|
DEKALOG PIERWSZY
przypomnienie
znałem twoje oko
podmalowane czasami
kolorem z cieniem cienia
a najlepsze były
prace ręczne
i lepienie naszego misia
znałem krok
jakim przemierzałaś
odległość między
szyją
a
stopami
diabełka
tu kroczy
udo
udo
łydka wódka
łopatki gryz
zmokną cieniste usta
pijane wrażenie miękkie
otworzy się
a tam: języki długie i śliskie
piekielna uczta!
jabłkowe pozostałości
ciskają we mnie jadowitość
syczące odciski pękające
na twarz
jedwabistość wężowej skórki
sprawia gęsim piórem wiersz
nie wzniośle męski
(tym razem nie)
teraz rozumiem
paznokcie
włosy na chwilę
by znów
taka cholerna
kobiecistość diabła
DEKALOG DRUGI
działania nade
"podziel sie refleksją"
bardziej będę okrutny
gdy szepnę
pederaści wypierdalać
czy gdy krzyknę
Boga to już nie ma!
albo
"zróżnicuj siebie samego"
dobrze -
- skóra i kości
a tam śpi przed domem
mój rozum
pies niewierny
precz z seksem w czasie jazdy
klakson
wchodzę siadam
śpiew jakieś wino jakieś wiziry
oblewa się sosikiem pachnącym
i potem mówi kochaj
- ciekawe ile scen
nakręcono w samochodzie -
ja nie chcę na kolejnym zakręcie
wyskoczyć
przetoczyć się
zawinąć w asfalt
wyglądać jak zraz
- bez sosu proszę
bez sosu -
DEKALOG TRZECI
wywołujemy dziś ducha nas
wywołujemy dziś ducha nas
w ostatnim marzeniu
sprawa się skomplikowała
po tradycyjnych pragnieniach
dobra wolności miłości
przyszedł czas
zajął się od naszych włosków
co świecą
(rozpryskują się oczy
odchodzimy w żwir -
mamy kamienne
poglądy)
dopali się chwila
na świeczniku
ziemski pan prezydent ty i ja
niewyspani
niewyspani
ja i pani
nie wyspa ni
przylądek w bali
mój oglądek jest taki:
nad ranem to ja myślałem że jestem na morzu
południowy wiatr i wschodnia pierś tulić mnie miały
maszt? wynaturzony wiersz to nie jest więc
bez masztu bez steru bez burt
bezradny bujam
jednak perwersyjnie sam
ibezpani
DEKALOG CZWARTY
elephant
depczę ucho
igielne
lgnę jeszcze
legnę
nie przejdziesz moja głowo
myślę dziś
o aspektach duchowych
kości słoniowe
pod ochroną
po tej stronie
a ja
na kościach
bez żadnej pomocy trup
wylatuję do ciepłych
wylatuję do ciepłych
dłoń spadła na brzuch
gdzieś w granicach
afrykańskich
te zwyczaje są malejące
na czele z ogniskowym przypalaniem
służą tylko okiełznaniu łóżka
ramowaniu
bez rymów w rpa
północne palce rybne zjadam
wszystko się miesza
w bocianim gnieździe
ściany gałązkowe
milczą w grobach listków
takie wielkie pusto
DEKALOG PIĄTY
dławica
dławicą krtani
są mi piekące nóżki much
leci wszystko na dno
pocierając czoła tych obrzydliwych
niszczę zło w żołądku
kupione nie kradzione
za osiem słów będziesz moją
w wersie ostatnim niewolnicą
biję ciebie samodzielnie
bez odczynników
za zimno
za ciepło
inaczej w afryce
inaczej przy lodówce
w czasie przyszłym krwi oszczędzę
tylko włosy rozpleć
od-słowa do-słowna
kupiona zatopiona
DEKALOG SZÓSTY
wyrostek kostny
rok 1975
dzień ostateczny
by umrzeć
w annały
wpisane jest
"poczekamy 7 lat
jeśli rogi wyjdą
skropimy go Świętą Wodą"
nie wyszły
każda kropla potu
jest chrztem na człowieka
w imię człowieka
ale to nie on
wyciska ostatnią
poeta nie wyszły
dosłyszy
pamięta
zmyśli
zrogowaci słowo
odchodzi zawsze
mocno zasuszony
DEKALOG SIÓDMY
znane są zalety czystości i ciała
wszystko jest białe
wszystko się zbliżyło
leją po murach
(kiedyś mur to był znak!)
leją się po mordach
szpady niet
ścisk w środkach
uścisk dłoni z francą jakąś
czas się zbilżył
wychylił nogę
i upadam na ryj
straceńcy stracy i dewotki
odwracają głowy od golizny
w tiwi leci serial
mocz ma zapach mokrych trocin
legowiska ludzkie są mgłe
wszystko jest białe
pierdolone oczy acze sracze
baby pielęgnują pęsety do rzęs
chłopy chorągwie pochw i analne
i gra
i buczy
stromość słów jest pochyleniem zdania
włos litery się nie liczy:
bałdzo kułwa płoszę
wiersz wygląda na tym tle jak paradoks
skomlenie jaskiniowca gdy mu nie staje
martwy punkt
kilimandżaro mrowisk
ale bez przesady
ale z daleka
wypolerowana twarz jest paskudniejsza od trupiej
bakterie są tak samo niebezpieczne jak ich brak
czarno poezję widzę
plamy słoneczne
złudzeniem
albo złą optyką jutra
nazwałbym to majaczeniem siebie
nie chcę
ty
godnia
te
godnia
jednego
bez nawet temperatury
cienia ciebie
i co
nie istnieć po to
by istnieć
maskarada tej chwili
odbywać się miała w koszmarze
ale niech spali się w lunetach
albo wydali ze mnie
DEKALOG ÓSMY
upadły
podszedł człowiek
czerwony z dziar
narąbany
drwal czy coś
chodziło o 15 deko
kaszanki
wiersz będzie niżej
tylko wcześniej jeszcze
że kaszanka to krew i kasza
kasza i krew
krew nasza
kasza wasza
za kaszę naszą i waszą!
kasz się wykrwawić
nie chcę być masą
krytycznym połączniem
gównem wchodzącym w zęby
z wątrobą (dodatek)
w wątrobę
i obieg
i kaszanka
wiersz dla drwala czy coś:
paragraf ostatni
apokalipsa psa
wena
słowa się uwalniają
palą się literatki
miękkim gardłem
uciekają pod psem
poeci-śmieci
wystarczyło na bóle krzyża
chcieli śmierci
rozczochrani chłopcy
jedzący na śniadanie brudne miasto
i chorzy na serce
melancholia zgrzybiałych dni
białe wiersze zakrystiana
poezja nie istnieje
jem
przerażam zdechlakiem oczysk
wsiadam na tego psa
wio we no! ruszaj się piździelcu
|