|
POLSKA MOICH SNÓW
Przestrzenie myśli
Pola bezkresne
jak bezkresne są myśli;
myśli poetyckie
i myśli przestrzeni...
Przy mnie pola,
wielkie pola śnieżne,
pejzaż idzie w dal
aż hen, ku mgle.
Pola skryte śniegiem,
pola skryte mgłą,
krajobraz nieskalany,
natury łono.
Gdzieś tam w dali las
a na drzewach szron
a na drzewach szadź,
poezji korona.
Gdy pola idą w dal,
myślami w przyszłość wybiegam,
co, jak przestrzeń nieznana,
którą tylko podróżny dostrzega.
A co za horyzontem?
Widok nie kończy się tam,
gdzie horyzontu linia.
Życie nie kończy się tam,
gdzie kończy się ciało.
A gdyby nawet na wieżę wyjść
i tak widzisz ciągle tak mało.
A gdy za siebie spojrzysz,
zobaczysz mgłę.
Jak czas, co zakrył wspomnienia.
Kto ciekawy, ten brnie w tę mgłę.
Lecz czy warto ciągle cofać się?
Lepiej iść w taką mgłę,
za którą słońca blask,
warto pokonać cień.
Warto przed siebie iść
i za siebie nie oglądać się.
Warto ciągle bogacić myśli swe,
przed siebie iść...
Bo kiedy wiesz,
kiedy wiesz, że coś za horyzontem jest,
w przyszłości ślad, chociaż przez mgłę,
brnąć nie boisz się.
A jeśli zgubiłeś radość
jak las wielkich pni,
niech śnieżne pole przypomni ci:
Wszystko może nią być!
Bo wierzysz, że choć las
zakryła smutku mgła,
on tam ciągle jest.
(Iwanowice, 2011-01-31)
Tramwajem przez życie
Stań się tym, czego się boisz
a poczujesz dumę.
Ale pomyśl,
że wtedy wszystko bywa kruche;
jesteś jak drzewo stare, samotne,
może strącić cię wiatr.
Wyżej nad innymi są niektórzy z nas
myślami swymi i spojrzeniem na świat.
Ale tylko to im przetrwać da,
jeśli wiedzą, że są z nimi równi.
Nim nadejdzie koniec twoich dni,
Ten, co na górze, woła: Take your time!
Woła: Do ciebie należy świat!
Lecz nie zapomnij:
To samo woła do innych,
choćby całkiem obcy był im twój świat.
Oto czas, by wrócić do swych myśli,
odkrywać życie, jak miasto tramwajem.
Oto czas, by wyrwać się z rutyny,
bo ludzki byt to coś więcej,
niż ten sklep, tamten urząd
i deska banku lady.
(Kraków, 08-02-2011, napisane w tramwaju)
Katowice
I.
Zielona trawa
zielone drzewa
szara ulica
brązowy skat
Czerwone karty
czerwony chodnik
i złote piwo
i w beżu blat
i czarny węgiel
i czarny gawron
i czarne płoty
i czarna noc
i biały księżyc
i białe rano
i białe mleko
i biały koc...
II.
Życie płynie jak co dzień
i ludzie chodzą po ulicy,
wszystko zwyczajne
tak już od lat.
I czterech graczy
pod klonem siedzi,
przed nimi piwo,
przed nimi skat.
Miejsca codzienne;
dworzec, kopalnia,
i nieciekawy
na pozór skład...
...Zielona trawa,
zielone drzewa,
szara ulica,
brązowy skat...
I wszystko zawsze
w rytmie codziennym,
normalne miasto,
normalny świat...
III.
...Ale w tym świecie
jest tajemnica,
wena, co zmienia
każdego dnia
szarość ulicy
w złoto poezji...
Tak to już działa
na nas od lat...
...I szmaragd drzewa,
seledyn trawy
i złote piwo
i rudy skat...
(Mysłowice, 26.06.2009)
Oniryczne Myślenice
To miasto we szkle,
we śniegu, we mgle...
Mlaszcze po śniegu błoto,
jak gdyby we śnie,
a ciasno od niego
bardziej, niż zwykle.
Wszędzie niczym poety sen...
Miejsca znane ze snów,
z jawy i z poezji...
Wiatr przełomu lat
uliczki wąskie mierzy...
Za rogiem stary szklarz
przez szyby widzi świat
okularów, okien
i szyb, które tnie,
a niebo coraz ciemniejsze,
a z nieba pada śnieg...
A w kątku kawiarnia miła,
co w szare dni się śniła.
Herbata, ciepło pieca,
kiedy na dworze mróz
i mur dokoła tu,
to miasto moich snów
gdzie wieczór w sekret wiedzie...
Tu znów zielone, olbrzymie
kościoła starego wieże,
a za drzwiami wspomnienie,
przed drzwiami wena...
I sklepów wkoło czar,
orzechów wszędzie wbród
i jabłek, czekolady...
Korytarzykiem wprzód
wchodzę do sklepu – baru,
rysuje je w zeszycie
wśród krętej schodostrady...
Barmanka myśli czy rysunek mój
będzie jak z jej sennych marzeń...
A tuż za Rynkiem targ,
straganowa ulica,
grzyby i Świąt stroiki,
niepowtarzalny klimat...
...Kup pan oscypek, kup pan grzyba...
Reklama od targu po bilbordy,
bo to jest handlu dźwignia.
A całe miasto we śnie
i w zimy plusze tonie...
Ulice jak rzeka tajemna,
jak snów poety przeźrocze,
gdzie spełnić sen twój się może...
I wena i wena wszędzie
szaleje jak wicher na dworze...
Świt nad miastem
Dzień wstawał nad miastem
a pola, domy i drzewa były błogosławione;
nawet ten najmniejszy liści szept
i krakanie wron
bo życie nasze wzbogaca.
A przez noc...
Ludzie szli, naród wybrany,
a świt im drogi przygotował.
Słońce już wiedziało, co zrobić chce.
Zwolna oświetlać place i ulice zaczynało.
Świat bogacił się zielenią brzóz,
czerwienią łun, żółcią promieni,
a wokół tramwaje
rejsy swoje zaczynały jak zawsze
i nikt nie wiedział jeszcze, że z tych mgieł i chmur
ta a nie inna gazeta,
chleb, wiersz, samochód powstanie.
A dzień wstawał nad miastem
i słońce królowało coraz wyżej,
ludzie zwolna swój rytm dnia zaczynali.
Każdy wiedział coraz więcej o swym dniu,
przybywało godzin, przybywało zajęć,
przyszłość zmieniała się w teraźniejszość,
nieznane w znajome,
dzień odsłaniał swoje sekrety,
jak kochanka odkrywał wdzięki.
A miasto moje już się dniem ożywia,
wstaje do życia zwolna.
Lilak i słońce oknem wchodzą, przypominają,
że warto dbać o swój czas, bo tyle może przynieść...
Strząsam sen ze swych oczu,
porzucam mieszkanie, kolebkę snu,
by w to życie wejść...
(Kraków, 19-04-2011)
Przez marzeń mgłę
Widziałem ogród jak we śnie
gdym sam wśród mgieł wieczornych szedł
a był tam szron a był tam śnieg
i pośród nocy czerni biel
neonów lamp i sennych mgieł
Kiedym przez nocny ogród szedł
a była tam enigma drzew
enigma wspomnień dawny sen
który gdzieś w toni czasu mgieł
zaginął jak jabłek czerwień
bo teraz na jabłoni śnieg
gałęzie puste niczym sen
gdy marzeń ciepło skrył jak śnieg
samotny bieg
Przez ogród marzeń szedłem sam
ale ten ogród nie miał bram
ale gdzieś w dali tam gdzie mgła
widniały w fatamorgan ślad
ogromne wielkie wieże miast
jak radości odległy plan
jak senna marzeń miłość ma
co gdzieś się skryła w siną dal
I był tam ogród dobrze wiem
i były mgły i był tam śnieg
i zieleń trawy pośród mgieł
wśród szronu jak radość co hen
została gdzieś w przeszłości wiesz
a teraz znów tu piszę wiersz
i szukam szczęścia pośród mgieł
gdzie czarne niebo biały śnieg
gdzie opuszczona przestrzeń jest
gdzie ogród stoi dobrze wiem
Poezja tylko wtedy jest
gdy wciąż jeszcze szukamy jej
nie schwycisz za sukienki biel
nie złapiesz nigdy dłońmi jej
bo kiedy ją uchwycić chcesz
zanika gdzieś bo ciągle jest
tylko jedną z mgieł...
(Kraków – Siepraw, 29-01-2011)
List do Pana B.
Z okazji dzisiejszego rozpoczęcia prezydencji Polski w UE.
I.
Ty wiesz o wszystkim
z pierwszej ręki,
z pierwszego źródła,
z pierwszych słów.
Ty wiesz o wszystkim
od pierwszej chwili,
od pierwszych kroków,
od pierwszych nut.
Ty znasz wszystkiego
pierwszą przyczynę
i całą prawdę
i nie chcesz słów
bo całym Sobą
świat nasz ogarniasz
i słyszysz myśli
skryte jak sól.
II.
Proszę Cię zatem, kieruj Europą
i sprawiaj by dobrze się miała.
Zsyłaj nam miłość, radość i pokój,
by zawsze była jedna i cała.
Miej w swojej pieczy
tych, co w ich rękach władza
i nie pozwól, by perfidni
ją posiedli.
Spraw, byśmy żyli
szczęściem i z ochotą
i byśmy z pracy
własnej chleb jedli.
III.
Widziałem niebo tak granatowe
i wieniec z gwiazd dwunastu,
a na tym niebie tak biały orzeł
i drugi czarny i trzeci złoty,
pod nimi lwy i różnorakie wzory,
biały krzyż i oliwna gałąź.
Nad nimi słońce w wieniec laurowy
niczym w odświętne szaty odziane.
Kiedy spostrzegłem tak piękny widok,
znów odzyskałem radość i wiarę
że nasz kontynent, nasza wspólnota,
zło tego świata pokona.
Prowadź więc wszystkich Europejczyków
i miej nas w swoich ramionach.
(Bukareszt, czerwiec 2011)
Gdy odchodził dzień
Gdy minął już czas a niebo stało się sine
i na drzew gałęzi już zamilknął ptak,
gdy dzień doszedł podsumy a nad pola nadziei
niczym sąd ostateczny nadszedł wieczoru wiatr.
Kazał milczeć ptakom, kazał milczeć drzewom
i, niczym karę mierząc, uciszył wnet ich śpiew.
Jeszcze drgania ostatnie trzciny gawrony mierzą
i liczą chwile, bo noc już niesie senną pieśń.
Dzień już całkiem odchodził i drżenia swe ostatnie
rozdawał jeszcze ptakom jako przyjaźni szept
i niczym listy jeszcze wkładał je kwiatom w płatki
i mówił: już odchodzę, już idę tam, gdzie sen...
I gdy noc już nadeszła, jeszcze smętne bażanty
gruchnęły rzewnie w lesie, chociaż już wkoło czerń
nocy zakryła radość, tą, co po sobie w spadku
zostawił ten zielony, słoneczny, piękny dzień.
Księżyc odbił się w wodzie. Chociaż to zwykły widok,
ma w sobie coś takiego, czego inny nie ma.
A skoro zórz tak pełno, co w wodzie się odbiją,
czas spojrzeć na horyzont, czy dzień wraca z swych wart.
Lecz zanim on nadejdzie, zdarzyć się może wszystko;
tak radość jak zwątpienie, świat przygód albo klęsk,
tak cud jak i kataklizm, tak rozpacz jak i śmiech,
kryzys lub uzdrowienie, tak miłość jak i śmierć.
(wersja poprawiona)
Małe podróże
Przyjeżdżam do Wieliczki
z mojego Krakowa.
Idę ulicą, gdzie marzenia snułem
i myśli namiętne
samotnie...
Na sam dół schodzę.
Idę do klubu sportowego,
gdzie inspiracji szukam.
Nie mam już po co przychodzić,
koledzy moi stamtąd
obcy się stali...
Kupuję więc tylko sól do kąpieli
i spadam z tej Wieliczki.
Jadę do Dobczyc,
gdzie do pewnej kawiarni mnie ciągnie,
gdzie dziewczyna bywa. Samotna?
Raz na jakiś czas o tym sobie przypominam.
Jednak gdy przyjeżdżam,
nie spotykam jej.
Wychodzę więc na miasto,
szukam natchnienia przy ugrowej wieży,
dawniej tam znajdowałem,
lecz teraz go nie spotkałem.
Wracam więc na busów dworzec
i spadam z tych Dobczyc.
Przybywam do Myślenic,
gdzie wszędzie są wspomnienia,
a radość z niedosytem się miesza,
ze smutkiem marzenia.
Wspominam dzieciństwo,
beztroskie chwile,
w których brak jednak było czegoś;
swobody dorosłości.
Przyjaźnie przelotne do historii odeszły
gdzie o świecie rozmawiałem
widzianym przez poezji okulary...
Przyjaciel, który mnie odwiedzał
i komputer naprawiał,
teraz mija się ze mną z dala
a mi nic nowego do głowy nie przychodzi,
więc spadam z tych Myślenic.
Przyjeżdżam do Sieprawia,
gdzie świat się do mnie uśmiecha,
gdzie bliscy witają mnie serdecznie
radością i uśmiechem,
gdzie zawsze jest mi dobrze,
radośnie i przyjemnie,
gdzie stokrotki białe
na trawie zielonej...
Płatki obrywam;
kocha, lubi, szanuje...
Tu zostanę na dłużej!
Gdów, Kraków 2011
Hubert Suder
Data dodania: 25.11.2011
Komentarze
|