|
"Stan wojenny
Chrobrych koronę w berecik z dzwoneczki,
Zmienili; karli szamani, poddani głupoty,
Prawych mędrców zgonili za Ojczyzny płoty,
Ustroili w płaszcz króla ślepe marionetki!
Otoczyli się sforą psów o czarciej twarzy,
Którym ze ślepi błyska zbrodnia Kainowa,
Od wieków serce ich nie rzekło człowieczego słowa,
Którzy winni są zbrodni Heroda rakarzy!
Nie ma gór nieśmiertelnych, nieśmiertelnych ludzi...
Nie ma gór nieśmiertelnych, nieśmiertelnych ludzi,
I Gwiazdy są śmiertelne, śmiertelne i Słońca,
Tylko jest nieśmiertelne słowo Boga gońca,
Co nigdy prawego serca obłudą nie łudzi!
Choć Krzyż rzucony miliardem ton na prawe ramiona
Jest bolesny jak mądrość odrzucona przez szydercze mózgi,
Za zbawienie Bram Świata; tylko ciernie, gwożdzie, rózgi...
Dostał za Miłość człowiek z Nieba! - I na krzyżu skonał!
Nie przeklinaj miłości...
Nie przeklinaj miłości, nie burz jej ołtarzy,
Gdy samotność ci cierniem, pierś piekłem ognistym,
Zostań jak Gwiazda samotny w swym ruchu wieczystym,
Która tajnię otwiera przy cierpiętnej twarzy.
Na nic słowa jak larwy rzucane w Gwiazd stronę,
Bo tylko tymi wersy w swą godność uderzasz,
Gdy nie wiesz po czyim chodzisz Świecie, i do kogo zmierzasz,
Tak na nic twe przekleństwa w gniewie urojone!
Co tam piszesz krasnalu, tym kolibra piórem...
Co tam piszesz krasnalu, tym kolibra piórem,
Na płatku białej róży inkaustem lukrowym,
Komu list pieczętujesz pierścieniem woskowym,
Mocno go okręciwszy pajęczyny sznurem!
Skąd Ty tutaj we fraczku, w złotym żołędziku,
Kto cię zbudził tej wiosny ze snu polarnego;
Przepadło już baśniowe Twojej prawdy ego!
Dzieci strój twój nie bawi mój drogi Skrzaciku!
"Piszę list do poetów głoski złoconemi,
Że trąd nas nie wytraci z areny przyszłości,
A Muza mądrej baśni w sercu skrzata gości:
Ma wrócić baśń do dzieci! - Skrzaty są na Ziemi!
Jak kwiat zgwałcony stopą - dusza moja ciszą...
Jak kwiat zgwałcony stopą - dusza moja ciszą,
Zbłąkana jako gołąb, który zboczył z drogi,
A wkoło tylko ciemność! - Straszne prawdy wrogi,
Sępy krwawych pazury pjane się kołyszą!
Milczenie jest Gwiazd pieśnią, mową Drogi Mlecznej,
Co błyska ku nam kuźnią iskier miliardowe,
I wabi jak Gwiezdna Panna po zbroje gotowe:
- Apokalipsy czasu i Miłości wiecznej!
Nie sprzedam gwiazd, nie zejdę w ulice...
Nie sprzedam Gwiazd, nie zejdę w ulice,
Gdy bukłak miodów starych po niebiosach krąży,
Jak zbłąkany posłaniec, co nie wie, gdzie dąży,
Tak wiersz będzie wpatrzony w niebieskie świetlice!
Nie straszne mnie nicości, piekłą, przerażenia,
Wolnością słów człowieczych kruszę mroczną skałę,
Która w serce się wbiła; tym, co tworzą chałę!
Śmieszną, żałosną szmirę bez godów imienia!
Z pokoi pełnych światła wejdź w ciemne ulice...
Z pokoi pełnych światła wejdź w ciemne ulice,
I skieruj stopy czyste w park stajni Augiasza,
Wśród Faunów Ziemi grzesznej stoi wódki flasza,
A księżyc w stroju złotym spowiada Giaurzyce!
Tam weź oklask z twarzy hebanowych,
W których noc mroczy wszelkie rysy twarzy,
Weź laur koronny z tej modlitwy, straży,
Zostań Tytanem istot jaskiniowych!
Przyjm pocałunki, ogrzej zziębłe serca -
Słowem prostym, a rozumnym duszy,
Posągi Wielkanocne niech twój wiersz poruszy,
- Wtedy powiem, żeś godny; gościa Muz kobierca!
Nalej wina Bachusie, bo w mym sercu nuda...
Nalej wina Bachusie, bo w mym sercu nuda,
A czary "pegeeru" rwą w strzępy watroby.
Nie kując Prometeja pakują go w groby,
Ogień z serca mu wydrze psychiatryczna buda!
Ślepcy, bez ognia prawdy zginą jak koliber z mrozu,
Gdy nadzieja przepadła wraz z starymi Bogi,
Z pięknej Słowian kultury stworzyli barłogi,
I weszli w jarzmo kiczu: Szatana powrozu!
Ciekawość
Pytasz, co znaczą słowa, które w rymy zdobię?
Chciałabyś tajń ich przejrzeć swymi modre oczy,
Ale to przecież strumień, który drga po zboczy,
I nie wypijesz więcej; ile pragnień w tobie!
- Więc nie pytaj dlaczego? - Pióro pieśni głodne
Szuka w ciemni pochodni by oświetlić drogę,
I jak ostatni pieśniarz bije w dzwon na trwogę:
- Z bólem musi się zrodzić, aby było płodne!
A gdy uczuć samotność w sercu gwiazdą świeci...
A gdy uczuć samotność w sercu gwiazdą świeci,
- Nie przeklinaj tej ciszy która cię otacza.
- Popatrz: Jluż miłość poetów w piekieł drogi stacza,
Jak piją liche wino niczym mleko dzieci!
Piją! - Byle nie uledz potędze głupoty,
Co świat żądzą otoczyła w anakondy kleszcze,
Błąkają się bezdomni - prawi słowa wieszcze,
Trony krzykiem zajęły bezduszne miernoty!
Donos
Gdy poeta przed możnym staje na dywanie,
I liście z siebie strząsa ostatniej jesieni;
Biurko, czapka z orzełkiem, wszystko mu się mieni,
- I myśli o urlopie w kraciastej altanie.
"Wczoraj z lokalu X wyszedłeś przez szybę,
Szanownego Pana Y wytargałeś za wąsy!!!
- Władzo! - Tylko tyle! - Przecz to tylko pląsy!
- Przyniosę buteleczkę; utopimy skrybę!!!"
Na fali
Choć słowa nagie, kwiat im strojem służy,
Z wiedzm rynsztoku szkaradnych rodzą się syreny,
Wieczne dziewice legend z korali areny,
Pijące mocny trunek ze złocistych kruży!
Ech Muzy! - Co mnie nocą ku gwiazdom wołacie,
Gdzie Rusałki igrają jak motyle dzieci,
A pióro w złote struny śpiewem ku wam leci,
I myśl swą z wami łączy w gwiazd tajemnej kracie!
- Przepraszam; że nie zdążę na Bal Księżycowy,
I stroje me powiędły jako ziemskie róże,
Lecz piję dzisiaj za Was żytniej polskiej krużę!
I ślę Wam w Wszechświat całus brylantowy!
W głębin mrocznych otchłaniach perły mają trony...
W głębin mrocznych otchłaniach perły mają trony,
W podziem ciemnych komnaty klejnoty się rodzą,
Upadki serc szlachetnych geniusz słowa płodzą,
Prozę żałosną życia stroją w słońc korony!
Ruiny; których ogrom jest natchnieniem pieśni,
A Muza stroi szaty gwiazdą brylantową,
Których wieczność nie zatrze łodzią Charonową,
I księga dziejów nie zamknie milczeniem!
Klasyczną wpłynę nawą w charonowe wody...
Klasyczną wpłynę nawą w Charonowe wody,
Jak tragiczny Prometej praantycznej sceny,
Gdy klepsydra zapisze czas ostatnich treny,
W Styksie - co rany leczy poszukam ochłody.
Byłem retropoetą! - Cóż! - Dziś nowe bogi,
Pudry sypią na słowa kupione w szalecie.
Gorzko jest na to patrzeć! - Czytać to estecie?![...]
- Więc; śmiechem przywitam Hadesowe progi!
Puchar Charonie daj tej mądrej wody
Bo chcę zapomnieć, żegdzieś kiedyś żyłem,
Ze drogą piersi postać do piersi tuliłem,
I goniłem przed piórem słów miłości trzody!
Koneser
Czasem usta wykrzywiam, gdy dziecię co trany
Matka baśnią podaje tłumacząc te smaki,
Ze lukry, ciacha, trufle; złych dzieci przysmaki,
- Po słodyczy najsłodszej pozostają rany!
Prawda w baśni ukryta rodzi się na jawie;
Dziś piłbym wszystkie trany, rumianki, jagody,
Byle mieć serce czyste jako orzeł młody,
By nie siedzieć samotnie w kawiarni przy kawie.
Ządzą mógłbym się upić, pójść na bal z matrony,
Im lepiej się zabawię gorzej cierpieć będę.
- Samotność rodzi wiersze, a alkohol zrzędę;
- Więc w piękno twarzy patrzę jak znawca w ikony!
Hefajście
Hefajście; zbroję poety kujesz z liry alkoholu,
By nie zgłupiał w tym życiu z nędzy, głodu zdrady,
By nie patrzył na trzeźwo w szmir świata, w fałszu mowy jady,
Achill z sercem otwartym na lichwiarzy polu!
Hektor zginął za Lecha, co uległ carycy,
Choć była mokrą kurą przy cieniu Heleny,
Tylko Homer zawodził pokutnicze treny;
- Rzeczywielkiej, co legła pod młotem giaurzycy!
Człowiek nigdy nie słyszy - kiedy kwiat rozkwita...
Człowiek nigdy nie słyszy - kiedy kwiat rozkwita,
I nie wie; czy słońce rankiem ze snu go podniesie,
W tym mamony szyderczej barbarzyńskim lesie,
Pióro oddaje nocy, milczeniem z gwiazd czyta...
Na cóż żniwa mej duszy, skoro nie przylecą,
Gołębie krasy białej, a z mądrości oczy,
Przecz sępom jest zbyteczny zew prawdy proroczy,
I pieśni w stronę Styksu z chórem Muz odlecą!
Chwila
Każdy z nas szuka chwili czystej jak kwiat polny,
Która z swoim zrodzeniem serce w zachwyt wprawi,
I ruszy w Wszechświat skała rytmem dookolnym,
Jak baśń, co ciepłym pięknem oczy dziecka pławi.
Niczym się wtedy wydaje chaos i ciemń świata
Po którym w parze chodzą róże i pokrzywy!
- Na nic rozum, gdyż mądrość rodzi zimne dziwy,
Które nigdy nie pojmą wnętrza serca lata!
Karłem Helios w kwadrydze co krąg słońca toczy,
Co złotem nocy nigdy dogonić nie zdoła;
- Tak mnie przez wieczność pachnieć będą zioła -
Tamtej chwili, która nigdy nie będzie mieć końca!
Posłuchaj; jak pół organy grają kłosem Bacha
Posłuchaj : Jak pól organy grają kłosem Bacha
Od lat tysięcy niezmiennie, głęboko,
A kwiaty patrzą pięknem we wrażliwe oko,
Bory wołają pieśni pradawnego Lacha!
Precz odrzuć zimne słowa jako kamień z pola,
Rzuć garść rymów pszenicznych i wersów żytnianych,
W Polską Ziemię wśród lasów arią rozśpiewanych,
A chlebem ci odpłaci Ojczyżniana rola!
Szary sopran; skowronek, nutą ci opowie
O legendach tej Ziemi i cudach natury,
Której obca jest szmira współczesnej chałtury,
Co z pracy ludu szydzi w szaletniczym słowie!
Zagłoba
Golnę kusztyczek, zagryzę księżycem,
I gwiazdom mruknę hulaki okiem,
Choć tylko jednym, ale nie kpa wzrokiem!
I ruszę w pole z Michałem, z Kmicicem!
Bohun pogrążon, Burłaj usieczony,
Hultaj Chmielnicki na chana powrozie,
Gustawa gwiazda zgasła w Wielkim Wozie,
Boguś Radziwiłł z tronu wytrącony!
AIDS
Jak upiór, co miast ciała ma łuskę żmijową,
Tak żądze serce ranią szalonymi wiry,
A rozkosz się ubiera w zdrady chciwe kiry,
Smiechem na orgię patrzy; gwiazdę szatanową!
Kwik, małp pieszczoty, wijące się gady
Wżerają się życia grzechem w modre oczodoły;
I miast żaru miłości, w gardło strumień smoły
Śmiechem Mefisto leje! - Wkoło dym i czady!
Twarze wszystkie podobne jako trupie głowy,
Gdy trąd obgryzł z piękności gładkie hańbą lica!
Mord Raju człowieczego; pogańska świetlica,
A trony się kołyszą przeklętymi słowy!
Gdy w serca twego wrota ptak skrzydłem zapuka...
Gdy w serca twego wrota ptak skrzydłem zapuka,
Zziębnięty prozą życia, wzgardzony przez świętych,
Nie żałuj mu miłości światów marzeń sennych,
Wnieś piękno w koszmar świata - jak w czerń białość kruka!
Zagraj rolę Romea dla Julii ulicy,
Uśmiechnij się przez oczy, choć ci dusza płacze,
Nad losem pięknych twarzą zbłąkanych tułacze,
Ogrzej usty gorące czar zimnej krynicy!
Bóg nie zostawił serca na wygnaniu...
Bóg nie zostawił serca na wygnaniu,
Mimo, że ciało targa dreszcz cierpienia,
Im droga cięższa , tym wrota bram Raju;
Otworem stają dla ran ukojenia!
Oświetl ulice - tym, co po nich błądzą,
Bo choć zapłacisz jak Prometej srodze,
Lecz nie zostawiaj dziewczęcia na drodze,
Nad którą sępy z psami swymi krążą!
Ogień z serca wyrzucić, tylko słów nie staje...
Ogień z serca wyrzucić, tylko słów nie staje,
Gdyż słowo najjaśniejsze Bóg odebrał duszy,
Za nędzny owoc kobiecej pokusy,
Gdy z zdrady ciekawości opuściła Raje!
Wąż ten nie był gadziną, tylko piękny Anioł
Myśli złote utopił w falującym łonie,
I za rozkosz nie myślał o kornym pokłonie,
A tu za mas plecami jako stróż przystanął!
Był ubogi na duchu, lecz dziś krotne stada
Pędzi; jakoby gonił nie ludzie, lecz wieprze,
I nie spocznie nim promień z serc człowieczych zetrze,
I jak szpicel karczemny; poi i spowiada!
Noc
Noc przyszła w gwiazd złocistych romantycznej szacie,
Popatrzyła w me okno wzrokiem swym tajemnym,
Czy abym dniu nie przyrzekł twórczości wzajemnej,
Której zawsze szukałem w ciemnej nocy szacie.
Szepnęła;"- oddaj czarną róż gwiazdę otchłaniom srebrzystym,
Nie sprzedaj wielkich tajni! - bo to kwiat paproci,
Gdy serce otwiera bramy, które srebrnik złoci;
Przeklętnikiem się stajesz w nocy tchu wieczystym"!
Kto samotni zezwala by gniew bóle koił,
Staje się brudnych tronów cichym poplecznikiem,
Gdy nie znasz dziwów biedy - jesteś cierpiętnikiem,
Którego kamień brukowy lichym winem spoił!
Sam nie zgłębisz otchłani, oswoisz komety...
Sam nie zgłębisz otchłani, oswoisz komety,
Choćbyś najgłębsze Prawdy z tej Ziemi pozbierał,
Będziesz tylko kruszyną, co w proch się przemienia,
- A to, co zważysz, że wielkie; tylko garść tandety!
Lirze głosu nut blasku krzykiem nie powrócisz,
Ani otchłani słowa orbit wyklarujesz,
Tylko Co stać się miało głupotą popsujesz,
I czczy pean żałosny będziesz głuchym nucił!
I będziesz myślał; żeś wielki, żeś mądrości Gwiazda,
Która spadła na Ziemię błędu przeznaczeniem,
A przecież twoje słowa - chorych urojeniem,
A ty tylko hal płaskich i baranów gazda!
Kto kocha góry musi znać przepaście...
Kto kocha góry - musi znać przepaście,
Otchłanie ciemne wśród ciernistych kwieci,
Gdzie wiatry na kształt Wszechświata zamieci
Czekają chwili; kiedy Gwiazda zgaśnie!
W pył się obrócą; uroda i stroje,
Serce jak żuraw klangorem uleci,
By myśl swą złączyć z odległymi kmieci,
I ciszą spłynąć w Charonowe zdroje!
Nie ma tam gwizdów, nie ma i oklasków,
A stoi waga - brylantowa, sroga,
Która rozważy; czy Aniołem Boga,
Czy będziesz karłem wsród piekielnych wrzasków?!
Dwa światy
Oto mezalians cwanej wulgarną pyskówką ulicy i nudna perora szlachetnego wybitną
inteligencją rozmówcy!
Kunszt słowa wrodzonego genu kultury i mroczna powłoka prawdziwych dramatów
wykrzyczanych przekleństwem w oparach nędzy
sutenerskich zaułków!
Wylewny płacz nad grypą dziecka i cyniczny śmiech pilanego potomka nad grobem zmarłej w
samotności matki!
- Subtelna, czuła, delikatna prokreacja i wyuzdany okrzyk rozkoszy wywołany potwornym
bólem, a mordujący wstyd niewieści
z nieokiełznaną szałem tubylczym premedytacją!
- Wzruszenie, które czeka na czuły pocałunek, a szybkie rozpięcie paska u spodni, silne
przyciągnięcie przepoconych bioder
w samczym odruchu z językiem na brodzie!
- Picie z klasą drinka, z wykwintnym trzymaniem kieliszka, monotonnie arystokratycznie, a
wlewanie w siebie patologicznie
z pijacką butą kilka litrów czystego spirytusu!
- Pedantyczne mycie rąk przed jedzeniem, a łamanie okropnie tłustej kiełbasy ręką wyjętąz za
spodenek kąpielowych!
- Finezja smakowania gorącej czekolady, a osobiste rąbanie „cwiartki” wieprzowiny tępą
siekierą!
- Filigranowa dłoń poprawiająca ruchem powabnym włosy, a szukanie odruchowe żywych
stworzeń opuszkami, wpatrywanie się
w złożone palce i przecinanie intruza paznokciem, albo przegryzanie go po polowaniu zębami!
- Wyrafinowanie nalany centymetr zupy w talerzu, a miska blaszana jak miednica pełna
kartofli z kapustą!
- Ogień tęsknoty za mieszkającą daleko córką a przywitanie syna: Co chciałeś ty
skurwysynu?!
- Poprawiane trzy razy małe przejęzyczenie w wyszukanym grzecznością słowie, a stek
ohydnych, ordynarnych, bestialskich
przekleństw wyrzucanych z gardła językiem tak prosto jak pestki z garści wiśni!
- I nienormalność która wykoleja, degeneruje, deprawuje, płodzi w mózgach kretynów perfidne
szaleństwo, a normalność
która dzierży klucze uczciwości i wznosi barierę przeciw przekleństwu, rozpasaniu, hańbie
człowieczeństwa, przeciw
szczepom zwyrodniałym fałszu i obłudy!
- A kto wygra? Kto sięgnie po nagrodę?
- Bogate docześnie życie, a może post i modlitwa?
- A kto padnie na ryja w trociny jak małpa z trapezu w wynaturzonym ze
znamion estetyzmu cyrku?
- Cnota? - Czy rozpusta?
- I mimo, że rozpusta wygrywa miliard do jednego, Cnota itak kiedyś
zwycięży i mieszkać będzie
po wsze czasy w sercach ufnych i szlachetnych!!!
Zimny poker
Oto krupier rozdał karty
ale jakże niesprawiedliwie
wbrew własnej ocenie sytuacji
myślał o kimś innym
a dał pokera pik z ręki
napuszonemu kretynowi
a poecie
co siadł do stołu
za pożyczone pieniądze
~„po dobraniu”
ciał banał
dwie kosy
inaczej dwie siódemki
a przecież wierszoklecie chodziło
o kasę na operację
dziecka biednych ludzi
gdy temu wypasionemu bęcwałowi
grosz był zbyteczny
z szalonym śmiechem wędrował
w zady jurnych dziwek
a podły los temu co miał dużo
dodał jeszcze
jak mówi ludzkie pismo
przypisane niezrozumiałym absurdem Bogu
że jeżeli masz wiele
dostaniesz więcej
a tej maluczkiej
chorej istocie
odbiorą naiwną wiarę w dobro
entuzjastyczną rodziców nadzieję
i jeżeli przeżyje bez pomocy
przepadnie w otchłani obojętności
jej człowiecze serce
a przez ból oczekiwania
sprzeda etyczny duszy uczynek
zrodzony pogardą do podłego świata
szyderczej cynicznym śmiechem nienawiści
i nie zapomni dodać tego potwornego genu
stworzonego obojętnością bliźnich
własnemu potomstwu
jak tsunami matki Ziemi
morduje przez przypadek
niewinne i piękne swe dzieci!
Marek Zabielski
Data dodania:
Komentarze
|