|
PASTELOWE WSPOMNIENIA
Wesoła siódemka
Wesoła muzyka, melodia wspaniała,
co w moich marzeniach przez pola leciała,
wesoła muzyka i radosny czas,
co leciał przez mą wieś, przez łąki, przez las…
Kiedyś przed wieczorynką, „Wesołą siódemką”,
gdy byłem mały, miałem 6, może 8 lat,
do wsi sąsiedniej z dziadkami jechałem,
a w myśli piosenkę tą już słyszałem,
bo zbliżał się tej bajki czas.
A pogoda była po prostu bajeczna,
słońce, letnie ciepło, zieleń, błogi wiatr…
Choć przejażdżka z dziadkami bardzo mnie cieszyła,
chciałem wracać, by zdążyć – bajki nadchodził czas.
Wracaliśmy wśród słońca ciesząc się miłą atmosferą,
a w duchu muzyka głośno przygrywała;
ta piosenka – „Wesołej siódemki” intro…
Chciałem zdążyć, by usłyszeć ją całą.
Chciałem znów ulubioną melodię usłyszeć,
gdy łoś Jelonek biegnie polem aż pod las,
chciałem bajkę obejrzeć żądny nowych przygód,
co dążeniem, radością są każdego z nas.
Zdążyłem, usłyszałem, usiadłem, by obejrzeć,
ucieszyłem się, że znów widzę ich świat
bohaterów, co jak moi przyjaciele
biegli jakby ze mną w moich marzeń świat.
Owca Tina zdmuchnęła tort urodzinowy
zaprosiwszy przyjaciół, co grali sto lat…
…Gdy babcia przyniosła mi tort kolorowy,
czułem jakbym z nimi na przyjęciu siadł…
Szkoda mi tylko było jednej rzeczy;
nie mogłem na zawsze dziś utrwalić ich,
bo brakowało mi czystej kasety,
by móc ich nagrać i melodią cieszyć się co dzień…
(Kraków, 23.05.2009)
Stara poczta
Siedząc na placu trawiastym,
na miejscu po poczty budynku zburzonym,
wśród maja słońca i zieleni,
gdzieś w zaułku wsi mojej,
wspominam dzieciństwa moment,
gdy po raz pierwszy poszedłem na pocztę.
Przy sobie miałem takie małe radio,
naprawdę nie większe: Jak pudełko zapałek.
I w myśli swej, niczym w baśni świecie,
coraz nowe taśmy odtwarzałem.
PLAY-STOP-REC-STOP-REW-PLAY...
- Co ty tam masz? – Spytał z poczty facet.
- Mam radio i świetnie mi działa!
- A abonament opłacasz?
- Nie opłacam, ale ja tylko taśmy odtwarzam...
- To opłacaj, bo ci je zabiorę!
Wziąłem wtedy radio swoje
i ścieżką do domu wróciłem...
...I tak samo teraz będę szedł,
by słuchać płyt prawdziwych.
(Siepraw, plac po zburzonym dawnym budynku poczty, 20.05.2009)
Trauma
I.
Gdy byłem dzieckiem,
gdy miałem kilka lat,
biegłem w jabłoni sad
niczym w nieznany świat...
Obejmowałem jabłoni pnie
i choć na jawie, czułem się jak we śnie
a drzewa nade mną takie były duże...
Pogoda letnia, lato babie,
czerwone jabłka spadłe na trawę
podnosiłem z ziemi i jadłem
a drzewa robiły cień jak w ogrodzie rajskim.
Biegłem od jabłoni do jabłoni
a szczęście trzymałem w dłoni...
...i świat się do mnie uśmiechał
gdym między drzewami biegał...
II.
Lecz w jednym z sadu drzew
dziupla była głęboka
i gdy objąłem je
do pnia przytuliwszy się
coś gruchnęło i wtem...
nagle ogarnął mnie lęk...
Z sadu uciekłem,
przestraszenie mnie opanowało
i nie wracałem już do tych drzew
wstrząśnięty traumą.
(Kraków, 26.03.2009)
...I żeby zniszczyć tego Opinia...
Motto:
„Stoi w lesie stary grab,
pod tym grabem leży drab.
Leży drab a kilka os
gryzie draba prosto w nos.”
Jan Brzechwa
W niemowlęcym śnie
byłem takim drabem,
który draba, co leżał pod grabem,
chciał śpiącego znienacka zabić.
Drab leżał pod grabem,
a pod jego nosem gniazdo os,
które drab czerwoną skrzynią
nakrył chcąc ujarzmić.
Ja siedząc z dala z koleżanką
gdy drab jeszcze spał,
wczesnym rankiem chciałem
rzucić w czerwoną skrzynię kamień
by osy rzuciły się na draba
i zagryzły go,
bo ja byłem jeszcze większym drabem,
co rywalizował z nim o sławę
i dobrą zabawę...
Drab miał na imię Opiń,
więc szykując z koleżanką niecny plan,
mówiłem do niej szeptem
tuż przed wschodem słońca
słowa, z którymi obudziłem się:
...I żeby zniszczyć tego Opinia...
(Kraków – Siepraw, 01-03.04.2009)
Cudowna wyprawa
I.
Przed jedenastoma laty,
gdy radości życia szukałem,
gdy szukałem zgubionej nadziei,
jechałem z dziadkami w szerokie przestrzenie,
jechaliśmy razem przed siebie.
A wkoło był maj
i pola zielone od radości świata,
która sięgała zenitu.
I ptaki śpiewały i zachodziło słońce,
a ja wciąż szukałem sensu bytu…
Myśl o tym, czy Stwórca
kocha człowieka z wadami,
czy błędy wszystkie wybaczy
spać nie dawała, ni cieszyć się dniem
i śmiechem tłumiłem łzy rozpaczy.
Wołałem o pomoc do świata, którego
mgła mojego smutku
jeszcze całkiem nie zasnuła,
a innym razem chciałem zapomnieć
o swoich problemach,
chcąc żyć teraz i tutaj.
II.
Lecz kiedy dziadkowie
zawieźli mnie do Gdowa,
co stał za bezkresem pól zielonych,
Stwórca słał nadzieję
wprost z wieży kościoła
i radość życia znów poczułem.
Chcąc złożyć dziękczynienie
przez szyby samochodu
przed wieżą kościelną
Znak Krzyża czyniłem,
a potem wśród radości
jechaliśmy do domu
czując, że dobre czasy wróciły…
I radość od wtedy już nie tylko na polach,
lecz i w moim sercu była
i wtedy sen się sprawdził,
w którym Bóg mówił do nas:
Będę z wami zawsze
jeśli tylko będziecie we Mnie wierzyli.
I pełen radości, wśród pięknego maja
i ciepła słońca, które zza szyb grzało,
do domu jechaliśmy ciesząc się wiosną wokół
i o wrażeniach miłych rozmawiając.
III.
Lecz kiedy do domu mego przyjechałem
i na łóżku po podróży odpoczywałem,
choć tak mi było błogo i radośnie
przy otwartym oknie i tak ciepłej wiośnie,
myśl się wkradła przez kwitnące
konary morel i brzoskwiń,
że tak mi tęskno było
z braku życia miłości…
Nadzieją jednak cieszyłem się błogą jak wiosna,
że uczucie przyjdzie, jeśli tylko chcesz
i w błogim rozmarzeniu kołysany wiatrem maja
zapadłem w miły zmierzchu wiosny sen…
(Gdów, 28.02.2009)
Klatka schodowa
Motto:
„…Najpierw powoli,
jak żółw ociężale…”
(Julian Tuwim – „Lokomotywa”)
I.
Wieczorny spacer nim poszedłem spać
po klatce schodowej w Krakowie
w mej kamienicy, co przez tyle lat
swój widok nagrywała w mym sercu i głowie.
Od samego dołu, gdzie skrzynka pocztowa
i kolorowe szyb witraże,
przez półpiętra, na których tajemnica się chowa,
aż po drzwi moje, aż po drzwi ostatnie.
II.
A na samym dole, przy pocztowej skrzynce
wieczorami po dniach mały żółwik się krył…
Zawsze go widziałem na tle swoich światów
tak samo jak skrzynkę wyraźnie,
chociaż poza mną nie widział go nikt…
I po spacerze, mówiąc już do snu:
,cite>„Aniele Boży, Stróżu mój
(…) bądź mi zawsze ku pomocy (…)”
widziałem go,
bo właśnie „Ku pomocy”
żółwik miał na imię…
(wspomnienie z wczesnego dzieciństwa)
Skryty marzeń świat
Hen za mrokiem zmierzchu
skryty marzeń świat
fantazji i wspomnień
natchnień dawnych lat...
Gdzieś za chmurą zmierzchu
zatopione w mgle
miasto dawnych wrażeń
jak gdyby we śnie...
Kiedyś będąc dzieckiem
leciałem pod las
biegnąc jak na skrzydłach
w swych miraży świat...
A w tym świecie wena
i choć mrok jak strach
skryła się poezja
moich dawnych lat...
I gdzieś w mroku lasu
gdy zapadał zmierzch
miałem czego chciałem
a powszedniość – hen...
Zafascynowany
po barki w swój świat
byłem gdzieś daleko
nie wiedziałem gdzie...
...czy w lesie na jawie
czy może we śnie...
(Siepraw, 08.09.2008)
Zielony liść
Zielony liść, zielona trawka
i tylko zielony listek na brzegu…
Różowa wiśnia, różowe ślady
i tylko ślady, ślady na śniegu…
Zielony liść, bluszczowa kiść,
przykryta śniegiem zielona trawka…
…i biały śnieg i biała główka…
i tylko czarna, czarna jest kawka…
Jesienny śnieg, po śladach bieg,
spod śniegu liście wonnej sałaty…
…a wokoło lód, a wokoło chłód
i tylko lata na drzewach ślady…
Zielony liść, białe podwórko,
a na nim rzędem opadłe jabłka…
Drewniane schody, gonciany dach
i ruda jeszcze wciąż surykatka…
I jak u Brzechwy w Andronach wszem
jabłka rudawe w futrzanych czapkach.
Na niebie białym jak pierwszy śnieg,
pod strychem skryła się surojadka…
Zielony liść, schody na strych,
a wkoło sny się z jawą mieszają…
…i pierwszy śnieg i światła biel
i tylko czarno tam, gdzie śpi pająk…
Zielony liść, zielona trawka
i tylko ślady ptaków na śniegu.
Ślady bażantów i kuropatew
i kaczek ślady trójkątne w biegu.
Zielony liść, zielona żabka;
czy to już lato, czy jeszcze zima?
Zielona żabka, niebieska żabka…
…i tylko śnieg się na liściach trzyma.
Podwórko we śnie albo na jawie,
śnieg czasu całkiem zakrył wspomnienia…
…wśród ośnieżonych drzewa konarów,
skutego lodem poety marzenia…
(według mojego wiersza z dzieciństwa)
Hubert Suder
Data dodania:
Komentarze
|