
choć chciałoby się do niej bardziej poprzytulać ...
Wszystko ma swój czas
gdyby bogowie chodzili po ziemi
stałbym się ekspertem z każdej dziedziny
i niezależnie od kształtu
pospieszył tam pochylony dużo bliżej niż obecnie
żeby obejrzeć co nie ma prawa istnieć
gdybyśmy spotkali się na firmamencie
przyspieszonych ruchów okrężnych i promieniem
spalać zaczęli przesiąkniętych pychą
w zderzeniu ognia i wody w zamyśle
pokryty zieloną patyną ostatnich wtajemniczonych
ich tęsknota - moja nadzieja i przestroga
niepodzielność losów w ofierze
na ołtarzu nieba
Nieco więcej pokory
kneblowaniem ust świata nie zawojujesz
wprawdzie wiesz co mówisz a efekt placebo
najwyraźniej inne ma zadanie
gratuluję dobrego samopoczucia i zabieram
odpowiedzialność do dentysty
z korzeniami niech rwie do bólu
do ostatniego podrygu
zabić świętego spalić ścierwo na stosie
bo tłusty bo stary bo grzeszny
i ubrał się całkiem na biało
mawiają że skacze po drzewach - przerażający
chciwy i głupi jak lęk - podłożem wszystkich trucizn
istnieje w tle zwinięty w kłębek agresji furiat
w całej sprawie chodzi o coś zupełnie innego
więc rżnie głupa w majestacie wiary
Fałszywki
jarmark - tu sprzedaje się cuda za cudownie wielkie pieniądze
masz prawo dokonać świadomego wyboru tylko obejrzyj reklamę
pajda z masłem zawsze spadnie na podłogę smarowaną stroną
myślisz inaczej - poddaj się leczeniu psychiatrycznemu
zawsze to jednak ryzyko odciąć Boga od stryczka
"chrzanienie w astralny bambus"
tysiące sprzeczności w chaosie niemożliwe współzależności
tak rodzą się głupstwa od komentarzy demonicznych sił
po kwestionowanie wolności wewnętrznej prowincjonalnych odrzutów materii
tworzymy czarne dziury ze świata kart kredytowych
Weekend w possessi
skąd wiedział o wszystkich fenomenach
pochodził od Boga nie z prochu
czego ode mnie oczekiwał - sporządzenia kompresu
wystawienia twarzy wycofanej z obiegu
uciekał w dowolne czasy wyjaśniane przypadkowością
całkowicie mylne w prawdopodobieństwie poglądów
poznałem go osobiście - przestałem być ślepcem
nieomylnym sceptykiem objętym tajemnicą
poganiaczem narodów biczem nadwornym czarodziejem
świat się nie skończył powróciły wartości
co w nich widać
tylko tyle co z wierzchu
Jesień potrafi być kiczowata
sypie z nieba poezja na listopad
przewietrzoną pierzyną chmur
tu umknie wers
tam myśl roztaja
skończona w pół słowa
szara
choć całkiem biała
Apogeum Boga Słońce
myślę że niedocenianie tego faktu to przyczyna nieporozumień
zafascynowani pięknem białego światła staczamy się w wiry
cienia jak w fatalną pomyłkę rozszczepienia barw ze swojego życia
płciowej czystości - naprawdę niewiele nas różni od małp
absolutna doskonałość przepełniona bezgraniczną miłością
do nienawiści zapisana cyfrowo na dysku bywa uciążliwa
niemożliwość dokonania choćby drobnych korekt - prawdę mówiąc
odsuwa na drugi plan główny monolog bohatera pozytywnego
łatwiej o harmonię przeciwieństw niż niezwykłe doświadczenie
zatem abstynencja seksualna powinna czym prędzej iść do lamusa
a nie ciągle udawać że nawiązuje połączenie z kosmosem
gdy wszystkie chemiczne przemiany skupiają się w coraz gęstszej siatce
czarnych plam medytowanie z otwartymi oczami nie zarejestruje
zasadniczych zmian - nie myląc miłości z pożądaniem
nie da się przewidzieć znaków dostępnych na wyciągnięcie dłoni
dla każdego są inne - boskie tryby nie zawsze działają na korzyść
Efemeryzm
gdy serce tęskni za prostotą wymyślam nowe światy
z tysiącem podobnych ścieżek - sam już nie wiem którą podążać
próbuję ratować zamkniętą w butelce tożsamość - zwłaszcza teraz
gdy w sieci rozproszony czuję się jednym z nic nieznaczących bitów
ta moja karma jakkolwiek ją nazwać sprowadza się
do okładania wierzbowymi gałązkami po zakrwawionych plecach
na których jeszcze wczoraj diabeł grał z bogiem w pokera
a gdy dopadnie mnie rak prostaty wykrzyczę w twarz bluźnierczo
życie jest piękne !...
jeśli cię na nie stać
Ektoplazma
dzień nastał za wcześnie
zabrakło milisekundy
odwiecznie dodawanej przez stwórcę
siadł więc i odpoczywał w bezkresach oceanu życia
tak banalnego że aż
mdłości
więc i on dwa palce między słowo
i ciałem się stała zawartość
idea jakoś umknęła
a terminy gonią - wziął niewypowiedziane w dłonie
tchnął weń życie
a życie zamarło
swoisty paradoks śmierci
z wrażenia klasnął
oszczędność ponad wszystko Boże
nikt nie jest doskonały
termin dotrzymany
jeszcze jedno brakujące ogniwo
po drugiej stronie egzorcyzmu
Błażej Jacek Klajza
Data dodania:
Komentarze
|