|
a dobrze im tak
przyśniłam się moim snom
zupełnie inna niż jestem
płakałam w słońcu
śmiałam się w deszczu
próbując być miła dla wszystkich
a potem uciekłam na bezwstydnie nagie drzewo
rosnące korzeniami do góry
podobno w wolnej chwili odarłam mu liście z chlorofilu
zarzuty jednak oddalono
nocą gdy zgasły wszystkie spojrzenia
spychałam sny do studni
leciały aż miło
jęcząc i krzycząc w chłodzie cembrowiny
i dobrze
niech sny zobaczą
jaka to przyjemność
spać bez logiki
i bać się
z mamrotania poety do drzew i wiatru
jestem stary
idę od miedzy do miedzy
słyszę za sobą dźwięk łańcucha brony
próbuję tym żelastwem zaorać kawałek ziemi
(coraz mniejszy kawałek)
drewnianym kosturem i płachtą papieru
odganiam muchy psy szakale
kiedyś było ich mniej
albo ja miałem wzrok bardziej zamglony
(teraz już wątroba nie ta
i nerki nie filtrują tak dobrze)
wybaczcie znów muszę wstać
przejść jeszcze kilka kroków
tym co przeżyłem trzeba nakarmić młode kruki
które nadlatują żarłocznym stadem
w zachodzącym słońcu ich pióra toną
zanurzone w blasku ogniw łańcucha
pokarmowego
nauczyciel
ó z kreską niezbyt dobrze wygląda w niektórych wyrazach
samo ż nie lubi rozpychających się literek r i z
nawet bluźnierstwa mają swoje zasady
cierpliwie tłumaczę dlaczego Jaś nie powinien wydłubywać oczu Małgosi
odznaczam w zeszytach czerwone nitki ścieżek
wybiegających poza powszechną umowę
a wczoraj siedziałem przy najsłabszym z uczniów który stracił ojca
próbowałem wytłumaczyć mu że Bóg często robi błędy
i jego świadectwo też nie miałoby czerwonego paska
zapytał
czy to znaczy że Bóg miał kiepskiego nauczyciela
dotyk
mężowi
nie mam wewnętrznej czcionki
kodu scalającego pazury sierść i nadmiar słów
dlatego nie możesz mnie odczytać
niełatwo zaszyfrować chęć do życia
lecz jeszcze trudniej żyć
ze świadomością
rozsypanych bez ładu palców
z wątrobą w miejsce serca
i protezą modlitwy na ramieniu
wepchnęłam się w wąskie przejście
pomiędzy ssakiem który woła jeść
a tym który chciałby fruwać na widelcu i nożu
nie ty jesteś niewidomy
to mnie trzeba czytać brajlem
Teatr na użytek gawiedzi
Siostrze
Pomiętym płatkiem kropla wina
spadła z róż kłótni na sukienkę.
Wstydem czerwonym pod stół się skryła.
Znów każde sobie, znów odrębnie.
Wojny nam niosą kolców słowa,
nie ma odwrotu od ich gałęzi.
Czasem wspomnienia zapachem zwiodą,
lecz częściej chcą nas w bólu więzić.
Mamy się rozstać. Kufry pełne
goryczy, obelg, zeschniętych kwiatów.
Jak gdyby nic wyciągasz farbę,
i... malujemy fasadę znaków.
Ty gestem klowna mnie przepraszasz,
ja wkładam maskę i w niej tańczę.
Gadżetów zesłał świat dostatek.
A szczerość, szczęście? Nie w tej bajce...
niedozwolony argument
nauczyliśmy się grać słowami
jak zawodowcy
ty masz świetny backhand
za to ja lepiej kontruję z voleya
czasem rozdzieramy piłkę słowa na dwie części
i każda z nas siedzi cichutko sama ze sobą
udając przed światem
że trzyma w dłoniach całą rację
w przerwach pomiędzy meczami
robimy herbatę, plotkujemy, oglądamy telewizję
a czas bezczelnie fałszuje wyniki
nie płacz mamo
zatrzesz linie na boisku
Jan Siwmir
Data dodania:
Komentarze
|