|
ENIGMA WIELICZKI
Między jawą a snem
Są miejsca gdy nocą i dniem
brodzę między jawą a snem
linię między sednem a tłem
w marzeniach swych tracę
Są miejsca gdzie powstaje wiersz
są miejsca gdzie rodzi się treść
zakątki gdzie widzę swój sen
po części na jawie
Zasiadam tu gdzie basen był
przychodzę gdziem na jawie śnił
i wody gdziem płynął co sił
widzę znów w wyobraźni
Choć bariera minęła lat
wciąż widzę ten ówczesny świat
i pływam wciąż wodami tam
gdzie wielka hala
To czego wczoraj było brak
dziś w pełni doświadczam i mam
darował mi niegdyś to czas
dorosłość – swoboda
i pływam jak za tamtych lat
przenoszę się znów w marzeń świat
i chwile beztroskich tych lat
ze swobodą łączę
A Wodnik tu duchem ten sam
pamięta mnie wciąż z tamtych lat
jak klubu gospodarz jak brat
gdy pisanym rządzę słowem
Bo kiedyś była tu woda
bo kiedyś błoga ochłoda
a teraz wyłonił się ląd
jak przy świata stworzeniu
Są tutaj dwa rzeczy rodzaje
jedne – te widoczne realne
drugie – wyobraźnią widzialne
w świecie poezji je łączę
Wśród tych drugich glony i wąż
i chciałem poznawać je wciąż
choć lękiem poiło mnie to
przewrotność ludzkiej natury
I pełno tu rzeczy i mur
i strojów sportowców jest zbiór
a świat wyobrażeń jest mój
jak reżyser nim zarządzam
Korytarz szary jak ze snu
w realny przenosi świat znów
jak kiedyś po ostatnim tchu
przeniesie do światła
(Wieliczka, 13-09-2011)
Dom enigmy
Widziałem lód i wannę pełną,
choć wkoło skład i ruina była,
widziałem przestrzeń wody pełną,
gdzie zagracona izba była.
A teraz siedzę w szatni klubu,
sam na sam w pomieszczeniu z weną,
co lubi chować się w przedmiotach
tym bardziej, im większe zagracenie...
Widziałem korytarz i ciemność
i jasne światła hen znad dworu,
radość enigmy była ze mną,
życie coś nowego przyniosło.
I wielkiej zmiany wnet zapowiedź
głosem wewnętrznym usłyszałem,
nastrój poczułem, co się zowie
werwą, bo nowe kąty ujrzałem...
A dookoła tajemnica
i mur pamięta bieg historii
i przypomina tamte chwile,
co doskonalę w dorosłości.
Piłkarskie stroje, krągłe piłki
i łazienkowe urządzenia
i parkiet, który wciąż pamięta
jak basen w klub sportowy się zmieniał.
Choć tyle jest pomysłów wkoło
i pisać można by bez końca,
mój czas przeminął, więc już pora
udać się w ślad zachodu słońca.
Budynek klubu hen w oddali
mały jak wróbel gdzieś zostanie
i kiedyś natchnień mocy pełnią
szczęście poetów wreszcie nastanie.
Łaźnia
...I tutaj znów jak tamtych lat
w świat nierealny się przenoszę,
bo zawsze trafiam tu gdy w świat
ruszam i niebo o wiersz proszę...
Przez kręty szatni korytarz
tutaj do łaźni się dostaję
i tutaj rządzi fantazja -
lepsza, niż sztywne obyczaje.
Pralki jak studnie, wanna - prom,
co znów do snów przenosi świata
i stół jak myśl i jak zew - mur,
flizy jak tajemnice świata.
I czasem tutaj staje czas
jak gdyby w miejscu i jest inny,
inne proporcje, przestrzeń też
i tylko lód ciągle jest zimny.
Zanim zapamiętam ten świat,
zawsze w realny iść jest pora,
więc powinienem tutaj w snach
i w kontemplacjach dłużej zostać...
Wieliczka, 16-06-2011, z podziękowaniem dla Szefa obiektu, o którym jest ten wiersz, pisany w miejscu.
Hubert Suder
Data dodania: 09.11.2011
Komentarze
|