Michał (Mirotyl)      Info o Autorze

pada śnieg

Na święta bożego narodzenia
Przywdziałam kolorowe gwoździe
I wyszedłem na ulicę
Pełną szklanych wspomnień

To było tak niedawno
Wyszedłem z nikąd nieświadomy
Pod paznokciem mam już dość
A na rzęsach jest niespokój

Świecę szklanymi oczami
Naprzemienny stukot w głowie
Sen sen sen na jawie śmierć
Biel biel biel widzi mnie

obłędnym piórem dzisiaj piszę
zmęczony atrament wsiąka powoli
i śnieg pada ciągle ten sam

roztopiony plac zabaw.



DIAMENTOWE NOCE

moja skóra rozmiękła
przepojona smakami nocy
rozbłysnęła kropla potu
na czole lśni jak diadem
przypomina odpust boży

jeszcze mgły nie rozpierzchły
a ja pijany jak nigdy
odchylam do tyłu głowę
by widzieć jeszcze więcej
tych soczystych uniesień

bo ptaki wstają nad ranem
jeszcze zdążę dołączyć
ze śladem szału na koszuli
owinięty zapachem muzyki

jeszcze mgły nie rozpierzchły
więc nie patrz na czarne ślady
i podaj mi rękę, zatonę z tobą
w wirze ludzkich rozmarzeń



BIEG

Po schodach
myśli biegną rozpędzone
a ja za nimi
Nawet słońce jeszcze śpi

Moje palce pouciekały
rwą słowa na strzępy
I mają swój rozum mały
A ja chciałem Cię napisać

Potarganych oczu światy
i obrazy te przed nami
W wirze wpadły po kolana
a ja chciałem spokój z rana

Puka do mnie mały człowiek
Jeden z wielu, tam gdzieś w głowie
dzisiaj jednak zjem śniadanie
potem zacznę ścielić zdania



Ty

Na brzegu łóżka
Zostaje nasza skóra
Przenosimy ją w poranne zdania

Zostawiasz na mnie wargę
I wychodzę z nią na polowania
W garniturze wełnianym

Kupuję twoją w twarz
W kiosku, a potem na straganie
I obnoszę nasze sumowania

Rozpostarty skórzanym fotelem
Przełykam twoją ślinę
W filiżance południowej kawy

I mijają godziny
Już prawie jestem w tobie
By wejść ciepłym wieczorem

A wtedy wypełniam nas prawdą
I sklejam puzzle w całość
Bo zbieram cię już w chwili rozstania