|
Bohomazy
przecież miałaś w nich tak wiele
mnóstwo z dziecięcych bohomazów
- naiwnych obrazów
wdziałem gwiazdy pstrzące noc
ty wiesz, znasz tę moc
co pozwoliła im zgasnąć
jak płomieniowi świecy
- zasnąć
jakby silniejszy wiew
odgarnął woń kwitnącego bzu
gdy wzbierała krew...
tfu tfu tfu!
duszę się
brak mi tchu
cisza
a następna klisza (z fotografiami)
bez ciebie
a z innymi Nami Ami Ami A
PRZESTAŃ
przecież miałaś w nich tak wiele
a zostało tak niewiele
ledwie okruszki
dlatego nie patrzę w oczy
nie chcę widzieć pustki
która tam kroczy
(już) wybrałem
- sam samotny
Suchy sznur
za pięć minut odłożę ołówek
list na biurku zostawię
podejmę pierwszą próbę
która ostatnią się stanie
za pięć minut przerwę nudę
karmiony nią żyję
to niezbyt trudne
odsunąć spod stóp stołek
suchy sznur nie lśni w blasku księżyca
Grossmutter
uciekłaś beze mnie z naszego gniazda
jak ten bocian przed mrozem zimy
lecz ty nie wróciłaś już nigdy
i nie wrócisz mi tak prędko
wierzę, że uśmiech twój rodziłem
gdy w nocy dźwięki cię budziły
moich niemowlęcych wzdychań
wierzę, gdyż nieznane mi te czasy
ty pamiętasz, jak gładziłaś
po dwuletniej wnuka twarzy
i przestałaś, bez swej zgody -
wiek Cię zawiódł i choroby
teraz trzymam kwiatów pęki
i wypuszczam je z mej ręki
by upadły na twym grobie -
kwiaty polskie dane Tobie
Z listów do nienawiści
najpierw wszystko jest piękne:
czerwonoflagie motyle
zgarbione łodygo-kwiaty
w lekarskich mnichów pyle
i bym mógł iść gdzieś - byle
jak najdłużej
i sam rzucam serce w przestworza otchłani
nieco później zamki z piasku
śliniąca się czekolada mleczna
spita w poronieniu dnia
chaos, zgiełk, co budzi fiasko
w chwilę brnie godzina wieczna
i tylko zamku piach
i sam wyniosę w nieba przestrzenie
teraz jeden bunt serca zbudzi
tysiące różnych innych kobiet
by nas już po prostu skłócić
kiedy utnę minuty codzienne
o czym się nie dowiem
i sam oddam na kolanach jakiemuś natchnieniu
pozostało nam brzemię zawiści
której listów milion przyślesz
po każdym krótkim okamgnieniu
ze mną w tłach obrazów cierpienia
lecz nienawiść zmieni adres:
kwiatowa czterdzieści i parę
Z głową w chmurach
na ostatkach palców wspinam się ku tobie
i jedną ręką chciałbym ranić -
nie mogę
na szczeblach drabiny wystrzelony ku tobie
i drugą ręką chciałbym drasnąć -
nie mogę
a ty? - boże!
czemu mi nie pomożesz?
gdy głowę w chmury chcę schować
i nadmuchany nimi spróbować cię -----ować
Loth
jesteście wszystkie dla mnie, a...
nie mogę dotknąć
kwiaty!
rośniecie na wyciągnięcie mej ręki
i mógłbym być wam wdzięczny
za to, że inne co już zerwałem -
... zwiędły
kwiaty!
i choć mogę - nie zrywam żadnego
bo byście zwiędły
was wszystkich przechętny
zagon obłędny
Czterowiersze
I
w tysiącu wiatrach grzmią moje siły
pomiędzy drzewa zaszeleściły
zrzuciwszy liście na rzeczne wody
pniom szumią siły nieszczelnie młode
II
zrywany czterdziesty czwarty raz z drzewa
spadam z wiatrami - szumnymi w mej głowie
spadam, lecz jeszcze nie wiem, w którą stronę
i jak uprzednio... gniecie mnie ulewa
III
narodziłem się, piszę, a jutro umrę
każdy dzień drzazgą mojej trumny
całe życie przy dźwiękach liry i lutni
by ugryźć niebo, spojrzeć: Tuwim
IV
piszę. siedzę przy oknie -
myślę. co we mnie, co po niej -
nie wiem. Jest tylko koniec -
bez kropki
V
dotykasz bez szelestu
jak nóż świeżej rany
tego co już nie wróci
a co było nami
VI
gdy już okiełznam swoimi twe usta
odgadnę ich barwę krwawo czerwoną
ty mrucząc przygryź wargę bliższą sercu
a widząc znak twój - powietrzom spłonę!
VII
o czym jeszcze napisać
wysypać się, wypocić?
na suficie zawisła cisza
zniewalającej niemożności
Gdy już wszyscy zasną
ponoć pierwszy raz ci mówię
stań się mą permanentną baśnią
a gdy już wszyscy zasną
usta nasze łase
spotkają się za siódmym lasem
chyba pierwszy raz cię proszę
stań się mą permanentną baśnią
bo gdy już wszyscy zasną
usta nasze pękną
gdzieś za siódmą rzeką
bodaj pierwszy raz cię błagam
stań się mą permanentną baśnią
a gdy już wszyscy zasną
usta pełne purpury
uciekną za siódme góry
z baśni moja piękna królewno
dobrze się skończy -
wiem to na pewno
Na rozstaju
hej ty -
miłość!
masz na imię
a ciała nie posiadasz
tutaj cię zostawiam -
sam pobiegnę dalej
ja - czarna owca w stadzie
niewierząca
w twoje istnienie
Pijany mam swoje gwiazdy
dziś znów fioletowy
śpię na poziomym drzewie
i nawet nie wiem
że płaczą mnie gwiazdy
tak spadł
kap kap kap
kolejny
kap kap
letni deszcz
kap
Reakcja
dotleniam
powietrzem wdychanym do płuc
i wydychanym w inne powietrze
tak robię najczęściej
dotleniam
póki nie ochłonę
|