|
ZATAŃCZĘ Z ANIOŁAMI
Pójdę tam gdzie odleciały
Pójdę tam gdzie odleciały
tańczące anioły
niosąc na skrzydłach
wytęsknione radości
barwione tęczą kwiaty
cichą nutę nadziei
Pójdę tam gdzie błogi
ślad wspomnień
oddala szarość
codziennych zdarzeń
przywołuje obraz miłości
wyrywa żal z duszy
Pójdę do zielonych łąk
utopię myśli w złocie
pszenicznych kłosów
Ciepły wiatr osuszy łzy
Odpocznie serce
w cieniu wrzosowego
pastwiska
Anioły z marzeń
Z marzeń powstały anioły
zamieszkały w kąciku myśli
w głębinie wiary
w doskonałym świecie
dziecięcej ufności
Przyniosły na skrzydłach
barwy letnich dni
zapachy łąk i pól
ciszę srebrnych nocy
księżycowy blask
nutę nadziei i wątły smak
miłości
Roztańczone z motylami
w świetle poranka
nakarmiły złudzeniami
zranione serca
Z marzeń powstały anioły
i z moich snów
Smutek moich oczu
Noc okryła płaszczem
jasne niebo
zajrzała w moje sny
Roztańczone z aniołami
ćmy rozsypały srebrne
gwiazdy
Spadające półksiężyce
oświetliły drogę do miłości
ukołysanej ciszą
zamkniętej w marzeniach
Spokój ukryty w duszy
oddalił smutek
pozwolił na sen
Kapliczka aniołów
W małej kapliczce
zamknięte anioły
zapłakały deszczem
Pochyliły się nad nimi
szare chmury
Stara wierzba
rozpuściła swoje włosy
zaszumiała biała brzoza
odleciały senne ptaki
do ciepłych gniazd
Wyciągnęłam dłonie
do smutnych aniołów
zaprosiłam do tańca
Niech powróci Świątek
do wiejskiej kapliczki
by modlitwy płynęły
do nieba
Niech tańczą anioły
z motylami nad łąką
w moich marzeniach
Przeglądał się anioł w stawie
Przeglądał się anioł w stawie
ujrzał w wodzie swą urodę
Chciał zapomnieć choć na chwilę
że niebieskim jest posłańcem
chciał ukochać złote pola
czystą wodę pić ze żródła
boso biegać po murawie
zdobić włosy polnym kwieciem
I zatańczył z wiatrem szumnie
i zapomniał że nie może
tak wirować nad polami
że go woła chór anielski
i prowadzą go obłoki
ponad ziemią tam
gdzie rajskie śpią ogrody
Uwiedziony anioł
Anioł w bieli zatańczył
nad wrzosowym kwieciem
rozmiłował się w liliowej
mgle
Rozpostarł skrzydła
ponad łąką
oczarowany letnim
dniem
Kołysany wiatrem
lekko płynął
pod obłokami
jak śnieżny kwiat
pachnący rajem
utraconą nadzieją
przycichłą nutą
dawnej miłości
Czemu
Czemu tłumisz marzenia
gdy anioły zapraszają
do tańca
niebieskie motyle
Czemu gasisz uczucia
gdy zielone łąki
pachną miłością
Czemu odchodzisz
wraz z mgłą
z blaskiem słońca
za horyzont
moich snów
Modlitwa
Aniele Boży
zdejm senność
z powiek
przywróć oczom blask
rozjaśnij myśli
by nie umknęły marzenia
Obudż serce
by nie odeszła
miłość ze świtem
Aniele Boży
zetrzyj z warg
melancholijny cień
minionej jesieni
Niech odpoczną
niezagrane tęsknoty
zanim powróci noc
z księżycową melodią
Mam w dłoniach niebo
Mam w dłoniach niebo
w oczach rozświetlony dzień
srebrzystą ciszą
padającego deszczu
Wycałowany namiętnością
las pachnący miłością
dwóch dusz
splecionych w uścisku lata
Poplątany czas
zatrzymany dla spragnionych
ciał
w bezdechu warg
w ramionach roztańczonych
aniołów
Zatrzymana chwila
Zatrzymałam chwilę
dla tańczących aniołów
cichych snów
i marzeń wśród pól
Zatrzymałam chwilę
na miłość twych warg
na czułość serc
i złoconych myśli
Zatrzymałam chwilę
by nie umknął cień
namiętności ciał
w kaskadzie wspomnień
Zabierz mnie na drugi brzeg
Zabierz mnie na drugi brzeg
popłyniemy w ramionach snu
do nowego świata
Zobaczymy tańczące anioły
w kolorach mojej tęsknoty
za nadzieją za miłością
nieznaną
Jestem jak księżycowa
dziewczyna
czekająca nowego dnia
jak błądzący ognik
w leśnej ciszy
Zabierz mnie na drugi brzeg
gdzie krwawy świt
nie rani ptasich oczu
Tam nie ma lęku
łagodnych bóstw
jest drzewo dające
schronienie
niewyczerpane skarby
letniej nocy
W dwugłosie
dla Władysława Rysia
Narodziny i śmierć
magia pragnień i tęsknot
namiętność i czułość
miłości
Zieleń soczystych traw
i zapach siana
kłosy pszenicy i złoto
moich warkoczy
Rzeczywistość tańczących
aniołów
Ślady przeszłości
wyryte w duszy
Żar twoich dłoni
i ciepło mych oczu
Czysty akord marzeń
i snów
Z imperatywu
dla Władysława Rysia
Z rozkoszą smakuję
owoce
z drzewka poezji
twojej
Łączę wyrazy
plączę słowa i tworzę
własne akacje
Jesteś jak dąb
odziany w siłę
świeżość młodości
jak skała
z życiodajnym żródłem
Nadzieja dla myśli
poetów
czystość dla serc
blask tańczących aniołów
z moich wierszy
Anioł w błękicie
Anioł w błękicie
sfrunął w obłoku
na skrawek nieba
Białym skrzydłem
okrył marzenia
uśmiechem rozjaśnił
słońce
ciepłą dłonią
złagodził smutek
minionego dnia
Zatańczył w ramionach
lata
rokołysał malwy
za płotem
rozśpiewał leśne echa
rozplótł moje warkocze
zapłakał deszczem
gdy świt zbladł
Na progu nieba
Na progu nieba
zajaśniała miłość
aniołów
kolorową tęczą
Zapalone świece
przygasły
w mroku
Rozchyliły kielichy
kwiaty nocy
wabiąc szare motyle
blaskiem gwiazd
Barwami tęczy
zmącone łzy
zgasiły płomień
świec
Nocne kwiaty
omdlały w ramionach
beznamiętnych motyli
roztańczonych z aniołami
w tęczowym śnie
Chciałabym
Chciałabym pójść
polną ścieżką
pomiędzy trawy
kwitnące miłością
Chciałabym zanurzyć
stopy w strumieniu
chciałabym wpleść
w warkocze
twe usta gorące
Chciałabym w wrzosów
fiolet
zamienić uczucia
Chciałabym nagie
myśli
okryć suknią aniołów
i dzwonić ciszą
Zabiorę cię między pola
Zabiorę cię między pola
malowane złotem lata
ukwiecone moją nadzieją
zroszone duszy łzami
pachnące naszą miłością
Wargi napoję
kroplą nieba
włosy zwiążę
kłosem żyta
zanucę radość
skowronkiem
Zabiorę cię między pola
roztańczone z aniołami
rozświetlone błękitem
jasnych oczu
i blaskiem dnia
Kocham cię
Kocham cię w szarym
zmierzchu nocy
w welonie srebrnych
gwiazd
Kocham cię w jasnym
dniu lata
w soczystej czerwieni
malin
w dżwięku dzwonów
w uśpieniu ptaków
Kocham cię w śpiewie
tańczących aniołów
w szumie wiatru
w szemrzącym strumieniu
w objęciach cichych
marzeń
Na wzgórku przy strumieniu
dla Władysława Rysia
Na wzgórku przy strumieniu
anioł usiadł w cieniu
z bukietem wrzosów w dłoni
świat cały mi przesłonił
otworzył jasne oczy
oświetlił myśli w nocy
nauczył czytać wiersze
pisane z serca z duszy
aby się każdy wzruszył
pisane twoją ręką
by serce moje drżało
i ciebie podziwiało
Temporalnym torem
Temporalnym torem
poruszają się zdarzenia
lecą na skrzydłach wiatru
dobre wieści
nadają sens marzeniom
pragnienia podniecają
czas i przestrzeń
Pokonany przez miłość
przeznaczeniu oddaj
swój oddech
by tańczyć z aniołami
w ciągłości i trwaniu
Moje imię to Poezja
Moje imię to Poezja
czekam w zakamarku
świata na spełnienie
włosy zdobię złotem lata
usta maluję maków
czerwienią
odbijam sie echem
w zielonym lesie
śpiewam z wiatrem
w szumie sosen
i tańczę z aniołami
dla ciebie
Moje wrzosy
Smugą liliowych marzeń
otaczają sny
moje wrzosy
pachnące miłością aniołów
Drobne płatki dotykane
radością wiosny
i smutkiem jesieni
pocałunkami znękanych
dusz zapłakanych
poranków
Wrzosową nutą ustrojone
dżwięki
zapomnianą melodią
bijace serca kołyszą w ciszy
bym mogła tańczyć z aniołami
we wrzosowej mgle
Jak mam tańczyć z aniołami
Jak mam tańczyć z aniołami
gdy suknię zniszczył czas
poplątane włosy
pofrunęły z wiatrem
zniknęły jak promienie
słońca
w ostatnim oddechu dnia
u progu nocy
Jak mam śpiewać z aniołami
gdy umilkły skrzypce
pozrywane struny
zraniły dłonie
jak kolce więdnącej róży
w ostatnim tchnieniu lata
u progu jesieni
Za krótki czas
Moją dłonią uchwycę czas
za krótki na wspomnienia
za długi na miłość
gdy anioł w bieli stanie
w progu
ciepłym gestem zaprosi
do tańca nocne motyle
pocałunkiem zimnych warg
ostudzi serce
zamknie powieki wiosny
Moją dłonią uchwycę czas
za krótki na pożądanie
za długi na marzenia
odpowiedni dla żurawi
gdy kluczem przecinają
niebo
tańcząc z aniołami
odchodzą przed jesienią
w szarej mgle
z miłością z życiem
Blady świt
Blady świt
stąpa cicho
jak kot
gasi srebrne gwiazdy
z desperacką zuchwałością
puka do mego snu
żdziwiony księżyc
całuje powieki nocy
Wypuść mnie z ramion
bezcielestny kochanku
nie powstrzymasz dnia
Otwieram szeroko oczy
witam fałszywą nadzieję
powrócę do marzeń
by tańczyć z aniołami
w sennej ciszy
Narodziły się gwiazdy
Narodziły się gwiazdy
na niebie
poraziły blaskiem
pochmurne oczy
odpędziły ciężkie sny
otoczyły światłem
zmęczone wargi
rozjaśniły słowa
skrywane w duszy
zagrały skrzypcową
struną
rozsypały srebrne nuty
bym mogła tańczyć
z aniołami
na dżwiękach miłości
Zawitaj do mnie
Zawitaj do mnie
biały aniele
złóż w moje noce
myśli spokojne
sny nieprzerwane
marzenia prześmiewcze
złóż w moje ręce
czyny wytrwałe
działanie gorące
prace nieskończone
złóż w moje usta
słowa milczące
milczenie ukryte
niewidzialne rymy
bym mogła
tańczyć z aniołami
na pomoście wiary
Muśnij mnie
Muśnij mnie wiatrem
osusz łzy
z bezradności mej
zrobię kołyskę nadziei
Muśnij mnie deszczem
obmyj stopy
z bezbronności mej
zrobię jezioro wspomnień
Muśnij mnie płomieniem
rozpal noc
z bezsilności mej
stworzę sobie namiętność
Muśnij mnie ziemią
zasyp sny
z bezlitości mej
utkam tobie sumienie
by tańczyć z aniołami
w natchnieniu
Zatańczę z aniołami
Zatańczę z aniołami
na niebieskiej łące
w białym obłoku
na skrzydłach motyla
na tęczowym moście
Zatańczę z aniołami
na skrzypcowej strunie
o wschodzie nadziei
w słońca promieniu
i w oddechu lata
Zatańczę z aniołami
w minionej godzinie
bez żalu i pragnień
bez smutku i rozstań
w spokoju jesieni
Zatańczę z aniołami dla ciebie
W wielobarwnym świecie
W wielobarwnym świecie
uczuciowych kalek
cierpienia łamią struny skrzypiec
skrzydlate potwory obojętności
czyste uczucia chowają w mroku
wyjdż ku światłu dnia
i zagraj
bym mogła znów tańczyć
z aniołami dla Ciebie.
* * *
Rozplotę warkocze
rozpędzę stopy
w szalonym tańcu
zatoczę krąg
w bezwieczną noc
odejdę bez snu
by tańczyć z aniołami
na fali zdarzeń
w mrocznej ciszy
* * *
Pieszczę noc
ulotną myślą
zapachem chryzantem
z nokturnem gwiazd
ukołyszę słowa
szeptane w ciszy
zabłysnę łzami
lub rosą traw
w migocący dniu
motyla złożę w ofierze
na ołtarzu marzeń
spłynę wodą
w kaskadzie złudzeń
zetrę z warg
suchość lichego lata
spalę pragnienie
w ogniu niebyłej miłości
by tańczyć z aniołami
w nieistnieniu
* * *
Upadłe anioły
przychodzą we śnie
wyjadają noc
z rozpoznawalnej ciemności
z boskiego blasku i piękna
z siły kosmicznej jedności
wypijają dżwięki z gwiazd
by koić pragnienie
i ból
bezcielestnego bytu
by tańczyć
chocholi taniec
na krawędzi sumienia
* * *
W zaklętej krainie snu
daleko do świtu
zamknięta w gwiazdach noc
zasnęła w ciszy
Pożegluję na skrzydłach
zmierzchu
w nicości zdarzeń
cieniem okryję
senne majaki
zgaszę blask gwiezdnego
pyłu
obsypię nim
swe stopy
by tańczyć z aniołami
w niemym mroku
Ewa Korczyńska
Data dodania: 19.11.2011
Komentarze
|