|
WIERSZE NICZYJE
Błądzę po omacku
Błądzę po omacku
przez pustynię nocy
W mych snach
za daleko do myśli
za blisko do milczenia
własny krzyk chowa się w duszy
zapłaczę nad płaczem
bez łez w goryczy
W słowo zamienię milczenie
Nie będę ślepcem
w pustyni nocy
znajdę drogę
w gmatwaninie cierpień
Echem odbiją się myśli
gdy wyjdę przed pustynię
Nie proś mnie
Nie proś mnie o wiersze
nie jestem poetą
tylko poeci opętani
szaleństwem
odmieniają słowa
Nie proś mnie o miłość
tylko poeci
kochają złudzenia
grzechem zdobią myśli
Nie proś mnie o szczęście
bez przystani
wiecznie niespełniona
szukam drogi
Na srebrnej poświacie
Na srebrnej poświacie
księżyca
odciskam swój ślad
odurzona pocałunkiem
poranka
szukam ukojenia
sennych majaków
szum ptasich skrzydeł
wita nowy dzień
burzy spokój umysłu
budzi żal za milością
nieznaną
wtłacza w usta słowa
niewypowiedziane
kropla marzenia
rozmywa pamięć nocy
otulona świtem
czekam na pierwsze
promienie Zbawiciela
Edyp
Dzień odpływa oszalały
nadchodzi noc
z obłędem w oczach
oślepiony
matczynym grzechem
śpiewaj
Edypie o królestwie sępów
nim kości rozniesie
wiatr
W życiu jest tyle piękna
W życiu jest tyle piękna
wtopiona w sen
układam myśli
z gasnącym spojrzeniem lata
wracają wspomnienia
czułość nieba
zsyła duchy nocy
wabią wypłowiałą namiętność
rozmywają cienie pocałunków
oddalają pożyczoną miłość
Krematorium miłości
Szukam miłości ?
odpowiedz przyjacielu
nie odnajdę prawdy
o sobie
o życiu
o pragnieniu
to świat stanął na głowie
Szukam złudzenia ?
odpowiedz kochanku
znajdę cień
w twych ramionach
w namiętności
w rozwartych udach
spopielałych zmysłach
w krematorium miłości
której nie ma
Ludzkie życie
Ludzkie życie
to łańcuch cierpień
w otępiałej chwili
przyjdzie czas zapłaty
czyny zawołają
"oko za oko"
konsekwencje poniosą
jak konie bułane
o zmroku zdarzeń
bez echa odpowie
czas
Śmiech
Ogarnięta rozpaczą
skazana na sen
w środku dnia
śmieję się w głos
komu - czemu
Niepokorna
Niepokorna
odwracam głowę
od bezmiaru zdarzeń
namiętności niebyłej
sennego spojrzenia
ciężaru pocałunków
słonych łez
Była miłość
Radość spowiła oczy
zabłysły łzą
o poranku zaśniedziała dusza
odeszła w noc
podążyły skowronki
za szarą mgłą
ptaków skrzydła wyłysiały
w nagim szumie
wykrzywione dzioby
zajęczały
od byłej miłości
List do umierającego przyjaciela
Nie rozumiałeś życia
to taniec krótkotrwałych form
Żdziwiłeś się
gdy prawda zapukała do drzwi
opętany fałszywymi nadziejami
goniłeś złudzenia
zmarnowany plon uschnie
gdy odejdzie miłość
zostaw świątynię
marzeń
skończony czas otworzy
wrota
nowej szansy
Bez lęku płyń na skrzydłach
prawdy
do światła zwróć swe oczy
spokojnie w przestrzeń nieba
Cóż Ci zrobiłam Boże
Cóż ci zrobiłam Boże
że łza nie wysycha
że żal mój nie spływa
że dusza nie śpiewa
Cóż ci zrobiłam Boże
że sił wciąż ubywa
że smutek głęboki
że mało radości
Cóż ci zrobiłam Boże
że ciernie tak ranią
że dużo goryczy
że mało nadziei
Cóż ci zrobiłam Boże
ze karzesz tak srogo
Odmierzam czas
Odmierzam czas
którego nie ma
w trójwymiarowym micie
uciekam przed prawdą
w hologramie złudzeń
szukam drogi
bez oceanu świadomości
pieszczę swoje - ego
Czy jesteś we mnie Boże ?
Lotne ptaki
Karmię złudzeniami
lotne ptaki
odleciały z nadzieją
nie powrócą
w zielone doliny
nie przetną nieba
szarymi skrzydłami
nie zawiśnie ich krzyk
nad ziemią
puste oczy
odwrócą od miłości
szare pióra opadną
jak zeschłe liście
wrogiej jesieni
nakarmione złudzeniami
nigdy nie powrócą
skazane na sen
Bezimienny
Noc zasnęła
na ramieniu księżyca
w ciszy
mrok napęłnił się
wielością myśli
mnogością marzeń
sennych majaków
w oczekiwaniu
na taniec gwiazd
bezimienny przyjdziesz
do mego łona
by złożyć głowę
w objęciach nocy
w ciszy mojego snu
Pustka
Przestrzeń serca
ogromna jak ocean
czym ją wypełnić ?
twoją milością
której nie ma ?
gdy mróz ścina słowa
gorące myśli
zamyka w duszy
oddala cień
twego spojrzenia
gasi błysk
uśmiechu twych warg
Prawda o miłości
Wyjdę z cienia
otworzę okno
na podwórze
złapię promień słońca
w przemarznięte dłonie
kroplą deszczu
napoję wyschnięte wargi
znajdę drogę
do oceanu marzeń
wyrwę z kruchości życia
prawdę o miłości
Bez miłości
Zaszumiały sny
niesione wiatrem
zatańczyły gwiazdy
na niebie
potoczyły się księżyce
do wrót strumienia
zanurzyły twarze
w chłodnym nurcie
przemyły zmęczone oczy
zabrały złudzenia
spłynęła miłość wodą
odleciały marzenia
senne majaki zostały
na poduszce
mokrej od łez
Prawda leśnego licha
Prawda o szarym świecie
zgasiła lot
tęczowych motyli
resztki kolorowej tęczy
odeszły do nikąd
wykrzywionym uśmiechem
leśne licho zakamuflowało
tańczącą szarańczę
zielonym cieniem
okryło stopy
łagodząc myśli
udręczone w dziewiczym
śnie
Poeta
Nie wybiera
między piekłem i niebem
słowa spływają na papier
ociera łzę
myśli wyjadają spokój
kamienna droga rani stopy
nie ma przystani
czyste dżwięki
umykają z marzeń
struny skrzypiec
kwilą w oddali
echo powtarza ciszę
rozpacz rozrywa serce
radość wiruje na tęczy
odchodzi mrok z duszy
noc zapala światło
dla poety
Zaręczyny
Za jesienią pędzą radości
złoto wiatr sieje na polach
oczekiwania zgasły
płomień miłości zwariował
głośna cisza wyje w rozterce
zaręczyny kpią z marzeń
w białym pierścionku
granat puszcza oko
do ślubu
Przyjaciółka
Nie czas na żniwa
stań w progu
biała przyjaciółko
zaproszę cię do mego snu
kiedy zszarzeje dzień
gdy siwy mróz
otuli myśli
W mym domu słońc
dojrzewa plon
po zbiorach przyjdzie czas
na sen
ty w progu stój
jak szary motyl
jak leśna mgła
dotykiem ust obudzisz noc
gdy przyjdzie czas na żniwa
Wiersze niczyje
Wiersze niczyje
pisze życie
autorzy nagich scen
drżącymi palcami
kurczowo trzymają się drogi
wytyczonej przez los
jak bezwolne manekiny
idą do celu
- do końca myśli -
nie bacząć na krwawiące stopy
mozolnie wykuwają
scenariusze życia
wiersze niczyje
pisane bez wolności
Kobiety
Satelity krążą
w podkasanych spódnicach
przyczajone skorpiony
podstępne syreny
pobożne modliszki
wyuzdane dziewice
roztańczone motyle
władczynie piekieł
swawolne kocice
duszące bluszcze
życiodajne krowy
umęczone siostry
ofiarne żony
matki pelikany
na męskich orbitach
Świąteczna rapsodia
Święta pachnące
choinką
jak zwiędłe liście
minionego lata
małe serca
przepełnione nicością
rybie oczy
oszalałe z rozpaczy
Ale
- Przybieżeli do Betlejem -
Umknę przed kolendą
do wnętrza myśli
świerkowe gałązki
ukryję w duszy
z kołyską dzieciątka w ramionach
pójdę za marzeniem
- Lulajże Jezuniu -
Na moją wigilię
spojrzę w czerń nieba
z pokruszonego opłatka
ułożę nowe jutro
w pasterkową północ
zapalę księżyc
co z tego
- Gdy się Chrystus rodzi -
Ojciec marnotrawny
Kołysz mnie kołysz
kołysko z wiklinowej papki
papką karmione dziecię
z pępowiną nieodciętą
od miłości niebyłej
zaschnięte uczucia
wyją za progiem
w domu z czarną pajęczyną
z dogmatem wyrytym w duszy
w diabolicznym tańcu
z ojcowskich ramion wyrwane
dziecię z rozłupaną czaszką
z pękniętym sercem
nie wrócą marnotrawne
marzenia
kołysz mnie kołysz
kołysko z wiklinowej papki
W odmętach czasu
W odmętach czasu
przemierzam siebie
mroczna toń
odpływa z myśli
odchodzi szary cień
odległych zdarzeń
Obudzę dzień
dotykiem słońca
wymiotę cierń
zeszłorocznej pamięci
ostudzę nocne widziadła
ułożę słowa w duszy
otworzę wrota
nowej miłości
Rocznica
Pierwsza rocznica
potem druga i następne
niszczą pamięć
boleśnie kłują serce
Trzeba zapomnieć
wybielić myśli
wymazać gesty i słowa
niestety pozostaną
jak sępy szarpiące ofiarę
czychające podstępne wieczne
Może zdmuchnąć świeczkę ?
o ironio
w teatrze jednego aktora
nie może być bisów
spektakl skończony
Zaglądam w oczy jesieni
Zaglądam w oczy jesieni
rozplatam warkocze
ozłocę nimi twoje sny
mimozami okryję
zamknięte powieki
pochwycę w dłonie
splątane nitki
babiego lata
ukołyszę miłość
w ciszy twojego snu
Przemykają zdarzenia
Przemykają zdarzenia
przemijają chwile
bez cierpienia i radości
odchodzę w sen
chłodna na milość
zasypiam
poranek witam
cieniem dawnych myśli
pęłzają złudzenia
pod butem obojętnego czasu
Przez pomyłkę
Przez pomyłkę
przydarzyło się życie
podniesiona kurtyna
na scenie
pusta widownia
oklaskuje małą solistkę
zgaszone światła rampy
oślepiają blaskiem
szczęśliwe chwile
pomylone radości
przez pomyłkę
przydarzyło się życie
Ewa Korczyńska
Data dodania: 19.11.2011
Komentarze
|