Lidia Kowalczyk (amandalea)      Info o Autorce

warkoczem myśli

a jeśli
jeśli spódnica miast dłoni
załasi kędzierzawe
wiatr psotnik
zafascynowany
upadnie pod stopy

czy zbulwersuje świadomość
lśnienia mlecznobiałej
bez udziału ust
języka
wygląda z muszli
ciekawie

a jeśli
jeśli trapez dekoltu
uchyli rąbka tajemnicy
gdzie jagody schowane
kołyszą się
deszcz figlarz
uwypukli
łakomą strugą

czy wzburzy myśli
pęcznienie gron
pieszczoty mokrej tkaniny
podniosą
by kusić
wzrok

a jeśli
jeśli przekroczymy
zaklęty dla innych krąg
by złamać siódmą pieczęć
i w posiadanie wziąć
bez zakłamania

gdy rozedrganie
na strzępy tabu drze
stapiając w jedno
i dźwięczy
w uszach śmiech

pójdziemy kasztanową aleją
poza granice
i grzech

16.07.2009r.



z przymrużeniem oka

nóżka czy skrzydełko
padam do nóżek
skrzydełko na później
sobie oskubię

toczy się dialog
wartko po roztopach
nim światło zgasło
było po ptokach

choć nóżki całkiem
niczego sobie
to nie jednakie
myśli były w głowie

16.07.2009r.



wielościanem wspomnień

wspinamy się gdzie zręby murów
drą nierozważne obłoki
a cienie dawnej świetności
rozszczepiają światło

załaszasz uśmiech
dnieje
ciepłem zaplecionych
bez obaw

metalowymi góra dół
w labiryncie pustych oczodołów
szelest krynolin szczęk zbroi
ginie w pogłosie

odnajdujemy zdziwieni
potwierdzenie w dotyku
nie kwiat paproci przynosi
obecność tuli prawdziwiej

08.2009r.



bezrozumne spojrzenie

trwa operacja na otwartym
choć przecież nie znam anatomii
skalpel wersów sunie ostrożnie
odsłaniam wnętrze

niby nic nadzwyczajnego
jak każdy
przedsionki zastawki komory
aorta

więc dlaczego
boli najmniejszy dotyk
a czasem
niewidzące
potrącenie w biegu

mówią uderzenie to jest to

przecież wszystko już było
Heloizy Abelardowie
inkwizycja Guerenica Nagasaki
przydrożny krzyż kurtyzany tirówki
łacina spod znaku

cyklicznie wraca mini midi maxi
owczy pęd ekstrawagancja
na pograniczu snobizmu

nie rozumiem ferowania
nikt nie wiąże drzew
w jedynie słusznej
gdy wiatr Światowidem

13.08.2009r.



dwa tygodnie

przejrzałe łany w południowym
mieniły się rubinem maków
szafirem bławatków
tu nie ma miejsca na bieg

jak kot w słonecznej plamie
syciliśmy oczy dłonie
zadowolony pomruk aparatu
i prośba uśmiechnij mnie
gdy wślizgiwała się powaga

czasem samotnie do najbliższych
gdzie pośród komnat szeptał wiatr
historię Anzelma i Anny
zamkowa studnia wyschła z rozpaczy
drżał miniony czas

a kiedy byłeś znowu tuż
chłód nie dosięgał ramionami

13.08.2009r.



uśmiech Giocondy

mówią szczęściara
a przecież z pierwszym krzykiem
bez cienia
szukała
mops o smutnych oczach
okruchów

dorosłość sypnęła pirytem
kielich goryczką podprawiony
ślepa
drobiny pleśnią w ustach

mówią szczęściara
a siedem chudych krów po trzykroć
odgradzało ścianą deszczowej pory
snem kusiły białe
i piach zdawał się miękkim
sirocco wygryzał oczy

a potem jeszcze cztery
gdy brak studni niósł ułudę
wciąż gasząc tlącą się iskrę
pękały szczeble
chmurom nie było końca
skazana

mówią szczęściara

15.08.2009r.



w uśpieniu

nawet po dwudziestu
trudno powracać
by nie obudzić

obojętność
nie jest moją mocną stroną

20.06.2009r.



mówisz

nie bierz do siebie
gdy stąpa wrogo cisza
jeszcze

będzie amfas
i powietrze

nicniechcenie

20.06.2009r.



ucieczka

zasięgałam języka
wśród obłoków
wspartych na szczytach
w gałęziach brzozy
gdy deszczem spłakana
tuliła samotność

nie ma mocnych
słyszałam szept w wirowaniu
raz dwa trzy raz dwa trzy
passe
zjesienniał kalendarz
w odcieniach sepii
nie dostrzeżesz siwych

bezskutecznie
uderzam kołatką słów
i nie wiem
sępy czy jaskółki krążą
zimny strumień obojętności
znów czytam Małego Księcia

25.06.2009r.



uchwycić

mówią to banalne w chmurach
a my z twardą pod stopami
przesiąkaliśmy bliskością
wilgocią nie mgły
choć niknęło schronisko i ludzie

parasolka rozbrzmiewała werblami
gdy bezpiecznie wtulona
smakowałam

lody z gorącymi owocami
przyprawione szczyptą bezwstydu
rozjaśniały mleczną drogą
westchnęły stare gonty
nad szaleństwem

chwili wciąż mało
i kiedy przeplatamy łagodnością
przemijanie mruży oczy w uśmiechu
rozczulone posplatanym snem

28.06.2009r.



bezsłonecznie

to nie powinno tak być
rozlane wody oddalają brzegi
uśmiech zapisany pod powieką
niemy film

pada
burzą się studzienki
ileż można pomieścić
niebieskich łez
bezpamięci

mówią że magnez pomaga
więc czekolada orzechy
kawa
(wyjątkowo gorzka)
ssie nadal

cisza
bywa taka męcząca
gdy dłoń nic przesypuje
bezmyślnie pląsa

28.06.2009r.



o jedną kroplę

analiza do wewnątrz
wpycha w cudze ubrania

toniemy
z rękawami na plecach

29.06.2009r.



choćby

piszę dla ciebie
wiem
czytasz zmęczonym popołudniem
jeden z nielicznych
wierny

szukasz śladów
wiatr przemieszał litery piasku
niczego nie kryje pustynia
prócz sennych miraży
w dłoniach splecionych sękato
przecieka czułość

mówisz warto choćby dla jednego
spójrz opada dywan piór
jak mrozem ścięty

piszę dla ciebie
może
znajdziesz kwiaty liście
by ułożyć
w niebukiet

30.06.2009r.



mgnienie

dłonie łakną
dotyku
w pogoni za jagodami

05.06.09r.



klepsydrzane

odmierzam od do
biegnąc pomiędzy godzinami
wysupłuję okruszki
by zagłuszyć głód

otulam się w słowa
zapisane dłonią we włosach
ciepłą troskliwością kiedy zimno nocy
szczękało obok

czasem drży śmiech
gdy wyznawcy mało
tworzymy ikebany niedosytu

05.06.2009r.



stagnacja

bywam męcząca jak czkawka
wciąż te same tematy
niedokończone
nużą

stanęłam semaforem
na pustej stacji
donikąd

wokół chaszcze słów
nieplewionych
wypalam
piętno nic
czasami boli

w malinowym chruśniaku
mistrz Leśmian buszuje
gdy opadam jesiennie
czekam
aż ukryjesz
w butonierce

05.06.2009r.



ograniczona

były już konie na biegunach
zaczarowanej cień dorożki
wariata czasem ktoś tam strugał
oryginalnością olśnił

w krzywym zwierciadle rzeczywistość
i tak z natury pokrzywiona
zapalną bywa iskrą
trudno jest takiej sprostać

a kiedy w księżycowy hamak
wsuwam się późną nocą
to one nic nie gasną
wśród chmur migocą

i chociaż wciąż próbuję
pójść dalej niż myśl sięga
to czuję tylko pustkę
totalny niesmak

06.06.2009r.



na przekór dewotom

lubię w pełnym świetle
patrzeć jak nikną kontury
i zanika w dali tętent

06.06.2009r.



Mały Książę i róża

niech tam będzie konkret
jakieś trzewia zgnilizna czy coś
obuchem przez potylicę
albo
chociaż szpilą pod żebro
niechaj jątrzy rozpadem


gdy rzucam za siebie
gryzący dym (cebula to pestka)
noc polarna i tundra
zbyt szybko przekwitająca
ptaki nie zdążą założyć gniazd

jestem okrągłymi ze strachu
czekaniem kolan zamiast
jestem mordercą aniołów
rozumiem bez rozdrapywania dlaczego
jestem samotnym krążkiem
wiem co znaczy ułuda przysięgi

nie chcę konkretów
za ścianą na chodniku w mrocznej bramie
w każdej sekundzie tysiące obuchów
śmietnik obietnic bez pokrycia
uciekam
czy różę można do butonierki

07.06.2009r.



szaroburą godziną

piszę do ciebie list
pachnący konwaliami
za oknem deszcz (choć to nie jesień)
wygrywa mazurki na wróblich skrzydłach
więc patrzę szaro a chciałabym
roztęczyć się w dłoniach
rozdźwięczyć z kamertonem
zapaść ciszą
i kiedy otulasz pierzynką ramion
rozgonić ustami marsa
odurzyć zapachem

konwalie tak słodko pachną
piszę list

07.06.2009r.



natłok

jestem tak niekonkretna
nielogiczna nie-na-dzisiaj
i na jutro też nie

codziennie zaciskam
kopiec Kościuszki i z powrotem
poczucie obowiązku to jest to
a jeszcze z tego utrzymanie

przy okazji jakieś syzyfowe kamienie
ruchome piaski aleją tornad
słowa których nie rozumiem
ludzie

wojenko wojenko cóżeś ty za pani
że za tobą idą że za tobą idą

jak jeden mąż panowie i panie
nawet w cyrku zdarza się nóż
w centrum

mówią wypadek przy pracy
badają za i przeciw
zemdlał z bólu czy przed
paragraf i dobra papuga
osiągną cel

nieważne jaki konkretnie
reportaż z miejsca
zdradzała czy raczej on
motele podróże samotność
dwudziesty pierwszy wiek

niepoważnie chciałam spytać
akacji
kocha lubi szanuje
kradnie chwile
jest ojcem matką

niekonkretna nielogiczna
nie-na-dzisiaj
pod poduszką upycham
uśmiech

09.06.2009r.



z wiatrem

szept wyznania skraca odległość
czuję ciepło
suniesz wzdłuż kręgów
wilgotną smużką
wciąż niżej
niżej

liczysz palce u stóp
jeden po drugim
ostrożnie
zaklętymi kręgami wokół
by ruszyć
zakosami
czekam

pachnie latem macierzanką
i jak wtedy
błądzimy ślepymi dłońmi
w poszukiwaniu śladów
drżą wskazówki

09.06.2009r.



pomimo

nigdy nie miałam pleców
garną się do szczebiotów
z błyszczącym uśmiechem
rzeką słów
z sensem czy bez
zagadają niepokój
lecą pszczoły do uli

nie lubię tłumów
orbitując obrzeżami
słucham w milczeniu
z otwartymi oczyma
jak studnia bez dna
wody
z której uciekło echo

nigdy nie miałam skrzydeł
nawet tych od stróża
gęsia skórka nie wypuści piór
uśmiechasz mnie
z niedowierzaniem
od tamtego lata
więc
jestem

10.06.2009r.



o krok od

ślepo tniemy do granic
bo tajemnica
ma rzucać do nóg

cienka linia
donikąd

15.06.2009r.



anomalie

rosną gdy bierzesz w ramiona
śpi wczoraj
dzisiaj przed chwilą
jestem w błękicie
wpatrzona w pojaśniałą pomimo

nie bolą kolana
barki
na dnie chusta Weroniki
tańczymy łagodnie
dzikim owsem

gdy jesteś
samosiejki uśmiechu puszczają pędy
ciężka codziennością szala
lewituje wbrew logice

a kiedy znikasz w paszczy horyzontu
gubię rozsypane promienie
skraplają się dotknięcia
cierniowo

16/17.06.2009r.



laterna magica

nie wiedziałam
przecież pojechaliśmy ratować
(chociaż nikt nie wrócił przez morze)
jodem wypełnialiśmy płuca

powinnam widzieć
po nocnych dysputach zamiast
rozmiarze XL
braku upierzenia
i niechęci do poddaństwa

podziału dokonaliśmy wcześniej
beznamiętnie
pilnowałeś równych rządków
moje twoje
do negocjacji

nie czekałam
a kiedy byłam jednym i drugim
kopałeś krecie korytarze
bez zobowiązań
wijąc następne

istniejesz kilometry stąd
zarosła pamięć
wykiełkowały samosiejki
a z dłoni
znów wyfrunęły skowronki

18.06.2009r.



hiperestezja

nie doszukuj się znaczeń
gdzie ich nie ma
nie wyczytuj między wersami
spójrz płynie rzeka
z czasem
połyskiem mami

masz niebo pod stopami
pełne marzeń
czeka
by ognie zapalić
gdzie ich nie ma
właśnie

19.06.2009r.



nikt

nie czytam nie piszę
nie widzę nie słyszę
a nawet jeśli

jeśli bezwiednie
nie myślą nie słowem
a uczynkiem
widok pleców
każe pełzać

pełzać w poczuciu
przecież zawsze
od opuszczenia wód
przyczyna jak kij
odnajdzie by uderzyć

uderzyć tornadem
gorączką
a po niej pustka
i zgliszcza
bez miejsca

miejsca zrozumienia
nie znajdziesz
nie rośnie na drzewach
ani jagodowych krzaczkach
zasadzam się w odległych
by przetrwać

20.06.2009r.



Lidia Kowalczyk (amandalea)



Data dodania:
Komentarze