|
warkoczem myśli
a jeśli
jeśli spódnica miast dłoni
załasi kędzierzawe
wiatr psotnik
zafascynowany
upadnie pod stopy
czy zbulwersuje świadomość
lśnienia mlecznobiałej
bez udziału ust
języka
wygląda z muszli
ciekawie
a jeśli
jeśli trapez dekoltu
uchyli rąbka tajemnicy
gdzie jagody schowane
kołyszą się
deszcz figlarz
uwypukli
łakomą strugą
czy wzburzy myśli
pęcznienie gron
pieszczoty mokrej tkaniny
podniosą
by kusić
wzrok
a jeśli
jeśli przekroczymy
zaklęty dla innych krąg
by złamać siódmą pieczęć
i w posiadanie wziąć
bez zakłamania
gdy rozedrganie
na strzępy tabu drze
stapiając w jedno
i dźwięczy
w uszach śmiech
pójdziemy kasztanową aleją
poza granice
i grzech
16.07.2009r.
z przymrużeniem oka
nóżka czy skrzydełko
padam do nóżek
skrzydełko na później
sobie oskubię
toczy się dialog
wartko po roztopach
nim światło zgasło
było po ptokach
choć nóżki całkiem
niczego sobie
to nie jednakie
myśli były w głowie
16.07.2009r.
wielościanem wspomnień
wspinamy się gdzie zręby murów
drą nierozważne obłoki
a cienie dawnej świetności
rozszczepiają światło
załaszasz uśmiech
dnieje
ciepłem zaplecionych
bez obaw
metalowymi góra dół
w labiryncie pustych oczodołów
szelest krynolin szczęk zbroi
ginie w pogłosie
odnajdujemy zdziwieni
potwierdzenie w dotyku
nie kwiat paproci przynosi
obecność tuli prawdziwiej
08.2009r.
bezrozumne spojrzenie
trwa operacja na otwartym
choć przecież nie znam anatomii
skalpel wersów sunie ostrożnie
odsłaniam wnętrze
niby nic nadzwyczajnego
jak każdy
przedsionki zastawki komory
aorta
więc dlaczego
boli najmniejszy dotyk
a czasem
niewidzące
potrącenie w biegu
mówią uderzenie to jest to
przecież wszystko już było
Heloizy Abelardowie
inkwizycja Guerenica Nagasaki
przydrożny krzyż kurtyzany tirówki
łacina spod znaku
cyklicznie wraca mini midi maxi
owczy pęd ekstrawagancja
na pograniczu snobizmu
nie rozumiem ferowania
nikt nie wiąże drzew
w jedynie słusznej
gdy wiatr Światowidem
13.08.2009r.
dwa tygodnie
przejrzałe łany w południowym
mieniły się rubinem maków
szafirem bławatków
tu nie ma miejsca na bieg
jak kot w słonecznej plamie
syciliśmy oczy dłonie
zadowolony pomruk aparatu
i prośba uśmiechnij mnie
gdy wślizgiwała się powaga
czasem samotnie do najbliższych
gdzie pośród komnat szeptał wiatr
historię Anzelma i Anny
zamkowa studnia wyschła z rozpaczy
drżał miniony czas
a kiedy byłeś znowu tuż
chłód nie dosięgał ramionami
13.08.2009r.
uśmiech Giocondy
mówią szczęściara
a przecież z pierwszym krzykiem
bez cienia
szukała
mops o smutnych oczach
okruchów
dorosłość sypnęła pirytem
kielich goryczką podprawiony
ślepa
drobiny pleśnią w ustach
mówią szczęściara
a siedem chudych krów po trzykroć
odgradzało ścianą deszczowej pory
snem kusiły białe
i piach zdawał się miękkim
sirocco wygryzał oczy
a potem jeszcze cztery
gdy brak studni niósł ułudę
wciąż gasząc tlącą się iskrę
pękały szczeble
chmurom nie było końca
skazana
mówią szczęściara
15.08.2009r.
w uśpieniu
nawet po dwudziestu
trudno powracać
by nie obudzić
obojętność
nie jest moją mocną stroną
20.06.2009r.
mówisz
nie bierz do siebie
gdy stąpa wrogo cisza
jeszcze
będzie amfas
i powietrze
nicniechcenie
20.06.2009r.
ucieczka
zasięgałam języka
wśród obłoków
wspartych na szczytach
w gałęziach brzozy
gdy deszczem spłakana
tuliła samotność
nie ma mocnych
słyszałam szept w wirowaniu
raz dwa trzy raz dwa trzy
passe
zjesienniał kalendarz
w odcieniach sepii
nie dostrzeżesz siwych
bezskutecznie
uderzam kołatką słów
i nie wiem
sępy czy jaskółki krążą
zimny strumień obojętności
znów czytam Małego Księcia
25.06.2009r.
uchwycić
mówią to banalne w chmurach
a my z twardą pod stopami
przesiąkaliśmy bliskością
wilgocią nie mgły
choć niknęło schronisko i ludzie
parasolka rozbrzmiewała werblami
gdy bezpiecznie wtulona
smakowałam
lody z gorącymi owocami
przyprawione szczyptą bezwstydu
rozjaśniały mleczną drogą
westchnęły stare gonty
nad szaleństwem
chwili wciąż mało
i kiedy przeplatamy łagodnością
przemijanie mruży oczy w uśmiechu
rozczulone posplatanym snem
28.06.2009r.
bezsłonecznie
to nie powinno tak być
rozlane wody oddalają brzegi
uśmiech zapisany pod powieką
niemy film
pada
burzą się studzienki
ileż można pomieścić
niebieskich łez
bezpamięci
mówią że magnez pomaga
więc czekolada orzechy
kawa
(wyjątkowo gorzka)
ssie nadal
cisza
bywa taka męcząca
gdy dłoń nic przesypuje
bezmyślnie pląsa
28.06.2009r.
o jedną kroplę
analiza do wewnątrz
wpycha w cudze ubrania
toniemy
z rękawami na plecach
29.06.2009r.
choćby
piszę dla ciebie
wiem
czytasz zmęczonym popołudniem
jeden z nielicznych
wierny
szukasz śladów
wiatr przemieszał litery piasku
niczego nie kryje pustynia
prócz sennych miraży
w dłoniach splecionych sękato
przecieka czułość
mówisz warto choćby dla jednego
spójrz opada dywan piór
jak mrozem ścięty
piszę dla ciebie
może
znajdziesz kwiaty liście
by ułożyć
w niebukiet
30.06.2009r.
mgnienie
dłonie łakną
dotyku
w pogoni za jagodami
05.06.09r.
klepsydrzane
odmierzam od do
biegnąc pomiędzy godzinami
wysupłuję okruszki
by zagłuszyć głód
otulam się w słowa
zapisane dłonią we włosach
ciepłą troskliwością kiedy zimno nocy
szczękało obok
czasem drży śmiech
gdy wyznawcy mało
tworzymy ikebany niedosytu
05.06.2009r.
stagnacja
bywam męcząca jak czkawka
wciąż te same tematy
niedokończone
nużą
stanęłam semaforem
na pustej stacji
donikąd
wokół chaszcze słów
nieplewionych
wypalam
piętno nic
czasami boli
w malinowym chruśniaku
mistrz Leśmian buszuje
gdy opadam jesiennie
czekam
aż ukryjesz
w butonierce
05.06.2009r.
ograniczona
były już konie na biegunach
zaczarowanej cień dorożki
wariata czasem ktoś tam strugał
oryginalnością olśnił
w krzywym zwierciadle rzeczywistość
i tak z natury pokrzywiona
zapalną bywa iskrą
trudno jest takiej sprostać
a kiedy w księżycowy hamak
wsuwam się późną nocą
to one nic nie gasną
wśród chmur migocą
i chociaż wciąż próbuję
pójść dalej niż myśl sięga
to czuję tylko pustkę
totalny niesmak
06.06.2009r.
na przekór dewotom
lubię w pełnym świetle
patrzeć jak nikną kontury
i zanika w dali tętent
06.06.2009r.
Mały Książę i róża
niech tam będzie konkret
jakieś trzewia zgnilizna czy coś
obuchem przez potylicę
albo
chociaż szpilą pod żebro
niechaj jątrzy rozpadem
gdy rzucam za siebie
gryzący dym (cebula to pestka)
noc polarna i tundra
zbyt szybko przekwitająca
ptaki nie zdążą założyć gniazd
jestem okrągłymi ze strachu
czekaniem kolan zamiast
jestem mordercą aniołów
rozumiem bez rozdrapywania dlaczego
jestem samotnym krążkiem
wiem co znaczy ułuda przysięgi
nie chcę konkretów
za ścianą na chodniku w mrocznej bramie
w każdej sekundzie tysiące obuchów
śmietnik obietnic bez pokrycia
uciekam
czy różę można do butonierki
07.06.2009r.
szaroburą godziną
piszę do ciebie list
pachnący konwaliami
za oknem deszcz (choć to nie jesień)
wygrywa mazurki na wróblich skrzydłach
więc patrzę szaro a chciałabym
roztęczyć się w dłoniach
rozdźwięczyć z kamertonem
zapaść ciszą
i kiedy otulasz pierzynką ramion
rozgonić ustami marsa
odurzyć zapachem
konwalie tak słodko pachną
piszę list
07.06.2009r.
natłok
jestem tak niekonkretna
nielogiczna nie-na-dzisiaj
i na jutro też nie
codziennie zaciskam
kopiec Kościuszki i z powrotem
poczucie obowiązku to jest to
a jeszcze z tego utrzymanie
przy okazji jakieś syzyfowe kamienie
ruchome piaski aleją tornad
słowa których nie rozumiem
ludzie
wojenko wojenko cóżeś ty za pani
że za tobą idą że za tobą idą
jak jeden mąż panowie i panie
nawet w cyrku zdarza się nóż
w centrum
mówią wypadek przy pracy
badają za i przeciw
zemdlał z bólu czy przed
paragraf i dobra papuga
osiągną cel
nieważne jaki konkretnie
reportaż z miejsca
zdradzała czy raczej on
motele podróże samotność
dwudziesty pierwszy wiek
niepoważnie chciałam spytać
akacji
kocha lubi szanuje
kradnie chwile
jest ojcem matką
niekonkretna nielogiczna
nie-na-dzisiaj
pod poduszką upycham
uśmiech
09.06.2009r.
z wiatrem
szept wyznania skraca odległość
czuję ciepło
suniesz wzdłuż kręgów
wilgotną smużką
wciąż niżej
niżej
liczysz palce u stóp
jeden po drugim
ostrożnie
zaklętymi kręgami wokół
by ruszyć
zakosami
czekam
pachnie latem macierzanką
i jak wtedy
błądzimy ślepymi dłońmi
w poszukiwaniu śladów
drżą wskazówki
09.06.2009r.
pomimo
nigdy nie miałam pleców
garną się do szczebiotów
z błyszczącym uśmiechem
rzeką słów
z sensem czy bez
zagadają niepokój
lecą pszczoły do uli
nie lubię tłumów
orbitując obrzeżami
słucham w milczeniu
z otwartymi oczyma
jak studnia bez dna
wody
z której uciekło echo
nigdy nie miałam skrzydeł
nawet tych od stróża
gęsia skórka nie wypuści piór
uśmiechasz mnie
z niedowierzaniem
od tamtego lata
więc
jestem
10.06.2009r.
o krok od
ślepo tniemy do granic
bo tajemnica
ma rzucać do nóg
cienka linia
donikąd
15.06.2009r.
anomalie
rosną gdy bierzesz w ramiona
śpi wczoraj
dzisiaj przed chwilą
jestem w błękicie
wpatrzona w pojaśniałą pomimo
nie bolą kolana
barki
na dnie chusta Weroniki
tańczymy łagodnie
dzikim owsem
gdy jesteś
samosiejki uśmiechu puszczają pędy
ciężka codziennością szala
lewituje wbrew logice
a kiedy znikasz w paszczy horyzontu
gubię rozsypane promienie
skraplają się dotknięcia
cierniowo
16/17.06.2009r.
laterna magica
nie wiedziałam
przecież pojechaliśmy ratować
(chociaż nikt nie wrócił przez morze)
jodem wypełnialiśmy płuca
powinnam widzieć
po nocnych dysputach zamiast
rozmiarze XL
braku upierzenia
i niechęci do poddaństwa
podziału dokonaliśmy wcześniej
beznamiętnie
pilnowałeś równych rządków
moje twoje
do negocjacji
nie czekałam
a kiedy byłam jednym i drugim
kopałeś krecie korytarze
bez zobowiązań
wijąc następne
istniejesz kilometry stąd
zarosła pamięć
wykiełkowały samosiejki
a z dłoni
znów wyfrunęły skowronki
18.06.2009r.
hiperestezja
nie doszukuj się znaczeń
gdzie ich nie ma
nie wyczytuj między wersami
spójrz płynie rzeka
z czasem
połyskiem mami
masz niebo pod stopami
pełne marzeń
czeka
by ognie zapalić
gdzie ich nie ma
właśnie
19.06.2009r.
nikt
nie czytam nie piszę
nie widzę nie słyszę
a nawet jeśli
jeśli bezwiednie
nie myślą nie słowem
a uczynkiem
widok pleców
każe pełzać
pełzać w poczuciu
przecież zawsze
od opuszczenia wód
przyczyna jak kij
odnajdzie by uderzyć
uderzyć tornadem
gorączką
a po niej pustka
i zgliszcza
bez miejsca
miejsca zrozumienia
nie znajdziesz
nie rośnie na drzewach
ani jagodowych krzaczkach
zasadzam się w odległych
by przetrwać
20.06.2009r.
Lidia Kowalczyk (amandalea)
Data dodania:
Komentarze
|