Jakub Piwowarczyk      Info o Autorze

Wykrzyknik ulicy - z przejezdnika

Plakaty oznajmiają
Armagedon
Ragnarok
Apokalipsa
na przeciw nim stoi samotnie
rycerz z gitarą
a jego najlepsza melodia
brzęk grosza w futerale

na tę samą nutę chce grać
dziecko smutno patrzące
- Ja nie kłamię. Na Matkę Boską! -
i matka przybrana cyganka
ciągnie za rękawy
a tramwaj się kołysze i trawi

a pachnący dawno nie myciem
pan tylko pachnie
przypuszczać można że nie chciałby
pachnieć nie życiem
butelki w siatach jadą z nim na skup
plim plum plim on śpi a one płaczą

07.2008



Zaraz wracam

Stare drzewo pochylone nad przydrożnym krzyżem;
zamyślone, czy ta zapałka nada się na laskę.
Czy to matka pochyla się pod ciężarem straty
w miejscu pamięci oznaczonym dwoma patykami?

Stara kobieta przygarbienie zawiesiła na drewnianym haku.
Czerwone w poprzek jej drogi. Mnie zielone niezatrzymanie.
Jak powinna wyglądać elegia o życiu i śmierci,
zdążę się zastanowić następnym razem.

10.2008



posiłek

wspinam się na lampę solną
jak na górę którą zdobywaliśmy razem
wzrokiem przesuwam się na szczyt
wszystko wzrokiem jakby nie istniała reszta
śpiąca albo czekająca na dobry moment
żeby zaskoczyć głodem
tak samo wędrowałem po piersiach
głód czekał spokojnie ale już nie ukryty
on był wzrokiem wędrującym
do kolejnych wspominek delikatnej
łuny nocą oświetlającej miejsce zaspokojenia
głodu i głodu

10.2008



Drapiąc się po głowie (Moje kości)

W XXI wieku ważna jest higiena;
spod paznokci już dawno wydłubano
nawet najmniejsze ziarnka piasku.
Drapiąc się po głowie,
taki odruch odziedziczony,
- myślimy

Palec, wszystko przez palec;
nie wtykając go w ranę, jak uwierzyć?

Szybko wepchnąłem sobie kamień do głowy,
bo przecież nie słychać... głosu Boga.



Kula w łeb (Moje kości)

Oczy wybite lub przekrwione farbą.
Usta zamknięte, deskami zabite.
Skóra obłazi ze ścian.
Czerwone cegłowe tkanki patrzą z ran.
Włosy połamane, popękane leżą pod ścianą.
Czarne dziury w głowie straszą pustką.
W środku duchy wspomnień wędrują.
Żadnej żywej myśli.

Przyjechał buldożer z żelazną poduszką
by ułożyć staruszka do snu.



Podróż z mapą twego ciała (Moje kości)

Wyruszam w podróż z mapą twego ciała.
Przez morze włosów przepływają palce.
Nowe krainy wzrok odkrywa.
Droga wiedzie przez dolinę
między łagodnymi wzgórzami piersi.
Krótki postój i dalej przez równiny brzucha,
na drugi biegun tego świata.

Nie jest to wyprawa na osiemdziesiąt dni.
Bilet powrotny do ust delikatnie rozchylonych,
delikatnie drżących.
Bezpieczna przystań dla zawstydzonych oczu.
Zapachy przyprawiają o zawrót głowy.
Język gdzieś zabłądził zostawiając ślad
lśniący na słodkiej skórze.

Zgubiłem się w twoich ramionach,
na krótką wieczność tej przyjemnej chwili.



zaślubiny patyków (Moje kości)

zauważyłem cię
na stercie patyków do spalenia
na każdym data
na niektórych imię

pęknięte na wpół chwile
kiedy wiązałaś szalik
a później samochód znikał za górką

zauważyłem cię
wspartą o parapet
pierwsze spojrzenie w oczy
raczej wyplątane z przypadku

wąska smużka dymu
wplata się w niebo
nie chciała bym zatrzymał ją



cichaczem z podkradzionych myśli... (Zabawki)

z ciężarnych chmur spadł kropel grad
i zagrał marsza na tej szybie
co przez nią widać świat
tak długo grał
cichutko znikł
na niebie słońce dla nas świeci



* * * (Zabawki)

Pani Księżyca z kieliszkiem wina
między Gwiazdami tańczy.

Przy słabym świetle
Ptaszyna miła piórem
swoje Modlitwy spisuje.

Przy innej świecy,
Wesołek dziwny, na Ćmy
blaskiem zwabione, poluje.

Ktoś Inny, przygnieciony
ciężarem mało ważnych spraw,
po domu się snuje.

I raz tylko,
wszyscy się zatrzymali,

popatrzeć chwilę na świat
jak się naprawia i psuje.



* * * (Zabawki)

otulony ciepłym oddechem wody
wyciskam z włosów deszcz
do towarzystwa płomień małej świecy
radością dla mnie jest



O języku (Zabawki)

Z pomocą języka własnego
daleko zajść można na piechotę,
jeśli tylko dogada się
z innym i pociągnie go
z wystarczającą delikatnością
i bez oślizłości.
Przede wszystkim nie ślinić się
na ładne języki,
a reszta to już kwestia wprawy
(chyba).



Chodzą po głowie (Ostatnie krople)

Nikt nie powiedział, że ziemia
walczy z niebem.
O piekle przestało się mówić,
bo ta walka zbyt długo trwa
i co może coś takie małe
w porównaniu z niebieskością,
przegrabionymi nierówno
obłokami oddechów wypuszczonych
przez tych na górze
i złotą źrenicą w krwawej łunie -
wygląda na taką,
co już wszystko widziała.

Słowa -niektóre- są wielkie
aż się w ustach nie mieszczą,
a może w uszach,
a może w Puchatkowych rozumkach
i nic z tego, że zmieszczą się
na skrawkach papieru
skoro są w obcym języku
- nieludzkim, niedzisiejszym.



Nie pij z musu... (Ostatnie krople)

- Nie pij z musu, ktoś z chęci się napije -
mawiają i tak do słów przykładam słowa
to z chęci, to czasem... z musu,
bo to więcej jest niż chcenie.
Jak kiedyś kolorowe nitki
na branzoletkę przyjaźni,
tak teraz szare sznurowadłowe
wiąże się końce wyrazów i -żeń,
a zdrętwiałe dłonie nie bardzo
trzymają się długopisu; palce
wspierają się na nim
niczym staruszek na starej lasce,
byle by doczłapać w ciepło pod poduszką.



Słowo miłości (Ostatnie krople)

jak pisklę lub szczenię w ciepło dłoni wtulone
na piersi śpi twoje słowo usłyszane w telefonie
troche podrapały je trzaski na lini ale jest już spokojne
czeka na powrót do ciebie

przeleje się z ust na twoje usta
podobnie do kropel rosy na zielonych źdźbłach traw
spłynie w dół z języka nieprzerwane innym szeptem
podobnie jak wiatr głaszcząc

(2005-08-18)



Jakub Piwowarczyk



Data dodania:
Komentarze