(Narioso)      Info o Autorze

Moja muza

Moja muza jest chyba zmęczona,
Moja muza przytyła już nieco,
Oczy blaskiem młodości nie świecą,
Siwe włosy się bielą na skroniach.

Kiedyś była powabna i miła,
Gdy szeptała mi rymy do ucha,
Dziś już próśb mych żałosnych nie słucha,
Jakby wenę skrzydlatą straciła.

O biesiadny stół łokciem oparta,
Duma właśnie nad pełnym półmiskiem.
Na podłodze zmurszałej i śliskiej
Porzucona gdzieś żali się harfa.

Moja muza się dzisiaj wypiera
Swej przeszłości płodnej, świetlanej,
Lecz ja przecież i tak z nią zostanę,
Nie porzucę mej miłej już teraz.

(10.IV.2003)



Chodź

Chodź, przytulić chcę Cię do siebie,
Ucałować Twe oczy zielone,
I tak dobrze czuć się jak w niebie,
Tulić słodką, kochaną mą żonę.

Tyle lat minęło nam razem,
Wciąż w miłości, choć los nie żartuje,
Swe uczucia dziś chcę Ci wyrazić,
Pocałować i szepnąć: Dziękuję.

(15.VI.1998)



Samotność

Ty w samotności się tam nurzasz,
„Ersatz“, jak mawia mój przyjaciel.,
Mnie tu samotność dni wydłuża;
Więc, może zróbmy to inaczej?

Jak z mroków nocy się wyłania
Myśl taka i w mej głowie gości:
Uściskiem długim powitania
Zneutralizować samotności!

(XI.1989)



Nie lubię

Ja Cię wcale nie lubię, wcale,
ani dniem, ni noca burzliwą,
tak w ogóle, nawet na palec,
Cię nie lubię i nie lubiłem.
Gdy jedziemy pociągiem - nie lubię,
gdy w Opolu gości nas Zocha
też nie lubię, bo ja Cię wtedy
Miła tak bardzo, tak bardzo kocham.

(VIII.1973)



Domek

Chciałbym mieć kiedyś mały domek,
Wsród kwiatów złotych, w ciepłej ciszy.
I dużo, dużo róż czerwonych,
I cień przyjazny starej gruszy.

W ogrodzie moim bym postawił
Stolik, dwa krzesła wsród zieleni,
By móc się wtopić w zapach trawy,
W ich źdźbła soczyste, wiatru tchnienie.

Wokoło brzmiałby cichy koncert
Grających trzmieli, śpiewu ptaków,
I patrzyłbym spod sennych powiek,
Jak moje Szczęście śpi wśród kwiatów.

(III.1972)



Jeśli

Jeśli kiedyś umrę w Twoim sercu,
Przyjdź na grób mój wśród trawy pachnącej.
Tam, w brzozowym gaiku, przy łące,
Tam, gdzie rosną złociste kaczeńce.

Rozkołysze się trawa na wietrze
Przypomnieniem dalekim, zamglonym...
I ten rytm, melodią niesiony.
Ciepłym, letnim niesiony powietrzem.

I szum kwiatów złoconych upałem
W dal popłynie przez ciszę wylękłą.
Tam kaczeńcom marzenia swe dałem,
Gdy w Twym sercu me serce też pękło.

(III.1971)



Wspominam

Wspominam dawne swe wzruszenia,
Gdy każde słowo miało w sobie
Perliste dźwięki zapomnienia,
Kształt słodkich ust jedynej z kobiet.

Drżące nadzieje więc chwytałem
Chcąc się nasycić śpiewnym brzmieniem,
Kolorem oczu, młodym ciałem,
W miłości znaleźć zapomnienie.

Minuty trwały wtedy wieczność,
Z sekund sączyłem radość życia.
Wspominam czas ten teraz skrycie;
Żal mi, że minął, że to przeszłość.

(X.1970)



Gdy

Gdy trzeba odejść - odchodzę,
Na bok usuwam się cicho;
I jak świątek przy drodze
Tkwię samotnie, w bezruchu.

I chociaż można rzec od biedy,
Że martwym klocem jest na pewno,
Wspomina z żalem przeszłość;
Wtedy - pęka wśród trzasku świątka drewno.

(IV.1970)



Troski

Widziałem raz człowieka, jak siedział zgarbiony
Na omszałym kamieniu, wsród zieleni lasu.
Pośród życia zmarszczek oczy przygaszone
Patrzyły nie widząc, szklane, bez wyrazu.

A srebrne kosmyki włosów pomieszane z potem
Ogarniał lekki wiatr wiejący znad rzeki.
Nie dotarł do uszu i wrócił z powrotem,
By pieścić swoim tchnieniem bezmiar wód daleki.

Starzec zaś siedział zeschnięty do kości,
Myślami swymi błądząc w nieruchomej pustce.
Potem wstał, zarzucił na plecy swe troski
I poszedł za przeznaczeniem po zielonej dróżce.

(V.1969)



Zrzuć

Zrzuć szaty dziewczyno, nie kryj się przede mną,
Stań naga, młodzieńczą urodą promienna.
Nie wstydź się mego wzroku i pierś swoją pełną
Poddaj pieszczocie, co w rozkosz brzemienna.

Spoglądaj dokoła jasnymi oczami
I śmiej się perliście - wesoła, radosna.
Żyj wciąż pełnią życia, czerp z niego garściami.
Pamiętaj, że dla nas wciąż trwać będzie wiosna.

(VI.1969)



Erotyk I

Była ciemność natchniona,
Mrok w głębi swej chował
Naszych spojrzeń zmysłowe porywy,

Za firanką gwiazdami
Ptaki się zachwycały,
Księżyc zza chmur pokazał sierp krzywy.

Z nieba padały sennie
Meteorów promienie,
Namiętnością noc parowała,

W lekkich liściach dzwoniła,
Srebrną strunę trąciła
Piesń - miłości młodzieńczej pochwała.

Gdzieś rozkoszne westchnienia,
Ciepła noc zapomnienia,
Drżące palce błądziły bezwiednie,

W chmurach znikł księżyc cały,
Tylko gwiazdy mrugały,
A to było gwiazd rozgrzeszenie.

A gdy świt przyszedł złoty
I gdy w ramion mych splocie
Leżałaś pachnąca kaczeńcem,

Za oknem ptaki małe
Światu wyśpiewywały
Swoją pieśń o nocnym szaleństwie.

(IX.1969)



Bo

Bo ja chciałbym świat mój widzieć
Jak bajkę wymarzoną we śnie.
Jak gwiazdę, co choć zgaśnie, przecież
Przedtem płomiennym światłem zalśni.

W tęczowych blaskach, wśród traw wonnych,
Mój własny Eden, piękna wizja,
I taki piękny, chociaż skromny,
Jak kolorowa bańka z mydła.

Wielka iluzja i złudzenie,
Czy radość życia, młodość, miłość,
Gdy łzy człowiecze w śmiech zamienię?
Choć... może ludzi by nie było?

Bo ludzie w życiu tym codziennym
To wciąż krwawiąca wielka rana,
A świat mój będzie przecież jednym
Snem kolorowym narkomana.

(XII.1969)