|
ROZWIEWA WIATR
Zatańcz ze mną
Zatańcz ze mną
bez końca
na początku drogi
Pójdziemy razem
złączeni pieśnią
wieczornych zórz
Zatańcz ze mną
bez końca
do piekła nie czas
do życia mnie unieś
na skrzydłach nagiego snu
Schowaj pocałunki
w kroplach rosy
i moich łzach
Zatańcz ze mną
bez końca
w bezpiecznych ramionach
nie wyjadę nie odpłynę
U raju bram stanę cicho
senną zjawą
rozszeptaną melodią
Zatańcz ze mną
nim zgaśnie dzień
Bardziej niż wczoraj
Czy wiesz jak cię kocham
Bardziej niż wczoraj
mniej niż jutro
Nie rozwieje wiatr
naszych marzeń
nie otoczy noc
srebrzystych snów
W przenikaniu serc
zespoleniu warg
jedności ciał
w wymianie radości
już na zawsze
Jest taka droga
Jest taka droga
którą muszę iść
choć stopy kwitną
malinową czerwienią
Są takie noce
które studzą sny
osrebrzone moją
nadzieją
I podobne dni
w których pada deszcz
może kwitną bzy
w twoich oczach łzy
i tak się śmieją
Brodzę w smutku czerń
ciągle noc i znów dzień
Malinowy kwiat
pod me stopy padł
rani serce cierń
w każdą noc i nowy dzień
Śnić
Pragnę śnić
by nie rozwiał wiatr
moich marzeń
Może złudzeń pieśń
wybrzmi akordem
niechcianych pamięci
Spójrz jak pachnie noc
utop dłoń w moich włosach
niech nie obudzi nas świt
Bo tak trudno być poetą
Drżącą dłonią trzymam pióro
urywane myśli dżwięczą ciszą
Dostałam za darmo
malowane melodie
Od anioła albo Boga
nie wiem od kogo
ten dar
Bo tak trudno być poetą
Krwawią marzenia
rozrywane cierniami
twojej miłości
Obok siebie
Śnimy obok siebie nasze sny
połączone dusze i serca
kwitną czerwienią róż
Dotykasz motylem
moje marzenia
sypie się gmach
niepewności i lęków
Znikają cienie przeszłości
Gdy cegła po cegle
rozbieram swój mur
cieszę się chwilą
śpiewaną pieśnią naszej
miłości
Nie chcę iść z księżycem
Idę w mrok
z samotnym księżycem
warkoczem zmiatam
resztki dnia
pod pelerynę nocy
Srebrnym pyłem
obsypuję sny
Wyśpiewam tobie ciszę
nim wiatr rozwieje
lęki dusz
przygarnę dzień
do swoich warg
Bo nie chcę iść
z księżycem
do zimnych gwiazd
Nie chcę rozumieć
Nie chcę rozumieć
drgania twego serca
blasku księżyca
i ciepła wiosennego dnia
Nie chcę czytać
z twych oczu odpowiedzi
na morze pytań
zadawanych w wymianie
zdarzeń i naszych radości
Nie chcę widzieć
gasnących jesieni
w objęciach czerwonych
słońc
Bo lęku mego
nie rozwiał jeszcze
zimowy wiatr
Czekam na ciebie
Czekam na ciebie
w ciszy letniego poranka
zaledwie obudzona
z resztek snu
Słucham twoich kroków
gdy przemierzasz
kamienne schody
w szarej codzienności
Idziesz przez ponure dni
takie same tygodnie i lata
nie możesz dojść
pod mój próg
Czekam w otwartych drzwiach
otulona wonią akacjowych nut
w pieśniach z cygańskich tęsknot
z czerwoną jesienią
w wiosennych bzach
We mnie już tylko noc
Nie ma w nas czułości
zamknął się świat
fala złudzeń
odpłynęła w sen
Nie odpocznął tęsknoty
zagrane pieśni spokojnej jesieni
zadrgają tylko wspomnieniem
Odrzucę noce i tamte poranki
pokurczone zmięte marzenia
umrą w ciszy
Nie ma w nas czułości
odtrąconych wspomnień cień
przejdzie przez samotne dni
Zamknij tamten świat
w ramionach własnych myśli
we mnie już tylko noc
Obudzona ze snu
Obudziłeś mnie z błogiego snu
stanęłam na rozstaju
odarta z kryształowych marzeń
Miłość rozwiał wiatr
bezpieczna szarość odeszła
wraz z mrokiem
Obudziłeś mnie z błogiego snu
nie chcę wracać do wspomnień
i słodkich różanych niemych ust
Czy mam rozpłynąć się zjawą we mgle
czy zostać skałą obojętną jak umykający
przed nocą dzień
Poplątane ścieżki
Poplątałeś ścieżki gwiazd
rozwiał wiatr miłości czar
więc nie pukaj do mych ust
bo nie znajdziesz pieśni już
śnieg zasypał jedną z dróg
i nie trafisz pod mój próg
Gdy rozplączesz srebrny sznur
i rozbijesz nocy mur
przyjdziesz do mnie o świtaniu
znajdziesz pieśni o kochaniu
swe warkocze znów rozplotę
i zamienię w słońca złote
Wtopię śniegi w ranne mgły
i zamienię gorzkie łzy
w krople rosy białej róży
więc nie pukaj do mnie dłużej
tylko zabierz moje serce
noś jak kwiatka w butonierce
by nie zwiędła czułość warg
nim się dla nas zamknie świat
Chodż ze mną pod rękę
Chodż ze mną pod rękę
do zimowej ciszy
pod śnieżnym puchem
rozbłyśnie ukołysaną nutą
delikatna pieśń naszej
miłości
Chodż ze mną pod rękę
do wiosennej radości
zapachnę dla ciebie
świeżością zielonych liści
zakwitnę róży gorącą
czerwienią
Kroplą rosy obmyję
twoje stopy
abyś mógł iść pod rękę
z marzeniem
do wspólnych dni
Jak wątły śnieg
Co mi dasz
w jasny świt
w zapłakany deszczem
dzień
Czy polnych maków
krwawy pęk
czy tylko chłodną
śniegu biel
Co mi dasz
w niebieską noc
czy srebro gwiazd
księżyca cień
i ciepło warg
namiętność ciał
czy tylko żal
A co mi dasz
gdy zniknie sen
gdzie można iść
przez śnieg i deszcz
by zmysłów szał
nie stopił się
jak wątły śnieg
I w porcie dusz
nie zamilkl śpiew
Powitam cię gwiazdo
Powitam cię gwiazdo
pastorałką kolędą
słoną łzą
blaskiem oczu
goryczą zamglonych
Powitam cię choinką
pachnącą leśnym wspomnieniem
żywiczną krwią płaczącą
echem dawnych radości
Powitam cię resztką snu
miłości smakiem
rozwianych z wiatrem nadziei
konających myśli
Powitam cię gwiazdo
kolorową bombką
z tańczącym aniołem
opiekunem złudnych marzeń
Powitam cię gwiazdo wigilijna
pocałunkiem śpiewnych warg
modlitwą znękanej duszy
i smutkiem wplecionym
w warkocz nocy
Chcę uwierzyć w anioły
Chcę uwierzyć w anioły
tak jak wierzę
w kolorowe motyle
Chcę zaufać miłości
nim zgaśnie jasny dzień
by konające tęsknoty
nie odrodziły się smutkiem
Chcę śpiewać z wiatrem
szybować z ptakiem
i położyć się cieniem
u stóp twego serca
Ukryte pieśni
Czemu chowasz czułość dłoni
we śwtaniu
i nie śpiewasz jasnych pieśni
o kochaniu
Mgłą zasnuwasz blask
moich warkoczy
i nie pragniesz mej pieszczoty
we dnie w nocy
Zwiędły róży słodkie krzewy
w twym ogrodzie
i motyle już zasnęły
w cichym chłodzie
Jesień kończy na tej ziemi
swoje gody
i odchodzi z mą miłością
za ogrody
Rajskie bramy mi zamknęli
aniołowie
i umarły me marzenia
w złotej glowie
Po cóż pragnąć
po co tęsknić o świtaniu
gdy ty skrywasz jasne pieśni
o kochaniu
Daj szansę miłości
Daj szansę naszej miłości
gdy słodka cisza
zbliża nas
do wspólnych nocy
Wyrwę cię z wnętrza
własnych myśli
Odnajdziesz nadzieję
w moich ramionach
wśród gwiazd
Odczytaj mnie nocą
Odczytaj mnie nocą
w sennych marzeniach
w swawolnych pieśniach
księżyca
Odczytaj mnie porankiem
nagością dnia okrytą
bezbronną wśród słońca
promieni
samotną w tańcu z motylem
Odczytaj mnie jesienią
pachnącą resztką lata
z więdnącą jarzębiną w dłoni
W kurhan wplecioną tęsknotą
z usypaną mogiłą
rozwianym warkoczem
w jesiennych mgłach
Czarne kormorany
Odleciały z jesienią
czarne kormorany
srebrzyste pióra
pogubiły w rannej mgle
Zatroskane nuty
zostawiły w sercu
Nie powitają chłodu
myśli
zimową senność oczu
i śniegu bieli
W poplątanych warkoczach
w zlodowaciałej duszy
zamarzły popioły
ludzkich gier
Nie usypiaj mej miłości
Nie usypiaj mej miłości
kochany
Chcę zostać obudzoną nutą
w promieniach słońca
i śpiewać z wiatrem
w gałęziach białych brzóz
Nie usypiaj mej miłości
kochany
Chcę znów kwitnąć różą
w czerwieni konających zórz
i wabić w ramiona księżyca
cienie nocy
Nie usypiaj mej miłości
kochany
Bo na zawsze zgasisz blask
mych oczu
Więc po co mi być
Zostaniesz na zawsze
w różanym ogrodzie
z moich snów
Rozwieje wiatr
niespełnione noce
Puste ramiona
nie obejmą wspomnień
nawet marzenia znikną
za mgłą
Więc po co mi być
wśród gwiazd
gdy nie ma blasku
księżyca
Po co mi dalej iść
gdy stopy kaleczy czas
u schyłku dnia
Nie rozwieje wiatr
Nie rozwieje wiatr
naszych snów
nie ostudzi czas
zmysłów żar
nie zamilknie pieśń
naszych dusz
i księżyca pieśń
nie zbudzi gwiazd
Nie odwróci noc
swoich ust
nie przeminie myśl
o wspólnym dniu
by nie umilkł śpiew
naszych serc
i nie rozwiał wiatr
marzenia blask
* * *
Rozwieje wiatr czułość warg
odpłyną ciche sny
mgła zasnuje spojrzenie
jasnych oczu
Krople smutku nakarmią
konające marzenia
u schyłku lata
Tęsknoty rozbłysną
jak cztery słońca
tęczowe motyle
radosnych poranków
zwiędną jak róże
pachnące naszą miłością
do końca nie poznaną
zaledwie skosztowaną
małym kęsem płynącą
w głąb znękanej duszy
Rozwieje wiatr czułość warg
dotyk twych dłoni
i zgaśnie nadziei płomień
Nie ścinaj róż
Nie ścinaj róż
w blasku słońca
hodowane
Pieszczone ciepłą dłonią
kąpane deszczem
srebrną mgłą spowite
Twoje róże
schowane przed dotykiem
motyli
samotne jak cień
mego uśmiechu
Czekają na pocałunek nocy
by ukryć wśród gwiazd
żar naszej miłości
Rozwiewa wiatr
Wiatr rozwiewa ciszę
rozpędzone myśli
rozszalałe namiętności
zostały w morzu
letnich barw
Pozmiatane szeptem nocy
gwiazdy zasnęły
w kąciku nieba
Zamglone oczy księżyca
wypatrzyły drogę
do miłości
Pójdziemy do świtu
mleczną drogą
w ramionach nocy
Gdy ciepły wiatr rozwieje
nasze sny
Ewa Korczyńska
Data dodania:
Komentarze
|