|
Calineczka
Słowa mają moc wsiąkania w twoją skórę
głęboko do serca żołądka jelita
mała odtwórczyni roli calineczki
w karykaturze świata
Na przegubach pełnych granatowych żył
zasklepione kwadranse oczekiwań
strach przed pająkiem i polnym kretem
pisano o tobie książki żelazna wróżko
pani bez nazwiska - tak na nią wołano
roznosicielka żałobnych bukietów
i choroby wenerycznej
przygarbiona kobieta z ulicy
żebrząca o grosz na wódkę
następny rozdział otworzył się jak jej łono
chwila powagi przeszyła powietrze
nierówny oddech uciekł bez biletu
odliczając kroki
Dziewczyna z blokowiska
Jesteś taka niekobieca Natalio
ona bawi się warkoczykiem
zjadając własne usta
chwilę potem sięga ręką w geście pożegnania
jakby wyciągając pistolet
Jest południe i Natalia zbiega ze schodów
spływa językiem do gardła
zbiera gorący śliski oddech
dzieli jak chleb zostawia na później
Dziewczyna typowa jak nasionko stokrotki
pije tanie wina co nikogo już nie dziwi
ściska garść haszu jak parę złotych
na co dzień wykrzykuje CHWDP
i wyskakuje z łańcuchem na łysych
w podartych trampkach chce zmieniać świat
ukrywa rzęsy pod grubą warstwą dni
wieczorami zbiera z chodnika ludzki strach
czasami ma zawroty
Natalia z ósmego piętra z wielkimi oczami
już się nie boi
Nieistotne zachowania
Twórcy skrajnego behawioryzmu
Wcale mi nie do śmiechu panie Skinner
w komórce zatrzaśniętej na supeł
między pompą a odkurzaczem
jestem dziewczynką ze szczurem w kieszeni
wynikam ze skórki pomarańczy
w wysokim wazonie kwitnie niedojrzałość
za drzwiami pańskiego gabinetu
ludzie wymiotują rewolucją
Pan mówi.
istnienie wynika kwaśnym deszczem
a ja tracę kroplę przy każdym ziewnięciu
skąd domysły na bieg świata
prąd kultury baraków
świat rozchodzi się milionem neuronów
pan może być skutkiem śmiertelnym
dociekań o przyczynę
W nocne przebiśniegi
może jest za ciemno
za cicho by mówić
szelestem słów
wpadających do ciepłej pościeli
nieuważne echo odbija się
od miodowych pośladków
wsiąkamy we włosy
jutro zobaczysz mnie
u drzwi
wybiegniemy na ulicę
w pierwsze przebiśniegi
zatańczymy noc
a potem
w kamiennej uliczce
podaruję ci wiatr i śliskość deszczu
zaproszą nas zimne schody starej kamienicy
uparte szepty rozpłyną się w dłoniach
gdy będziemy obok na odległość potu
zaśniemy na obdartej ławce
wypatrując rzęs
oddychając rytmem nocnych kotów
Światło u Jakuba
U ciebie Jakubie światło świeci całą noc
jakbyś wciąż zapominał zasnąć
jak boży palec woła w ciemnej ulicy miasta
wszystkich bezdomnych, włóczęgów i ćmy
nawet młodzi na gigancie
przychodzą po kromkę tego światła
Zastanawiam się Jakubie nad sensem
twojego bycia
na marginesie chodnika
na bruku zapomnianych historii
w marmurowych oczach coś gaśnie
Za każdym razem gdy siadasz obok mnie
w tramwaju czy na dworcowej ławce
grzebiesz w śmietniku pokazujesz odciętą dłoń -
przygasasz jak łepek wilgotnej zapałki
Chociaż w twoich oknach jasno całą noc
jak we włosach Anny
zagubionej między łokciami
w rękach innych rodziców
Pewnie sprzedaje teraz zwiędłe konwalie
w dusznych korytarzach przeludnionych ulic
pomarszczona w oczekiwaniu na dom
Sąd o-stateczny
Adam składa się z jabłka i banana
Ewa z dwóch jabłek i żebra
Reszta to skórki
Niech Bóg ich za to oskarży
Adam zacznie pić wodę kolońską
i wiśniowe nalewki
a jego wnętrze popłynie w klozecie
Ewa wycycka swe jabłka
będzie pożywką Adama
Potem Bóg się z nimi rozliczy
za zgubione obole
Adam i Ewa złapią się za żebra
rozerwą w pół jakby nie byli ciałem
rozdartymi językami
wystękają: "Bóg umarł"
Sufit sczernieje kiedy staną (się) nocą
gwiazdy rozpłyną się w szare latarnie
lecz by doszło do świtowania
potrzeba jeszcze drażnić ziemskie gardło
stosunkowo niedługo
bo zaledwie kilka spóźnionych pociągów
Po latach będą zrywać z rzęs motyle
powiędną i pogasną
jak puste od wieków niebo
|