Paweł Nadrowski      Info o Autorze

Dla Nich

Już opada pył ostatniej burzy,
nigdy więcej nie zagrzmi twe słowo.
Jeszcze łzy podtapiają krzew róży,
który kwitnie czerwienią na nowo.

Piękne kwiaty zbyt wcześnie zerwane,
dziś całunem złych traw otulone.
Rozlewają na łąkach atrament,
tworząc wiersze tak niedoścignione.

Dzikie gęsi swym piórem stępionym,
kreślą znaki po niebie tęczowym.
O miłości ich niedokończonej,
ukrywanej pod wiekiem dębowym.



Zak

Zaplątany w gałęziach uśmiechów,
pośród liści twych myśli zielonych.
Poraniony przez ciernie mych grzechów,
tak zastygam w obrazach minionych.

Krocząc dumnie, przed siebie wśród dźwięków,
w labiryncie świateł gaszonych,
patrzę w niebo przez okno mych lęków,
zbieram czas, który wciąż niezmierzony.

Zbieram wszystkie cudowne obrazy,
dzisiaj dla mnie tak niedoścignione,
wielobarwne, smakowe wyrazy,
wypluwane z twych ust w moją stronę.

Tak zaklęty pomiędzy palcami,
które teraz dłoń inną splatają,
pocałunki z pięknymi gwiazdami,
poznać smaku miłości nie dają.



Krol

Na strychu życia ciało porzucić,
niech kurz je grubą warstwą pokryje.
Na lewą stronę skórę odwrócić,
wytrzepać wszystkie myśli niczyje.

Choć raz spokojnie zasnąć bym pragnął,
wstrzymać wspomnienia choćby na chwilę.
Zanim to wszystko co strącam na dno,
znowu ku niebu się nie wybije.

Zapomnieć serce dłonią kreślone,
grubym markerem nad naszą Sanną.
I patrząc prosto w oczy zamglone,
twą twarz móc obmyć rosą poranną.

Szczere pragnienia się wynurzają,
choć noc wciąż jeszcze w boju wytrwałym.
Dziś tylko zdjęcia przypominają,
o wielkim sercu w ciele zbyt małym.



Teraz

Zatopieni w tym jednym spojrzeniu,
Nieruchomych, milczących obrazów.
Jak posągi wykute w kamieniu,
Jak tablice dziesięciu przykazów.
Pękły tafle ich serc lodowatych,
Z nich wylały się ciche pragnienia.
A pod nogi padały im kwiaty,
Ubarwiając ten czas zapomnienia.
W popękanych "kielichach tęczowych",
Wciąż się szczere uśmiechy zderzają.
I w alejach liści klonowych,
Nasze słowa wciąż pobrzmiewają.



Zatracenie

Zegar wybija późną godzinę,
Milkną nareszcie czerwcowe burze.
Na tarczy czasu dzisiaj odpłynę,
W śnie nieskończonym ciało zanurzę.

W objęciach rzeki wolnej, szalonej,
Żadnym korytem nie skrępowanej.
Wolność daruję duszy zranionej,
Sercu zaś wieczne odpoczywanie.

A słone krople z oczu wypłuczą,
Bolesną drzazgę naszej marności.
Milknące żyły słyszeć nauczą,
Szepty tych spojrzeń pełnych miłości.



Pierwsza ...

Oko w Oko przypadkiem spojrzało,
i uśmiechy w duecie zagrały,
a powietrze pomiędzy zadrżało,
usta cukrem do siebie rzucały.

Gdzieś pomiędzy spiesznymi autami,
dwa samotne się serca zderzyły,
ogarnięte ziemskimi troskami,
przemijając na siebie patrzyły.

I z nadzieją na wtórne spotkanie,
w wolnych chwilach wracają w to miejsce,
i choć oczy ich wciąż zapłakane,
pozostanie w pamięci co pierwsze.



Kolacja

Usiądźmy razem przy stole,
dopóki wciąż siebie głodni,
i odegrajmy swe role,
przećwiczmy akty tej zbrodni.

A wokół świece rozpalmy,
aby zobaczyć swe twarze,
w sztuce dorosłych zagrajmy,
pełnej miłosnych skojarzeń.

Nasze uczucia podane,
na kruchej porcelanie,
w nocnych pragnieniach skąpane,
oto na dziś główne danie.

Proszę zatopmy swe usta,
w krwiście czerwonym winie,
zanim nastanie pustka,
zanim nasz głód przeminie.

Splączmy swe ciała ze sobą,
w świec delikatnym blasku,
pragnę być w Tobie i z Tobą,
póki nie znikniesz o brzasku.



Śniadanie

A gdy wypalą się świece,
odnajdę Cię w mrocznym tłumie,
i naszych ciał ogień wzniecę,
bo już na pamięć Cię umie.

I kiedy świtu śpiewanie,
wybudzi z marzeń Ciebie,
to wtedy znów na śniadanie,
będziemy kosztować siebie.

Niech Twoje dłonie wędrują,
wciąż ogrzewane tym żarem,
a usta niech nam smakują,
tym niepoprawnym czarem.

Do pracy dziś nie pójdziemy,
wzywani zegarów graniem,
aż sobą się nie najemy,
aż nie spłoniemy kochaniem.

A kiedy nasz głód już zaginie,
gdzieś na tym ziemskim padole.
To zanim miłość przeminie,
usiądźmy znowu przy stole.



Dla Ciebie

Niebo chcę Ci podarować,
Bukiet z myśli mych ułożyć.
Do szuflady szarość schować,
By kolory w życiu tworzyć.

Z mgły chce robić Tobie szale,
A pod nogi kłaść obłoki.
Z gwiazd zaś zrobię Ci korale,
A wiatr wplotę w Twoje loki.

Z oczu Twoich zabrać pragnę,
Obraz rzeczywistych dni.
I marzenia Twe odgadnę,
Tylko proszę pozwól mi.

Dziś pomogę Ci usłyszeć,
Szepty jezior, lasów, gór.
A do snu Cię ukołysze,
Z niebios wprost anielski chór.

Dla Twych uszu piękne słowa,
W usta Twe tchnę promień słońca,
Abyś godnie jak królowa,
Żyła ze mną, aż do końca.



Nieśmiertelna

Niebo me znów czerń spowiła,
Nad mym światem słońce zgasło.
A pamiętam jak mówiła,
Kochać to do szczęścia hasło.

Siedem lat tak przeminęło,
Życia mego jedna czwarta.
Wszystko w miejscu dziś stanęło,
Tak jak staje płyta zdarta.

Gdy powieki me opadną,
Jak kurtyna w złym teatrze.
Gdy wspomnienia spadną na dno,
A czas wszelkie ślady zatrze.

Kiedy życie me uleci,
Zamykając dusze w śnie.
Namiętności nic nie wznieci,
Nadal będę kochał Cię.



Pamięć

Zakuty w Miłości kajdany,
Tylko w pamięci istniejesz.
I w błocie smutku skąpany,
Wciąż jeszcze żywię nadzieje.

Kazałaś iść w stronę słońca,
Za Tobą poszedłbym wszędzie.
Tak powtarzałaś do końca,
Że razem najlepiej nam będzie.

Twe słowa tak jak zaklęcie,
One koiły ma dusze.
Jedynym wspomnieniem jest zdjęcie,
Nie chce zapomnieć- lecz muszę.

Ta miłość żyły rozrywa,
Za gardło chwyta dech kradnie.
Krew po cichutku odpływa,
Wspominam leżąc bezwładnie.

To słowo jak sznur oplecione,
Zaciska się, miażdży, niszczy.
I ja z tym co niespełnione,
Żyje wśród miłosnych zgliszczy.



* * *

Ja, pełen bólu, goryczy,
Lecz w pełni władz umysłowych.
Choć serce Twe imię wciąż krzyczy,
Już martwe jest do połowy.

Zostawiam to pisane słowo,
Zostawiam Ci wszystko co miałem.
Zaczynasz dziś życie na nowo,
Ja swoje za miłość oddałem.

A jeśli duchy istnieją,
Mój zawsze będzie przy Tobie.
Niech śmierci to będzie koleją,
Że strzegę Cię leżąc w grobie.

Wiem, Ty niedługo zrozumiesz,
Że skręciłaś w ścieżkę błędną.
I pojmiesz że kochać mnie umiesz,
Lecz kwiaty nade mną już zwiędną.



Paweł Nadrowski



Data dodania:
Komentarze