|
SZORSTKA MODLITWA (Sztafeta 2005)
Cichy skwer
na krakowskich Plantach
szukam wolnej ławki
zacienionej
wśród gołębi stada
znajduję
cichy skwer
chroniący od żaru
słonecznego brata
przystanek wakacyjnej
podróży
(Kraków 2004)
Szczęście
szczęśliwa ty
szczęśliwy ja
i wszystko
ma smak słodki
a nawet lekko fałszując:
szczęśliwy świt
szczęśliwy dzień
słona rosa na policzkach
Deszcz
szare życie
zaglądało w moje
okna rozpaczy
i choć lato tego roku
było słoneczne
to w moim domku
padał listopadowy deszcz
to nic
że me serce pękało
dzień i noc
nikt tego nie przewidział
Rytuały
przychodzę jak zwykle
ty otwierasz drzwi
i spoglądasz na mnie
wielobarwnymi tęczówkami
z oczkiem źrenic szerokim
siadam na kanapie
przytulasz mnie mocno
toniemy w pocałunkach
i rozmawiamy godzinami
o poezji naszej i obcej
lub piszemy równocześnie
- magia czasu
dobrze mi obok ciebie
z tobą towarzyszką
chwil po pracy
i krótkich weekendów
to miłość chyba
Szorstka modlitwa
modlitwa moja
nieregularna i kanciasta
szorstka jak dwudniowy zarost
moje westchnienie
takie ciche
mdłe i nieszczere
mój Bóg
taki niewygodny czasem
a kiedy indziej niezbędny
życiu mojemu
tak brak autentyczności
spontanicznej radości istnienia
mojego żalu
wypowiedzieć nie sposób
bo mowa ludzka uboga
by udźwignąć ów ciężar łez wylany
CZARNY MOTYL (Sztafeta 1999)
[spokój...]
spokój
a nad pokojem
unosił się tylko
siwy dym z papierosa
leniwie wchodził
w każdy kąt
nie omijał też
moich płuc
współgrał z potworną
nudą doduszając
przy okazji
ach ten monotonny dym
LUMINESCENCJE
papierowe maski
skamieniały już
i twardnieją dalej
bynajmniej przez mróz
i hardzieją
hartowane srebrnomglistą falą
księżycowych mórz
metamorfoza trwa
wykrzywia się twarz
która jest niczyja
obca swą materią
z dala patrzę ja
trwa piosenka ma
o maskach
co żyją swym życiem
pytanie...
pytanie
studnia lęku
bezdenne strachy
i bladość myśli
odpowiedź
okaleczone zwierzę
dyszące ciężko niepełne
skowyczące w przerażeniu
OBRAZEK
oryginalnie
rude włosy
co płoną
żarzą się
buntują
w każdą stronę
wśród niedomówień
żółtych rajtuz
pasiastej bluzce
o jakiż widok ciekawy
był to w ten kwietniowy
wieczór
pustkowie mego beztalencia
umarłej weny
głupich odzywek niepubliki
poruszył ów obrazek
co mógłby trwać ciągle
konstruować moją jaźń
irracjonalną farsą
bajaniem cowieczornym
spiskujących wściekle
myśli
|