|
pada śnieg
Na święta bożego narodzenia
Przywdziałam kolorowe gwoździe
I wyszedłem na ulicę
Pełną szklanych wspomnień
To było tak niedawno
Wyszedłem z nikąd nieświadomy
Pod paznokciem mam już dość
A na rzęsach jest niespokój
Świecę szklanymi oczami
Naprzemienny stukot w głowie
Sen sen sen na jawie śmierć
Biel biel biel widzi mnie
obłędnym piórem dzisiaj piszę
zmęczony atrament wsiąka powoli
i śnieg pada ciągle ten sam
roztopiony plac zabaw.
DIAMENTOWE NOCE
moja skóra rozmiękła
przepojona smakami nocy
rozbłysnęła kropla potu
na czole lśni jak diadem
przypomina odpust boży
jeszcze mgły nie rozpierzchły
a ja pijany jak nigdy
odchylam do tyłu głowę
by widzieć jeszcze więcej
tych soczystych uniesień
bo ptaki wstają nad ranem
jeszcze zdążę dołączyć
ze śladem szału na koszuli
owinięty zapachem muzyki
jeszcze mgły nie rozpierzchły
więc nie patrz na czarne ślady
i podaj mi rękę, zatonę z tobą
w wirze ludzkich rozmarzeń
BIEG
Po schodach
myśli biegną rozpędzone
a ja za nimi
Nawet słońce jeszcze śpi
Moje palce pouciekały
rwą słowa na strzępy
I mają swój rozum mały
A ja chciałem Cię napisać
Potarganych oczu światy
i obrazy te przed nami
W wirze wpadły po kolana
a ja chciałem spokój z rana
Puka do mnie mały człowiek
Jeden z wielu, tam gdzieś w głowie
dzisiaj jednak zjem śniadanie
potem zacznę ścielić zdania
Ty
Na brzegu łóżka
Zostaje nasza skóra
Przenosimy ją w poranne zdania
Zostawiasz na mnie wargę
I wychodzę z nią na polowania
W garniturze wełnianym
Kupuję twoją w twarz
W kiosku, a potem na straganie
I obnoszę nasze sumowania
Rozpostarty skórzanym fotelem
Przełykam twoją ślinę
W filiżance południowej kawy
I mijają godziny
Już prawie jestem w tobie
By wejść ciepłym wieczorem
A wtedy wypełniam nas prawdą
I sklejam puzzle w całość
Bo zbieram cię już w chwili rozstania
|