|
Gastronomia nieba
Dajcie mi skosztować nieba,
chcę znać ten smak...
Podobno jadł je kiedyś
trzyletni blondynek
i wciąż pamięta
niebiańską czekoladę
z bitą śmietaną obłoków
Zachwyt
iskrą we mnie
uderzasz
w zapalasz się
przenikając
ciało i duszę
w żagle płuc
nabieram powietrza
oczy zamykam
porwana nagle...
Agonia
Umiera
patrząc w bezmiar
milczenia...
Słowa
rozsypane paciorki
leżą za progiem...
Nie trzeba mówić...
Spójrz w oczy
martwe
z każdą chwilą
mocniej...
jeszcze opowiedzą życie
Gra
W amfiteatrze życia
przed pustą widownią,
bez maski bogini radości,
bez koturnów wysokich aspiracji,
obdarta ze złudzeń
Stoję...
do bólu prawdziwa,
bezsilna wobec własnych demonów
Uciekam...
... staję się muzyką.
Wyobraźnia
Żeby tak
móc
przytulić się do ciepłych,
tchnień letniego wiatru,
zachłysnąć się muzyką,
ukraść lazur z tafli
śpiącego jeziora
i włożyć go do wazonu
jak kwiaty
Żeby móc
złapać miłość
i zamknąć
w butelce
jak wino
- dojrzeje czasem
Żeby tak
móc
wybrać się w podróż
na najdalszą gwiazdę,
utkać z mgieł sukienkę
przeszyć jej końce
nitką słońca,
a potem wejść w niej
w tajemnicę jutra...
Śmierć bezdomnego
Położono mnie
na prześcieradle -
Zostawiono....
Szukać się chciało
bliskiej dłoni -
między palcami
wykrochmalony materiał
Trzeba wołać...
Krzyk
zagłuszył blask
i grzmot
zza okna
Samotność
bolała mocniej
niż ropiejące rany
i była bardzo
poniżająca
Przyszła wreszcie
z twarzą nieboszczyka,
w białym kitlu,
ku mnie wyciągnęła
szpony...
Przyszli inni
stwierdzili zgon...
WTC
Poznałam
przelana krew
cuchnące ciała
juz nie chowane w żałobie
krzyki trudne
do odszyfrowania
jęki wirujące wokół
jak sępy
Tu kości całkiem zbielały
Plotka
Pajęczyną spadasz
przyklejasz się nieprzyjemnie
A przyklejają cię
jak do słupa ogłoszeń
I czekają....
Przyglądają się jak rośniesz
w kaskady ubarwień
Słuchają jak uderza w tobie
serce nienawiści
a moje serce pęka.
Mówili i...
Mówili napisz
o czymś
w kolorze błękitnego nieba,
wyrazistej tęczy
Niech słyszy się
w tym
melodię prostą
wpadającą w ucho...
Trzymam w ręku
rozkładające się serce
zniekształcone do ostatniej
tkanki
we mnie krew
zastyga...
Prośba
Podaruj mi Anioła
o oczach łagodnych
i obliczu
jak uśpione morze
Będzie miał skrzydła
czesane w pióra cumulusy
a tunikę tkaną z mgieł
wiosennego poranka
Będzie sie uśmiechał
sierpniowym słońcem
i mówić do mnie
pogodnym tenorem
Pozwól mi na ten romans
z duchem...
Osłonię go tajemnicą nocy
posrebrzanej księżycem.
* * *
Ulica
wybrukowana
dziesiątkami twarzy
szukających
w źródeł swego jestestwa -
Gdzie się zaczyna życie?
Czy w pierwszym krzyku
czy w twarzach innych,
tych z ulicy?
Patrzę w lustro...
...
... twarz
odkrywam w niej twarze
znanie z ulicy
dotykam ich...
Dziesiątki twarzy
wyraźnych bardziej
i mniej
A jednak...
Jak krople
rodzą się z jedności chmury
i do niej wrócą po deszczu
unosząc się mgiełką
do góry
i tworzy się zamknięty krwioobieg.
Tak tu, na ulicy
jesteś twarzą jedną
i twarzą wpisaną w twarze
i twarze wpisane są w Ciebie
Od tego nie uciekniesz...
To rzeczywistość silniejsza
niż wola...
Silniejsza nawet
niż twarze które znasz z ulicy
szukasz siebie w twarzach
a twarze przeglądają się w Tobie.
Właściwy kierunek
Za horyzontem czasu
pośród iskierek wieczności
w świetlistej przestrzeni
zniknęło moje wczoraj
otulone w zachwyt
Stamtąd przychodzi
jutro, które należy do nas...
Należeć będzie
do mnie
w wyznaczonym czasie
"Teraz" w ręku trzymam
przenika każdą cenną perełkę życia...
sekunda, sekunda, sekunda...
Tracę każdą z nich
Bezpowrotnie...
Rzucam za siebie...
Bo trwam w określonym kierunku
Od przeszłości ku przyszłości wciąż...
Przemijanie
Z każdą chwilą umieram bardziej i mocniej...
Mocniej zakorzeniam się w przeszłość
i mocniej w przyszłość wyrastam
Nie wiem jak wygląda piekło.
Nie zmierzam do niego,
nie szukam odpowiedzi wygrzebując
piaskowe kryształki z ziemi
Nie wiem jak wygląda niebo
choć to cel wędrówki,
moja wyobraźnia nie wybiega tak daleko,
a wzrok światłości się opiera
Nie wiem co znaczy odchodzić na zawsze
A jednak...
Z każdą chwilą umieram bardziej i mocniej...
Mocniej zakorzeniam się w przeszłość
i mocniej w przyszłość wyrastam...
Anioł mój
Mój anioł
nie ma twarzy...
nie zakrył jej
aksamitem dłoni
nie okrył purpurą nieśmiałości...
Jest moim odbiciem -
mogę przeglądać się w nim
niczym szmaragdach nieprzebranych
tafli jeziora
A jednak jest inny...
Nie znajdę w nim
uczuć moich
stłoczonych
w blaszane pudełko...
Nie odbiję wspomnień...
Nawet analizując
kawałek po kawałku,
pod mikroskopem
jego anatomię
nie zobaczę marzeń
tkanych w myślach codziennie...
Mój anioł
ma olbrzymie skrzydła
niebiałe, przeźroczyste
które obejmują mnie
unoszą lekko nad ziemią
Mój anioł bez twarzy
skrzydlaty
zamyka mnie w puchu swoich skrzydeł
BARWY SAMOTNOŚCI
Pegaz
Już nie przychodzisz Pegazie
gwałtownie, z eksplozją uczuć w siodle.
Chwyciła Cię Euterpe w sidła
i przyciągnęła wodzy
Teraz spokojny jesteś
z dystansem podchodzisz
Pogubiłeś podkowy?
bo uparcie chwytam ci grzywę
I plotę z niej wiersze
ale...
- to już nie chwile złapane
na gorącym uczynku
tylko długie godziny namysłu...
Uzależnienie
Podaj mi muzykę jak krew
- dożylnie
Podaj, póki wierzę jeszcze
że żyję...
Prędzej!
nim się wykrwawię...
Daj choć namiastkę,
kilka dźwięków nawet
Podaj mi muzykę zamiast tlenu
wystarczy
i nie oddzielaj płóciennym murem
za wcześnie
To nie majaczenie
mówię poważnie
Dajcie mi kogoś z partyturą
w ręku...
Cisza zabija mnie...
Stephanie
Twoje milczenie więcej mówi
niż łzy
O tamtych dniach
co wyschły jak liście
gdy oderwały się od "teraz"
O tamtych ludziach
co odeszli
jak duchy nocne świtem
O marzeniach
tak cudownie prostych
Twoje milczenie
więcej znaczy
niż wszystkie słowa...
* * *
Nazwali mnie
i włożyli w szereg
jak książkę
Byle tytuł...
Byle numer jakiś...
Byle tylko...
Spokój...
Cisza...
Byle zapomnieć...
Oderwać się...
Nie otworzą już księgi
Nie odczytają słów
Prędzej rozsypię się
W ...p r o c h
Przyjacielu...
Możesz kłamać
tylko nie mów
że wierzysz we mnie...
Kłam, że kochasz kwiaty
na łącze i te w mojej dłoni,
że rozumiesz pragnienia
których nigdy nie spakuję
do walizki
Nie ubieraj w piękne słowa
upokorzeń. Nauczyłam się
szanować ból. Umiem
zamknąć oczy bez krzyku
i łzy w pytania zamieniać...
Możesz kłamać. Kłam.
tylko nie mów, że wierzysz
i rozumiesz...
* * *
Boję się niespełnionych marzeń
co wracają
w nocnych koszmarach
i wyją straszliwie
jak czyśćcowe duchy
Wlepiają ślepia
w odrętwiałe serce...
* * *
Boję się...
Boję się jeszcze, że umrę
zapomniana...
bo pamięć
rozszarpią sępy
szarej codzienność
a mogiłę chwasty porosną...
Nim usnę
Pozwól mi Boże
Zaśpiewać na koniec
I upewnić się,
że piękne było
życie
Pozwól mi pożegnać
szczyty górskie
i dolinom pomachać
niebieską chusteczką...
Syneczku
Pytasz synku, czy...
umierasz
czy naprawdę koniec
cierpień Twoich
i szpitala
i bolesnych wspomnień
Nie, nie będę już
kłamała
teraz prawdę powiem...
po niebieskiej łące
Boga
biegać będziesz sobie
Tam na łące, tam
na górze
anioł Ci zaśpiewa
najpiękniejszą kołysankę
taką...
prosto z nieba
Każde słowo duszę rani,
duszę mi rozrywa
chciałabym pójść z Tobą
Mały
lecz Bóg mnie
nie wzywa
Zaśniesz cicho w mych
ramionach
zaśniesz tak spokojnie
a ja bólem i rozpaczą
wołać będę imię
Twoje
Mój syneczku,
Mój kochany
To się wszystko stanie
lecz nim zaśniesz już
na wieki
powiedz do mnie -
"mamo"
Powiedz do mnie
"Mamo"
uśmiechnij się troszeczkę
wiem
tam cierpieć już nie będziesz
tam ci lepiej będzie
Przedwcześni
Znalazła ich zbyt wcześnie
porwała daleko
W czarne dłonie chwyciła
i białe płótno
A potem złożyła w obłoku
jak łup
Tu cisza święta
tam...
Zapłakane matki
i bolesne pytania
Konsylium
Spokojnie Panowie
spokojnie
chcę tylko ogłosić
wyniki badań
Skończyłam Panowie
i wiem
serce jak sumienie
przez życie prowadzi...
To nie jest narząd tylko
Panowie
żółty z poprzecznie
prążkowanej tkanki!
Za szybko szliśmy
Panowie
za szybko w nauce
w duszy nie robiąc kroku
I jestem tego pewna
Panowie
uczyło mnie życie
cierpienie i ból
Są w sercu ubytki
Panowie
patologiczne zmiany
których nikt nie wyleczy
Mam dane Panowie
są precyzyjne
nie ma człowieka bez ran
na sercu
Podobno
Podobno jestem
Gdzieś pomiędzy
było - będzie
stało się - stało
i jak miliony
Podobno jestem
w snach niedokończonych
i mgłach jezior o świcie
kiedy przed słońcem
ostatnie uciekają duchy
Jestem?
Podobno jestem
Tak dziwnie zamyślona
I smutna
I gorzkich myśli pełna
I w czerni się tulę ramiona
I czarne przed sobą otwieram przestrzenia
I jesienne melodie serce mi gra
Jestem
Fiołkami rozmarzona i cicha
Jak pusta świątynia
Z zapaści myśli nadziei zielonych
Gałązek uchwycona
I prądów łagodnych strumieni
I bardziej we mnie ogień niż woda
PORTRETY OŚWIĘCIMSKIE
1. Pani Profesor [Joanna Kunicka]
Pani profesor uśmiecha się
to nic, że tu śmierć
przenika wszystko
Uśmiecha się
To nic, że jutro
budzić będą przed świtem
i do wieczora w mróz
Uśmiecha się
Nie zrobią z niej cienia
bez uczuć
bez nadziei
Uśmiecha się
Będzie człowiekiem
wbrew faktom
aż do końca, do ostatniej chwili
Uśmiecha się
Nim skona, nim straci
przytomność w gorączce
uśmiech. Jeszcze jeden
uśmiech
2. Asystentka
Pamiętała laboratoria
badała człowieka
czytała z kości jego życie
Tu też laboratoria
Blok 10
Przyszli po nią
i śmiali się
że asystentka mistrza
że Czekanowski
A ona chuda i brudna
stoi pośrodku
sama jak przedmiot
badań
Nim umrze wgnieciona w błoto
Niech jeszcze przysłuży się
Niemieckiej nauce...
3. Lekarki
Ona jest mężna
i nie da się omamić śmierci
będzie z nią walczyć
za każdą cenę
Tamta jest śliczna jak rusałka
z mitów słowiańskich
i anielsko łagodna
tylko, że tu piekło
A ta? Uważne spojrzenie
przenika i oczy
piękne oczy, które odbijają
piękno. Resztki piękna zza drutów
Są i inne. Nieliczne. Bezradne.
walczą o życie
w fabryce śmierci
Katarzyna Ziembicka
Data dodania:
Komentarze
|