|
Dlatego Jestem
ona nie jest chrześcijanką
z portretu
mogłaby jednak być wzorem
w dzień milczy
nocą szepta z księżycem
ćmy oblegają jej kształty
od jednostopej nogi
po żyrafią szyję przebiegają
dreszcze dotknięć wiatru
żytni snop kładzie letniość
na policzki
kwiatów i źdźbieł traw
opieszczając osamotnione nocą
ławki
nie otulona chustą głowa
i świetlista aureola
przy placu andrzeja
jest jak moja miłość słów
wie że cwał rumaka w pulsie
wyczuwa się w pieszczocie kobiecej
nie daje zasnąć wyobraźni
być może dlatego światło
nie traci sensu
być może dlatego jestem
Suri
MOTTO:-"(...) Nagle
z całych sił
dzwoni burza
w szklance liter(...)"
(J.HARASYMOWICZ).
to jedenaste piętro
niebo sine
okulary niepotrzebne
oczowsłupienie
pomiędzy samobójcą a biedroneczką
która spadła z rusztowania
pewna więź
hipokratesowe oblicze i usta
moje ich i gapiów
na powrót zastawione kamieniem
Suri
jak przykryć uśmiechem zawód
kiedy opuszczona głowa i świeża sól
odśpiewuje na policzkach zwyczajny smutek
jak wziąć się za bary z wodą
już wypycha siedzisko fotela umeblowanej
w rozpychające się słowa kartki
Ratnasiri Suriya Arachchi (Suri)
Poecie, malarzowi, tłumaczowi.
Żyć Warto
- ku pamięci: Annie Kamieńskiej.
Żyć warto
dla miłości
dla dni nie pustych
jak ślepy los loterii
dni ciszy pięknoustych
spokoju i czasu pogody
Żyć warto
dla jednego uśmiechu
dla łzy człowieka
dla dzielenia siebie
pszenicy czasu i serca
Ty o tym wiedziałaś
Anno osamotnionych wierszy
więc powiedz
czy to z pochylania się nad tęsknotami
nad ludźmi
nad cząstką czyjegoś życia
ostrokrzew i róża
zwycięża nad śmiercią ?
Odpowiedz- - - - - -
już kwitną nad twoją
mnie jeszcze nie darowaną
ciszą
Wyznanie myśli
nocnej lampki ciepło
opieszcza mnie całą
obecna i naga
tańczę w snach dzieci i żony
naelektryzowane księżycem włosy
nasycają kruchą strukturę
matrwych rzeczy
a oczy nieuśpionej wyobraźni
przydają sens słowom
by nie wyblakły
jak stare nieba fotografii
piszę
garść puszystych owieczek
wrażliwe ciało
które kosztuje dziewiczych połaci
nieopieszczanej od dwóch lat ziemi
piszę
niezawoalowaną nagość
siebie i kobietę
stale mieszka we mnie
Obrazem dnia
myślisz że wodą strojone
słońce
na twarzy prześcieradła
otworzy świat
a bukiet białych róż jak
pocałunki granatów pozwolą
z kropel potu pojąć siłę wodospadu
myślisz że wtuleni
w zawsze wszystko spełniającą
poduszkę stajemy się obrazem dnia
a to drzeworyt omdleń
tamnaru przeczucie
w blasku źrenic śpieszy się pisać
szczęście na białym kamieniu
W rękach liter
w rękach liter światło rośnie
pęcznieje ku mnie
jak wczorajszy deszcz
jest to co przyjdzie
czego jeszcze nie ma
co istnieje
i to co nigdy nie przyjdzie
to co przychodzi odwiedza domy
jest zimne i gorące
zdrowe i chore
czasem wypasłe pod obcym
sklepieniem
to czego jeszcze nie ma
jest liściem wiosennym i wężem
podobne do namiotu
w chwili burzy
to co istnieje
jest słowa przetrwaniem
śpiewem krwi w pieleszach
milczenia
co nigdy nie przyjdzie
to martwa miłość kamienia
Henryk Andrzej Wolany (wodoryt)
Data dodania:
Komentarze
|