|
I DZIŚ I WCZORAJ
(wyd. Oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Olsztynie, Olsztyn 2002 r.)
W Mińsku
smirnoff
trzy kieliszki
szklany blat stolika
niczym lodowisko
poszarzała twarz Mińska
i przejazd dyktatora
tuż pod naszymi oknami
smirnoff
trzy kieliszki
mgła niby długie westchnienie
i myśl o porannym spacerze
przed wejściem do metra
pięćdziesiąt trzy żelazne róże
nieco dalej kilka stopni w dół
pięćdziesiąt trzy fotografie
pod jedną z nich
pod dziewczęcą uśmiechniętą twarzą
napis:
"Ola jesteśmy z Tobą,
nadal słuchamy Twojej muzyki"
nieopodal metra
zza cerkwi
nagle
wyjeżdża dziewczyna
na koniu
grudzień 2000 r.
Trzeciego czerwca
święty Augustyn
uwalnia Boga
od zarzutu stworzenia zła
spiera się z Schopenhaurem
dyskutują na temat woli
ten drugi twierdzi
że chęć podniesienia ręki
jest w nas obecna
a nie wybrana
inny motyw
to ciężarówka z trocinami
która przygniata auto osobowe
przy ulicy Warszawskiej
w tym czasie
gdy święty Augustyn
mówi o wolnej woli
jako arbitralności wyboru
zaś Schopenhauer
o tym
że wolna wola
jest określona jedynym celem
wolą życia
pasażerowie
spowalniają bieg czasu
padają na podłogę
ucierpiał jedynie dach samochodu
BIAŁY WIATR
(wyd. Wydawnictwo "Przedświt", Warszawa 1998 r.)
stokrotka
wypatrzona przeze mnie na progu Dzikiego Kąta stokrotka
nagle znika
coś mówi że bezpowrotnie
ktoś że nigdy jej tam nie było
zaś grube ziarno starego filmu w którym cesarz Wilhelm II
wizytuje pruskie miasteczko Gołdap
kiełkuje
by przez łodygę wypełnioną sokami z Schulza i Baumana oraz
powieszonego przez nich Polaka Tatyrczy
przerodzić się w kwitnącą śmierć
okolona delikatnymi niczym japoński wachlarz płatkami wzgórz
po których spływa kropla jeziora
po to by niebawem osiąść w pobliżu domu Zbrożka
w aksamitnym meszku Rominter Heide
pomiędzy drzewami której co i raz przemykają
granitowe duchy władców tej puszczy
dziwiąc się
że oto w niedalekim polskim miasteczku Gołdap
kolejna noc zamiata po sobie ciemność
mnich
średniowieczny klasztor w południowej Francji
mnich zabija przeora
zadawszy mu kilkadziesiąt ciosów nożem
trzech studentów zbliża się do ruin
jeden studiuje psychologię
drugi filologię
trzeci paranauki
nagle klasztor zmartwychwstaje
pojawia się mnich
pokazują się schody
mnich zdaje się wołać:
ziemia się nie rozstąpi
niebo się nie otworzy
nie będzie czyśćca
nie było noża
nie było śmierci
jest coś
i wszyscy trzej widzą ten głos
jeden ze studentów biegnie
potyka się o sen
krwawi
JEST PIĘKNIE
(wyd. Stowarzyszenie Literackie im. K. K. Baczyńskiego w Łodzi, Łódź 1993 r.)
między wierszami mojego snu
między wierszami mojego snu
w którym Twoje włosy
Twoje nieśmiertelne emploi
przepływają spokojnie poprzez moje ręce
a ich źródło szepce bezgłośnie gdzieś w zaroślach ciszy
między wierszami mojego snu
w którym majestatyczny biały żółw symbol odmiany
porusza się spokojnie po wybiegu nieba
między wierszami tego snu
można wyczytać
jak robimy TO na krześle
rybitwa
wracałem z synem i z psem znad stawu
gdzie graliśmy w piłkę
w wodzie blisko brzegu leżała nieżywa rybitwa
nóżkami do góry
zadziwiająco czysta i bielutka jakby umarła przed chwilą
gdzieś za naszymi plecami
taka młodziutka jeszcze ciepła śmierć
śmierć niemowlę
śmierć tabula rasa
CIĄG LOGICZNY
(wyd. Suwalskie Towarzystwo Kultury, Suwałki 1988 r.)
człowiek ulicy Paula Delvaux
to tak
jakby przy bezchmurnej pogodzie
upadło z nieba kilka kropel oczu
rozlewając się szklanym dźwiękiem po
uczestnikach tego dramatu
one
bezlitosne zza szyby twardej jak diament
białej
i nieistotne w natłoku nagości
drogi Paul (zwracam się tak do Ciebie
bo zimno tu jakoś)
tyle światów zdawałoby się
maleje w jedno
w chłód sarnich oczu
patrzących do środka
to tak
jakbyś
dla zabawy zbudował ruinę
a jego
obdarzył gazetą
po to
by mógł przez wieki głosić obojętność
po co jest więc to nieostygłe oko
drogi Paul
po co ta kropla płynnego szkła
herakles
po cóż łamię sobie głowę
nad Heraklesem rozciągniętym w trawie
z piersią słońcem rozdartą
z butelką piwa w dłoni
ten mit jest ołowiany
i dawno już opadł na samo dno nonsensu jakim jestem ja
po cóż to robię
po cóż doszukuję się metody
w spokojnym szaleństwie traw
Herakles i tak obali swoje piwo
względnie zadusi boa dusiciela
a ja
ja jak ów rycerz
któremu nie dane jest spojrzeć za siebie
gdyż straciwszy wszystko
nie stanę się nawet nicością
lecz jej właścicielem
jak ów rycerz
nigdy nie pojmę że to nie była moja walka
nigdy nie pojmę
jak łatwo jest rozminąć się z własnym cieniem
nawet stoczywszy z nim śmiertelny bój
jak z Centaurem
Mirosław Słapik
Data dodania: 13.06.2007
Komentarze
|