Aleksandra Ziembicka (Milou)      Info o Autorce

Gniew błekitu

Piękny oceanie, dlaczego się tak burzysz?
Co cię skłoniło, by zaatakować ląd?
Wypuszczasz swe niebezpieczne fale i zabijasz ludzi.
Aż tak ich nienawidzisz?
Nie oszczędzasz nikogo.
Pewnie chcesz ukarać ich za to,
Że starają się odkryć twe tajemnice
I że pływają beztrosko po twoim grzbiecie.
To aż tak cię zranili?
To nie oni są winni trzęsieniu,
Które zniszczyło twoje dno...
A może są winni?
Staram się ciebie zrozumieć.
Szukam powodu twego zachowania.
Może chcesz przekazać Ziemi jak cierpisz?
Widzę spokojne fale uderzające o krwawiący brzeg.
Dlaczego milczysz?
Potrafisz słuchać tego krzyku?
Ja nie mogę...

Poświęcone ofiarom Tsunami



Kim jestem ?

Wiecie, kim jestem? Powiem wam.
Koniem jestem.
Jestem koniem, którego nie schwytacie.
Nie wierzycie? Udowodnię wam.
Co czujecie będąc na polanie?
Podziw? Zachwyt? Nie to, co ja.
Widząc przestrzeń otoczoną niebem,
Ledwo powstrzymuję nogi przed galopem.
Czuję zapach wolności.
Wiecie, kim jestem? Powiem wam.
Sokołem jestem...



Oda do ściętego drzewa

Brzózko dorastałaś razem ze mną.
Byłaś dumna, wyniosła, podziwiana...
Ptaki swym śpiewem dodawały ci piękna.
Teraz wszystko jest inne...
Ptaki wiedzą dlaczego.
Nauczyły się mówić.
Zapytaj je, dlaczego odleciały.
Zapytaj, gdzie odeszły szczęśliwe dni.
Zapytaj je, dlaczego okrutni ludzie zadali Ci tyle bólu.
Dookoła Twoi ranni bracia patrzą ze smutkiem,
Kiedy nadeszła Twoja kolej.
Serce mi się kraje, gdy patrzę na Twe szczątki.
Przez tą bezsilność stoisz teraz pełna bólu.
Nie mogłam Ci pomóc, nie potrafiłam ich powstrzymać.
Inni się z Ciebie śmieją, ja płaczę.
Nie martw się, będę Cię wspierać.
Opatrzę Twoje rany łzami.
Ja ukoję Twój ból.
Ale kto ukoi mój?

(27.06.2005r.)



* * *

Spójrz w te oczy...
Przypatrz się tej grzywie...
Wsłuchaj się w ten oddech.
Dotknij i poczuj ciepłą skórę,
Rytm serca...
Słaby... przerywany...
Popatrz! Na te łzę,
Spokojnie spływającą w dół.
A co wypływa z nozdrzy?
O Boże, to krew!
Kto zadał ten ból?
No tak, ludzie...
Nie mają wdzięczności,
Za lata przyjaźni...
Zabiją go jak wszystkie konie.

(12.05.2006r.)



Wietrzne rozmyślania

Wiatr... On jest wszędzie.
Możesz go znaleźć w mieście,
Wysoko w górach, na pustyni,
A nawet bezludnej wyspie.
Nigdy nie wiadomo co przyniesie.
Zarazę, woń ukochanej osoby,
Czy też zwykły zapach kwiatów.
On towarzyszy każdemu,
Nigdy nie odpoczywa.
Czasem tylko oddala się,
By rozkoszować się wolnością,
Wysoko w chmurach,
A czasem odwiedza swoich braci - tornada.
Ale on zawsze wraca...
Nie widzimy go, ale czujemy.
Możesz powiedzieć, że go słyszysz,
Ale wtedy ja powiem, że kłamiesz.
Jak go możesz słyszeć,
Skoro jesteś głuchy na wołanie o pomoc.
Jesteś jak pod wodą.
Jedyne miejsce, gdzie wiatr się nie zapuszcza...
Czy to znaczy, że się boi?
Że woda jest silniejsza?
Nie...
Po co ma iść w głębiny...
Przecież tu i tak go nikt nie słucha.



Wspólna podróż

Podaj mi rękę,
Chodź ze mną,
Chodź, szybkim krokiem,
Nie masz się czego bać.

Nie! Nie cofaj się,
Ciemność zaraz minie.
Za chwilę zobaczymy światło,
Tylko nie zawracaj...

Piękny, prawda?
Tam! Ten ogród.
On go stworzył i zobacz, czeka na nas.
Czy teraz chcesz wrócić?

Widzisz, nie jest tak źle.
Tu powiem "żegnaj",
Ale nie będziesz stał tu samotnie.
Już idą przyjaciele.

Czujesz radość?
Czujesz zachwyt?
Tak, jest cudownie...
Nie rozumiem, czemu nazywa się to śmiercią...