Ewa Korczyńska      Info o Autorce

WELUROWE SNY



Gwiazdy srebrny płomień

Gwiazdy srebrny płomień
otulił mnie swym blaskiem
jak zimny pocałunek
minionego lata
otoczył mnie barwą
twych oczu
Chcę rozpłynąć się w błękicie
utopić w otchłani słów niemych
i ciszą wypęłnić swe myśli
ogarnij mnie światłem
spojrzenia
zasnę spokojna na twoim
sercu



Zamienię swą miłość

Zamienię swą miłość
w małą kroplę rosy
co ją promień słońca
o świcie wypija
w oddech wiatru
wirujący nad szczytem
sosny
w chłodny nurt strumienia
na lotnego ptaka
co niesiony latem
z jesienią odchodzi
na iskierkę z płomienia
co wiecznie goreje
w twych oczach
na wargach
na moje marzenie



Moja kobiecość

Przeszukuję zakamarki pamięci
gdzie mogłam delektować
się tobą
poczucie bezwstydu
rozpaliło wyobrażnię
rozkwitła moja kobiecość
z tysiąca twoich rąk
i z żaru twoich ust
aż złożyłam ją
na ołtarzu naszego grzechu



Druga strona nadziei

Jaka jest druga strona nadziei

jak jesień pachnąca jabłkami
jak zima otulona śniegiem
jak leśna cisza co zagłusza
smutek
jak jasny ognik błądzący
bagnami

Nie ma schronienia nad ciepłem
nocy
jest cierń co zranił głęboko
i mocno
nagą szczerość myśli
widziadłami karmioną duszę
i marzeniem złotego
poranka



Zatańczyły gwiazdy

Zatańczyły gwiazdy na łące
noc schowała moje marzenia
czarnym płaszczem okryła serce
zadrżały skrzypcowe struny
z miłości pękły niemożliwej

Rozsypane nuty pozbieram
niech me skrzypce znów grają
tańczącym gwiazdom
schowanym marzeniom
i sercu pod ciemnym całunem
nocy



Oczekiwanie

Z wiotkiego marzenia
wysnuję nić oczekiwania
na małą chwilę radości
na gwałtowny haust
powietrza
na muśnięcie serca
na wieczny błękit spojrzenia
na nieskończoność zachwytu
na smukłość twych dłoni
na opium twych warg



Zachmurzyło się serce

Zachmurzyło się serce
zmierzch otoczył duszę
zbladły marzenia
znużona bliskością
odchodzę z nadzieją
by śnić o złocie poranka
w narastającym podnieceniu
w szaleństwie zmysłów
w wirującym oddechu
w wiecznym płomieniu
twych warg



Gwiazdy

Senny zmierzch
otoczył mnie szalem
gwiazd
rozsypały się jak marzenia
poszybowały ku nocy
w miłosnym oczekiwaniu
w niemożności uśpionych
zmysłów
Garściami zbierz srebrzyste
kamienie
i wpleć wargami w me włosy
niech blask oświetli
twe oczy błękitne
oplotę cię warkoczem
ciszy
byś mi nie umknął
w miłosnym rozpędzie



* * *

Czas
Z kokonu poczwarki
wyłaniam nową krasę
gdzie ceną jest czas
dany przez dobre duchy
zbyt krótki dla dwojga



Między anioły i szatany

Między anioły i szatany
mnie prowadź
rozpal gasnący dzień
niepokojem marzeń
czerwienią pragnień
śmiałością oczekiwań
sennością złudzeń
bez przeciętności
małej i śmiesznej
z wielkością rozkoszy
z wzajemnością fantazji
odchodzę w wewnętrzny
świat



Czy warto

Czy warto czekać na miłość
gdy serce zamiera
czy warto czekać na słowa
szeptane z ukrycia
czy warto czekać na szczęście
w fantazjach rojone
na gorycz i rozpacz
na mglistą nadzieję
w udręce pragnienia
w rozterce dusz niemych
w dotyku twych dłoni
w gasnącym spojrzeniu
bez prawdy



Nie całuj mych oczu

Nie całuj mych oczu o świcie
pozwól na sen
nie zatapiaj serca
w błękicie spojrzenia
nie kuś namiętnością dłoni
bo otchłań otwierasz
mej miłości nie pozwól
rozkwitnąć
niech trwa w uśpieniu
nie budź duszy
niech śni o raju
gdzie duchy mają gościnę
w oczekiwaniu na spełnienie
Nie całuj mych oczu o świcie
pozwól na sen
szalem z mgły otulona
odejdę w niebyt
z jałowości życia wyłuskam
ziarenko wspomnień
z mojej udręki wskrzeszę
nadzieję na dobry dzień
Nie całuj mych oczu o świcie
pozwól na sen



Zatracenie

Odliczam godziny
popycham przeklęty
czas
rozpędzam szare mgły
codziennych zdarzeń
by pić z twych warg
to ciepłe narastanie inności
by pochłonąć cię bez reszty



Namiętność

Nowy świat
tylko w marzeniu
w piekle i niebie
z namiętnością bez granic
z narastającą ekstazą
zanurzasz twarz
między jedną a drugą
na przemian w głąb ciebie
na przemian w głąb siebie
z wargami
z oddechem
w uśpieniu



* * *

Z marzeń utkam serenadę
wypiję kroplę namiętności
błękitny dym
twych oczu rozpędzę
zważę goryczy balast
nie rozsiądziesz się w mym sercu
nie zagnieździsz się w mej duszy
nie zawładniesz myślami
i moją tęsknotą
jesteś gościem na krótki czas



* * *

Ostatni płatek śniegu
musnął twoje wargi
jak mdławy motyl
zastygł na chwilę
rozpłynął się
w twoim oddechu
tak właśnie odchodzi zima



Perwersja

To czekanie aż boli
czekanie na ziszczenie
w pozostającym w bezruchu ciele
kiedy jedna dłoń
powoli zsuwa się niżej
to znęcanie i przedsmak
tego co będzie
docierasz głębiej
i wnikasz objęty ustami
za chwilę to się stanie
nie do wytrzymania



Zapomnienie

Pocałuję świt błękitny
zmyję z warg miłości
piołun
zmażę z serca blask ognisty
twej pieszczoty
z oczu zetrę łzy nadziei
i zapomnę w zapomnieniu
o tym lesie nam łaskawym
w sosen woni
w ptasim trelu
szumie trawy
i ukoję duszy żale
mgłą otoczę ją srebrzystą
i śnić będę sen o raju



* * *

Po co czekać na radość
gdy serca za mało
po co czekać na smutek
gdy myśl jest wesoła
po co czekać na miłość
gdy dusza jest pusta
Cóż mi z twojej pieszczoty
gdy chwila zbyt krótka
na spojrzenie w błękicie
na serca udręki
na śmiałość w bliskości
na szczęście



Dokąd mnie prowadzisz drogo

Dokąd mnie prowadzisz drogo
czy nie zranię bosej stopy
życie mi wzleciało wiatrem
a spłynęło ciemną wodą
zgasły gwiazdy
szary cień księżyca
zatonął w akacji
zmierzch w południe stanął cichy
jak kochanek
na wpół martwy
na wpół żywy
jakby serce mu zasnęło
Dokąd mnie prowadzisz drogo
czy nie zranię bosej stopy
Zbudź mu serce to uśpione
oczom przywróć blask błękitny
wskaż mi gorzkie losu dole
za horyzont prowadź ciemny
poplątałam ścieżki życia
pomyliłam polne drogi
Niech me serce nie kołacze
nad tą stopą poranioną
nad księżyca szarym cieniem
nad tą gwiazdą ociemniałą
Dokąd mnie prowadzisz drogo



* * *

Upiję się nadzieją
zatracę w tęsknocie
mdłą świecę
rozjaśnię uśmiechem
kroplą rosy
napoję twe oczy
wonią sosen
odurzę twe serce
w cud się wtopię
gdy wnikniesz do źródła
niech zazdroszczą motyle
naszym tańcem zdziwione



* * *

Zimowy świt
pożegnał się z księżycem
zgasił lampę nocy
w ciągłej niewiedzy
podróżuję w bolesną
niewiadomą
w nicość się wtopię
okryję błękitem twych oczu
cicho śniąc
o zimowym poranku
bez pożegnań z księżycem
i wieczną lampą nocy



* * *

Wyśniłam sen
w aksamitnym wierszu
w nocnej otchłani mej duszy
w kroplach łez radości
Wyśniłam ciebie o poranku
na tęczowej drodze
wyśniłam blask twych oczu
w milczącej tęsknocie
Śniłam że tonę w zachwycie
w małej krwi kropelce
w namiętności bezdennej
w warg twoich płomieniu
w gorejących dłoniach
w bliskości dusz
w trudzie bycia
w pozorności oddalenia
w welurowych snach



Bo to wiosna

Śnieżne anemony
tulę do serca
bo to wiosna
w cichym parku
wiatr tańczy na gałęziach
wiruje z ptakami
na czubkach sosen
wpada w objęcia
rudych wiewiórek
a potem delikatnie muska
białe płatki anemonów
bo to wiosna



Ewa Korczyńska



Data dodania: 19.11.2011
Komentarze