|
ULICE ANIOŁÓW - TOM 01: ULICE ANIOŁÓW
* * *
Rzuceni na świat
Dzieci niczyje
Kuszeni losem
Nie powinniśmy zaznać cierpienia
W ogrodach miłości
Wśród ulicznej szarości
Kryje się zwątpienie
Obdarci ze złudzeń
Okradani z marzeń
Zaślepieni
Nie powinniśmy uciekać w osamotnienie
Wiją się słowa
Ewoluują emocje
Zamrożone serca topnieją
W unoszących się modlitwach
Spójrz jak rzeczy piękne
Są złudne
Spójrz jak rzeczy brudne
Bywają zgubne
Czy jest nadzieja w nas?
Czy jest nadzieja w nas?
jaką mamy szansę?
Widząc przelatującego anioła
Wołasz moje imię
Wybacz, lecz nie jestem tym
Na którego czekasz
* * *
Niewątpliwie
Zaczajona
Przywykłaś do łatwego życia
Nastawiona by brać
Zgarniająca wszystko co napotkasz na drodze
Pędzisz przez życie jak pocisk
Nie liczą się ofiary
Złożone na ołtarzu Twojej satysfakcji
Rozpędzona by krzywdzić
Nie znasz umiaru w swym wyrachowaniu
Twoje oczy
Mówią wszystko o Tobie
Jedynie głupiec nie słyszy słów
Które gdzieś zostały wypowiedziane
Ten świat
Chełpi takie jak Ty
Zanim ktoś
Wymierzy Ci karę
Nie masz wstydu
W tym co robisz
Nie masz strachu
Przed tym co napotkasz
Kiedyś sparzysz się
Spłoniesz
* * *
Hipnotyzuje mnie myśl przemijania
Ziemia się upomina
Niebo mnie pożąda
Jestem opętany
Jestem okradany
Z celowości życia
Jeśli chcesz być moim celem
Przyjdź do mnie
Jeśli chcesz mnie napełnić
Wtul się we mnie
Ciężko iść przed siebie
Gdy w mglisty poranek
Znów zegar ciężko oddycha
I nikt nie czeka
Nikt nie potrzebuje
Nie ma już miejsca
Dla takich jak my
Pocisz się i dyszysz
Boisz się, że znów ktoś do drzwi zapuka
Oni kiedyś przyjdą
By Cię skrzywdzić
Społeczeństwo kieruje Twym losem
Nie ważne kim jesteś i ile chcesz
Ktoś wyznacza nam miejsce
Nie jesteś gorszy
Jedynie w gorszej stoisz sytuacji
Nie jesteś jedynym
Któremu nie pozwolono sie dźwignąć
* * *
Świat miłosnej symulacji
Świat uczuć internpretacji
Skończony
W powierzchowności dnia
Zatopiony
Niemym krzykiem dnia
Budzącego się, promieniejącego
Ciepłem słońca pobudzonego
Powstałem
Odlatującego anioła ujrzałem
Wspominając tamtą miłość zadrżałem
Kim jest anioł?
Posąg o twarzy kamiennej?
Uniesiony
Wywyższony
Uświęcony
Kłamstwem o twarzy dziecięcej?
O oczach głębokich
Skrzydłach szerokich
Czy to jest miłość
Czy objawienie
Może tylko złudzenie?
Dni tamtych gorycz
Pragnień niespełnionych słodycz
Tak bardzo kochać chciałem
Kochać nigdy nie umiałem
Wystraszony, przepłoszony
Gorącem i chłodem podkromiony
Sam znów zostałem
Nie zapomniałem...
ULICE ANIOŁÓW - TOM 02: ZAUŁKI MIŁOŚCI
* * *
Przełamujesz mrok w mojej duszy
Wsysasz mnie wraz z pocałunkami
Czuję się pożądany
Czuję się wchłaniany
W Twoją miłosną grę
Chłód
Za oknem świat tonie w deszczu
Chłód
Wiatr wieje złudnie
Jesień zbliża sie nieubłaganie
W ponurych myślach
Doszukuje sie pułapki
* * *
Na ołtarzu wyuzdania
W Twoim gorącym oddechu
Kształtujesz mnie jak chcesz
Jestem zniszczony
Jedyne co zawiodło
To życie
Egzystuje wedle Twojej woli
Niewolnik upodlenia
Wybraniec grzeszenia
Skazaniec
Na ołtarzu wyuzdania
W bólu powikłany
Twym oddechem podsysany
Cierpię
* * *
Wpatrując się w Ciebie
Widzę swoją zgubę
Ból który nadejdzie
Czasami uczucie jest tak wzniosłe
Że dosięga nieba
Zahipnotyzowany
Zaczarowany
Jestem na szczycie
A wszystko to
Jest tak banalne
Tak niebiańskie
Wpatrując się w Ciebie
Widzę swoją zgubę
Ból który nadejdzie
Sam sobie nie pomogę
Nie zatrzymam upadku gdy sie potknę
Kiedy odsuwasz ramię
Nie mam czego sie złapać
Ulatuję i tracę
Cały świat w jednym pocałunku
By kupić Twoją miłość
Zaprzedaję się coraz bardziej
Wpatrując się w Ciebie
Widzę swoją zgubę
Ból który nadejdzie
* * *
Twoje niebo
Schodzi na moją ziemię
Otula mnie i koji
Leczy i ubezwładnia
I zatracam się
Dla Ciebie
Wtapiam się w noc
Twoją noc
Dla Ciebie
Lśnisz dla mnie
I uświęcasz mą drogę
Na swoim niebie
Egzystujesz dla mnie
I zatracam się
Dla Ciebie
Wtapiam się w noc
Twoją noc
Wszech ogarniającą ciemność
ULICE ANIOŁÓW - TOM 03: CIENIE
* * *
Anioły wzbiły się wysoko
Machina czasu upada
Nikt nie odmierza
Nikt nie daruje
Więc jeśli odpokutuje
Wrócisz by napełnić moją pustkę?
Chce odejść godnie
Z twarzą pogodną
Niewzruszony, zadowolony
Zapomnieć o sobie samym
Myśli wzbiły się wysoko
I jestem ponad to
To co miałem
Dokąd zmierzałem
Więc jeśli odejdę
Mam nadzieję że szybko o mnie zapomnisz
Chcę odejść godnie
Z twarzą pogodną
Niewzruszony, zadowolony
Zapomnieć o sobie samym
Może kiedyś
Było by inaczej
Któregoś dnia, którejś nocy
Było by nam to pisane
Może
To bedzie całkiem łatwe
* * *
W moim chorym świecie
W moim toksycznym umyśle
Jedynie ból egzystuje
Tyle prób
Spalone mosty
Wiatr rozwiał popioły
Znów podniosłem głowę (na chwilę)
Znów wymusiłem uśmiech (na chwilę)
Znów zabiło mocniej serce (na chwilę)
W moim chorym świecie
W moim toksycznym umyśle
Niszczę sam siebie
Ścieżka Twojej wędrówki
Zawiodła Cię w me ręce
Ścieżka moich myśli
Uznała szczęście za dar diabła
Znów podniosłem głowę (na chwilę)
Znów wymusiłem uśmiech (na chwilę)
Znów zabiło mocniej serce (na chwilę)
* * *
Utracony czas
Tak wiele lat uciekło
Tak wiele ciężkiej pracy upadło
Pracując na autostradzie
Buduję kolejną z dróg
Marzeniami asfalt wykładam
Kierunkowskazy emocji stawiam
Pracując na autostradzie snów
* * *
Coś okaleczyło serce
Obezwładniło umysł
Ciało się rozchorowało
I nikt tu nie jest bez winy
Mogę pić kolejne dnie i noce
Mogę motać się od świtu aż po świt
Lecz jeśli zamęczę duszę
Nawet jeśli otumanię myśli
Czy bedę zdrowszy
Choć na kilka chwil
Będę sobą?
Jestem jak dynamit
Wystarczy mała iskra
Bym eksplodował złością
Coś okaleczyło serce
Obezwładniło umysł
Ciało się rozchorowało
I nikt tu nie jest bez winy
ULICE ANIOŁÓW - TOM 04: DEMONY REALNOŚCI
* * *
Pokochaj swoją samotność
Gdy za zakrętem rzeki
Umierają sny
Gdy za ostatnim wzgórzem
Nie czeka nikt
A czas ucieka...
Cała drżysz
Gdy mrok ulic chłodzi Twe serce
Cała drżysz
Gdy nicość wydziera Ci nadzieję
Mistyka chwili
Fascynacja dotyku
Tęsknota
Obezwładnia myśli
W bieli i czerni
Smakujesz szarości
Pustych dni
Pustych nocy
A w pustych snach
Nie przychodzi nikt
I żaden świt nie zawita
By przepędzić demony
* * *
Człowiek święty
Ulubieniec nieba
Porzucony
Jeśli jest w tym wyższy cel
Jeśli pokuta ma głębszy sens
Dlaczego nikt nie postrzega potępienia
Jako boski znak
Jako rajski przedsmak...
Człowiek święty
Ulubieniec nieba
Porzucony
* * *
Religia którą wyznajesz
Skąd wiesz że jest słuszna
Miłość którą czujesz
Skąd wiesz że dobrze lokujesz uczucia
Tak wiele mądrości w Tobie
Tak wiele przekory
Tak wiele myśli złudnych
Prawd okrutnych
Egzystujesz w zawieszeniu
Światła i ciemności
Czy w swej mądrości
Zawrócisz mnie gdy zbłądzę?
Wytrwasz jeśli się pogrążę?
* * *
Trzydzieści lat
Szczodrości losu
Droga pełna zawiłości
Trzydzieści lat
Walki i poddaństwa
Jestem wyobcowany...
Trzydzieści lat
Drogi zawiłość
Nieoczekiwana zdradliwość
I decyzje słuszne
I oskarżenia próżne...
Nie przeceniaj swoich możliwości
Wiele widziałem już podłości
Więc nie mów mi że mnie kochasz
Jeśli przychodzisz by mnie zniszczyć
Spójrz ile słów, ile trudu
Ile złudzeń, upadków i wzlotów
Spójrz ilu ludzi było obok
Ile myśli się narodziło
Ile planów nie wypaliło
I wcale mnie to nie dziwi...
Trzydzieści lat wystarczyło
By stracić przychylność nieba
Trzydzieści lat wystarczyło
By stracić ostatniego przyjaciela
ULICE ANIOŁÓW - TOM 05: WIARA I ODRZUCENIE
* * *
Wprowadzamy w ożywienie
Ludzkie sumienie
Z samego serca nieba...
Z samego serca nieba...
W imię objawienia
Infekujemy myśli pragnieniami
Przepowiedniami o ukojeniu
O zbawieniu
W miłości bez pułapek
W miłości bez ułomności
Z samego serca nieba...
Z samego serca nieba...
W imię objawienia
Spoglądaj w niebo czasami...
Spoglądaj w niebo szeroko otwartymi oczami...
* * *
Jedynie opatrzność niebios sprawia
Że jest tu miejsce dla takich jak my
Czy mamy się przez to modlić
Czy mamy się dalej płaszczyć
Skoro i tak wszystko już mamy...
Wyrzucamy sentymenty przez okno
Niech ktoś inny przejmie ciężar
Niech ktoś oczyści nas z win
Niech ktoś inny odpokutuje
Za nasze chore pragnienia i sny
Czy mamy się przez to modlić
Czy mamy się dalej płaszczyć
Skoro możemy lekko żyć...
* * *
Srebnoskrzydłe anioły o twarzach niewinnych
I sercach czystych nie powinny zaznać cierpienia
Wartości kruche i ulotne
Tak łatwo je zatracić
Nie powinniśmy zbaczać z drogi
Nie dodajesz mi otuchy
Opowiadając o swoim życiu
Lecz lubię gdy mnie okłamujesz
Chociaż tyle możesz dla mnie zrobić
Balansuje, motam się potwornie
Między tym co chcę, a na co zdobyć się nie mogę
Składam obietnice, następnie je łamię
Oddaje Ci swe uczucia
Po to by się pożegnać
Srebnoskrzydłe anioły o twarzach niewinnych
I sercach czystych nie powinny zaznać cierpienia
Wartości kruche i ulotne
Tak łatwo je zatracić
Nie powinniśmy zbaczać z drogi
* * *
Boski plan
Spisany w księdze
Nijak zgrywa się z rzeczywistością
Materializm, seksualność
Przeraża mnie ta trywialność
Nie ma miejsca na głębokość myśli
Nie ma miejsca na wicie wizji
Niczym cień żyje na marginesie życia
Walcząc z okolicznościami
Własnymi nastrojami
I nie ma nic co karmiło by duszę
|