|
Deszcz
Wśród gęstwiny czarnych chmur
snuję się jak cień.
Zimny deszcz wciąż pada na mnie
gasząc ogień w moim sercu.
Nikt blasku słońca tu nie widział
od tysięcy lat.
Każdy ma coś by nie zmoknąć
kaptur czy chociaż parasolkę.
Ty jedna nie masz nic
jakbyś nie bała się ciemności.
Proszę, weź, to moje, nie moknij
mnie to niepotrzebne już.
Nie boisz się tych szarych kropli
co zabijają, co sieją w sercach lęk?
Więc zostań ze mną, pomóż mi
próbuję walczyć z tym od tylu lat.
Popatrz, wystarczy, że tu jesteś
i już nie pada mocno tak.
Na bogów! To przecież właśnie Ty
o Tobie szepcze spragniony światła lud.
Starałem się tyle lat
lecz po chwilach ciszy przychodził większy deszcz.
A teraz przyszłaś Ty
i w jednej chwili przestało lać.
Tylko ciężkie czarne chmury
przesłaniają nadal słońca blask.
Cóż z tego, że nie pada
gdy nadal mokro i wieje zimny wiatr.
Tu nie wystarczy tylko moje słowo
musisz je rzeknąć także Ty.
A wtedy rozejdzie się kobierzec czerni
i powstanie swiatłość, co ogrzeje nas.
Zapłonie znów me serce
choć żarzy się dla Ciebie tylko.
Wśród kropli, chłodu, wiatru
przez mego życia, cały czas.
W grobie nadziei
Spadła łza,
tak jak z nieba spada anioł,
nie ratuj jej,
nie rzucaj w otchłań za nią.
Minie czas,
przemierzy cały świat,
spadnie na dno,
wyrośnie z niej czarny mak.
Brak światła położy go,
bez tchu na zimnej ziemi,
spadły tu tysiące łez,
witaj w grobie nadziei...
Tysięczny błysk
Tysięczny błysk
Wśród oceanu fal
Przemierzyć je po tysiąckroć chcę
Tysięczny błysk
Od szarych odbity wód
Utop mnie w nich po raz tysięczny
Tysiąc to za mało
Chcę widzieć ten błysk przez cały czas
Miliony, miliardy
To nie wystarczy
Oślepiaj mnie dzień i noc
Boskie światło, które błogosławi
A przecież to tylko słońce
Od szarych Twych oczu odbite
Zielony grad
Zielonych pocisków grad świszczy
Gęstą materię powietrza tnąc
Jutrzni ranne odbija fale
Jak łany kwieciste mieniąc się
Motylego skrzydła lekki ruch
Pieszczota dla zszarpanych nerwów
Kiedy całe stado się zrywa
Strzępki duszy rozwiewają się
Lśnią promienie przynosząc życie
Świetlisty wlewają we mnie płyn
Błyszczy nad wszystkim złocisty krąg
Dzięki bogom za ten święty dar
Uśmiechu mógłby być pełen świat
A tak tylko żalu sople lśnią
Chłodny świt budzi duszę mrożąc
Kropla po kropli smutek kapie
Zielony deszcz rani myśli strzęp
Krwawi dusza z bólu płacząc
Zabiera resztki szczęścia wicher
I wnętrze ciemnością zalewa
Snów tarcza srebrzysty sypie proch
Gdzieś daleko poza światem ja
Łzami zalewa samotny sen
Tuż obok prawdziwy świat i Ty
Nie zwycięży żadna magii moc
Aniołów armia biała spłonie
Demonów zamarzną zastępy
Czasu bieg wyrok ustanowi
Iść mogę tylko w serca rytm
Ty czekać tu na zbawienny wiatr
Ciepła podmuch gałęzie wstrząsa
Zielonych pocisków grad świszczy...
Róża
Upadłaś
Pierwszy to upadek
Chciałaś upaść
Paść trzeba by wyżej się wspiąć
Ziemię gryzłaś
W ziemi krew przodków płynie
Deszcz piłaś
Łzy anielskie błogosławią
W słońcu grzałaś
Mówią, że ono bogiem jest
W cieniu drzew skrywałaś
Chłod przynoszą gdy dusza płonie
W górę się pięłaś
Ponad chmurami jest nasza przyszłość
Wiatrom oparłaś
Przyżywają tylko najlepsi
Ścięta zostałaś
Ładnie wyglądasz w mym wazonie, różo
Jesienna miłość
W kolorach jesieni Twoje ciało ułożyłbym
Na kobiercu z liści opadłych przedwcześnie
Wśród listowia gęstego pieścić Cię będę
Czerwienią i żółcią październikową przybiorę jak obraz
I wpatrywać się będę wzdychając miłością
|